sobota, 26 grudnia 2009

Diamenty.



"Z ulegania zaś Duchowi [Świętemu] rodzi się: miłość, radość, pokój, cierpliwość, łaskawość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. Rzecz jasna, że temu wszystkiemu nie sprzeciwia się [żadne] Prawo."
Gal.5,22.23 BWP


Zaczęły się nowe lekcje biblijne i tym razem są o owocach Ducha Świętego. Ogromnie się ucieszyłam, że tym razem na to padło, bo to temat niezwykle ważny i nie zawsze właściwie rozumiany.
Spodobało mi się pewne porównanie.

Owoc Ducha jest podobny do cennego kamienia o wielu płaszczyznach. Każda płaszczyzna jest cechą Jezusa i elementem jakości, jaką On pragnie wytworzyć w naszym życiu. To jest sedno sprawy. Celem Boga jest upodobnienie nas do Syna Człowieczego, więc posłał On Ducha Świętego, by przebywał w nas w celu dokonania niezbędnej przemiany.
Naszym celem nie jest skupienie uwagi na tym, w jaki sposób możemy stać się bardziej cierpliwi czy bardziej miłujący albo bardziej łagodni czy bardziej wierni, ale jak możemy pozwolić Duchowi Świętemu uczynić nas bardziej podobnymi do Jezusa, który jest uosobieniem cierpliwości, miłości, łagodności i wierności. Kluczem do tego jest poddanie się - gotowość obumarcia dla własnego ja oraz życia dla Boga i bliźnich.


Zrozumiałam, że w życiu przytrafi się nam wiele sytuacji, które są one zabiegami szlifującymi nasz charakter, aby klejnot Chrystusa w nas był coraz piękniejszy. Sami z siebie nie jesteśmy w stanie dokonać tego zabiegu, ale możemy nie przeszkadzać Bogu, żeby tego dokonał, tylko poddać się Mu. Czasem będzie to oznaczało podjęcie zadań, które nie będą nam odpowiadać, zadawanie się z ludźmi, którzy będą nas denerwować albo przejście przez trudne doświadczenia. Jeżeli jednak mamy pewność, że nie jest to nasz własny błędny wybór albo wynik naszego zaniedbania czy też działanie złego, to najlepszą opcją jest przyjęcie zabiegu z pokorą i cierpliwością oraz modlitwą o jak najlepsze poddanie się temu i zachowanie pokoju w tym wszystkim.



Znalazłam niesamowity cytat w książce "Droga do Chrystusa" o charakterze Jezusa.

Jezus nigdy nie zataił ani jednego słowa prawdy, ale zawsze wypowiadał je z miłością. Przebywając z ludźmi był w najwyższym stopniu taktowny i zwracał się do nich z uprzejmością i troskliwością. Nigdy nie był szorstki i nie wypowiadał zbędnie ostrych słów, i nigdy niepotrzebnie nie zadawał bólu wrażliwej osobie. Nie potępiał ludzkiej słabości, mówił prawdę, ale zawsze z miłością. Demaskował hipokryzję, niewiarę i nikczemność, ale Jego głos załamywał się, gdy wypowiadał słowa ostrej nagany. Płakał nad Jerozolimą, swoim ukochanym miastem, które odrzuciło Go jako Drogę, Prawdę i życie. Odrzucili Go jako Zbawiciela, lecz On spoglądał na nich ze współczuciem i łagodnością. Jego życie było przykładem wyrzeczenia i uważnej troski o innych, ponieważ każdy człowiek był w Jego oczach cenną istotą. Chociaż cechowała Go boska godność, z największą czułością pochylał się nad każdym członkiem Bożej rodziny. W Jego oczach każdy człowiek był zgubioną duszą, której zbawienie było Jego misją. Właśnie taki charakter Chrystus objawiał w swoim życiu i jest to charakter samego Boga.

"Droga do Chrystusa", s.3


Czyż to nie wspaniały obraz? A to zaledwie kilka rysów tego Szlachetnego Kamienia...
Życzę wytrwania i cierpliwości w procesie szlifowania ;)

sobota, 19 grudnia 2009

Dobrze jest dziękować Panu :)

Przez ostatnie dni zastanawiałam się nad kwestią wdzięczności w życiu człowieka, bo w tym tygodniu doświadczyłam wielu Bożych błogosławieństw, ale nie zawsze w każdym momencie umiałam je docenić. Bywało, że pomimo świadomości tych dobrych i pozytywnych rzeczy byłam smutna, właściwie nie wiedzieć z jakiego powodu. Kilka cennych myśli moich znajomych i kilka wydarzeń przygotowywały grunt do tego, by znowu zweryfikować moją postawę, a dzisiaj na nabożeństwie usłyszałam kazanie pastora Tadeusza Niewolika, który przypieczętował to wszystko.

Jakie masz skojarzenia, gdy słyszysz słowa: niewyczerpany, nieustający, każdego poranka i wielki ? Czy są to pozytywne skojarzenia? Czy tworzy Ci się w głowie pozytywny obraz, gdy je słyszysz?
Żeby być człowiekiem wdzięcznym, musimy mieć pozytywny obraz, czy to Boga, czy człowieka.
Jeremiasz tworzy w swojej księdze pozytywny obraz Boga.

"Niewyczerpane są objawy łaski Pana, miłosierdzie jego nie ustaje. Każdego poranku objawia się na nowo, wielka jest wierność twoja."
Treny 3,22.23


Co za niesamowite słowa! Niewyczerpana łaska, nieustające miłosierdzie.
Rzeczy, które są nowe, po pewnym czasie powszednieją, a Bóg codziennie objawia się na nowo.
Diabeł chce wypaczyć pozytywny obraz Boga. Dlaczego to robi?
To, jaki mamy obraz Boga wpływa na sposób, w jaki Go traktujemy i jak traktujemy innych.
"Prawdziwy Bóg jest obecny w moim życiu w obecności drugiego człowieka."
Bóg nie jest teologiczną prawdą, religijną formułą, której oddajemy cześć, uznajemy, że jest dobry i na tym koniec. Religia Chrystusa to religia, która wytwarza relacje na ziemi, tworzy Królestwo Boże wśród ludzi.
Diabeł pokazuje nam wady ludzi w takim świetle, aby zniszczyć w nas pozytywny sposób patrzenia na nich. Tak, jak chce zniszczyć w nas obraz Boga, tak chce zniszczyć obraz dzieci Bożych.
Dziękowanie otwiera nowe możliwości w relacjach międzyludzkich. Stajemy się bardziej otwarci, autentyczni, ludzie nawzajem bardziej sobie ufają i chcą mieć ze sobą dobre więzi.

"Pan jest moim działem, mówi dusza moja, dlatego w nim mam nadzieję.
Dobry jest Pan dla tego, kto mu ufa, dla duszy, która go szuka.
Dobrze jest czekać w milczeniu na zbawienie Pana."
Treny 24-26


Bądźmy wdzięczni. Dziękujmy Bogu każdego dnia. Bądźmy lepszymi chrześcijanami przez spoglądanie na Niego i bądźmy lepszymi ludźmi dla innych. To jest nam szalenie potrzebne, żeby przetrwać w tym zwariowanym, ginącym świecie.

poniedziałek, 7 grudnia 2009

To, co cię boli, jest w tobie.

Zewnętrzne problemy, jak pożar nie mogą zabrać nam pokoju i bezpieczeństwa niebiańskiej opieki nad nami. Jedynie, gd mamy coś w sercu, co nie jest poddane Bogu i z czym się nie rozprawiliśmy, jedynie, gdy pielęgnujemy w sobie jakąś cząstkę niedotkniętą przez Boga, wtedy wróg naszej duszy może znaleźć fałszywy akord w naszym sercu, wlać w nie niepewność i zwiększyć kuszenie. By zdobyć łączność z Bogiem, której potrzebujesz, nie czekaj do momentu, aż przyjdzie ogień. Gdy nadejdzie załamanie, może być już za późno. Dzisiaj jest odpowiedni dzień i teraz jest właściwa godzina, by zanurzyć się w ciszy Bożej obecności. Niebo nigdy nie będzie bliżej niż jest teraz.

"Powrót do ciszy", s.161

sobota, 5 grudnia 2009

Ziemia święta i pustynia.

Dzisiaj miałam studium historii Mojżesza z jego wczesnych lat życia. Postać Mojżesza jest dla mnie niezwykła i za każdym razem odkrywam jakiś ciekawy wątek, aktualny dla mnie.

Mojżesz - cudownie uratowany, wybrany przez egipską księżniczkę, wychowywany na prawdziwego Egipcjanina, pokładano w nim wielkie nadzieje. Był jednym z najmądrzejszych ludzi, czekała go kariera, a może nawet rządy po faraonie. Mojżesz był wrażliwy, pamiętał, że pochodził z ciemiężonego ludu. Widział nieszczęście ludzi i ich cierpienie. Młody, gorliwy, wpadł na pomysł wyzwolenia Izraela własnymi siłami. Zabił Egipcjanina i zagrzebał go w piasku.
Jak się skończyły jego pomysły? Musiał uciekać z kraju na pustynię, z dala od bliskich. Utknął tam na 40 lat, założył rodzinę i pracował, pasąc owce swojego teścia i prowadząc spokojny, jednostajny żywot.
Dopiero po tej pustynnej szkole Bóg uznał, że wywietrzały mu z głowy jego pomysły i teraz jest zdany na Jego plan. Zresztą to było widać w rozmowie Mojżesza z Bogiem przy ognistym krzewie. Mojżesz nawet nie śmiał czegokolwiek zaproponować. Był pozbawiony wszystkiego, o czym kiedykolwiek marzył i pragnął. Dopiero Bóg krok po kroku pokazywał mu, co powinien robić. Tylko w zależności od Niego mógł realizować Boży plan.


Pomyślałam, jak bardzo nieraz nasze losy są podobne do losów Mojżesza. Bóg powołał nas do życia, obdarzył zdolnościami, talentami, postawił nas w odpowiedniej rodzinie i dał nam wszystko, co jest potrzebne do życia. Ponadto obdarzył nas rozumem, abyśmy podejmowali samodzielne decyzje. Wybieramy szkoły, do których chcemy iść, pracę, przyjaciół, sposób spędzania wolnego czasu itp. Bóg nie uczynił nas niemyślącymi istotami, które nie potrafią podejmować decyzji.Każdego dnia o czymś decydujemy.
Ale musimy przyjąć, że jest jakaś dziedzina w naszym życiu, która nie jest zależna od naszych decyzji i nasze próby realizowania tego własnymi siłami i pomysłami skończy się pudłem. To nieważne, że wszystko inne nam wychodzi: że wybraliśmy dobrą szkołę, że mamy dobrych przyjaciół albo dobrą pracę. Musimy zatrzymać się, zdjąć sandały i uznać pewien obszar za miejsce święte, którym chce rządzić Bóg.

Pomyśl: ile razy próbowałeś coś osiągnąć, a za każdym razem nie wychodziło? Ile razy powtarzałeś sobie, że tym razem będzie inaczej, że wreszcie poddasz to Bogu? Ilu Egipcjan już uśmierciłeś, a jednak nie udało się wyzwolić Izraela? Może czas uciec na pustynię, upokorzyć się przed Bogiem, usłyszeć Jego głos w płonącym krzewie i uznać swoje pomysły za głupie? Może to, co najbardziej Ci nie wychodzi, jest Twoją życiową misją, tylko musisz pozwolić Bogu, aby On tym pokierował?

Życzę wam głębokich wniosków. Ja swoje już znalazłam...

czwartek, 3 grudnia 2009

Plan ewakuacyjny.

Kolejną książką, jaką czytam po fragmencie dziennie, jest książka "Powrót do ciszy" Jima Hohnbergera. Wprawdzie większa część to historie, jak żyli i poradzili sobie w dzikiej przyrodzie, ale jest tam naprawdę dużo cennych duchowych myśli.

"Pan pragnie nas wyrwać ze stanu, w którym działamy pod wpływem myśli i uczuć, i chce sprawić, byśmy je ignorowali, a zgadzali się czynić tylko zalecenia Boże, nawet gdyby miały się kłócić z naszą wolą. Nasza siła woli i determinacja nie nadają się do pokonania grożących nam grzechów, jeśli nie wiemy, jak ich użyć. Większość z nas sądzi, że do pokonania grzechu powinniśmy użyć siły woli, i tu właśnie ponosimy porażkę. Wola ma moc jedynie w wolności wyboru. Gdy wybieramy Bożą drogę, zyskujemy moc, by robić to, co wybierzemy. Nasza wola może jedynie wybierać, jaka siła będzie nad nami panować - dobro czy zło. Z pewnością jedno lub drugie zawsze panuje w życiu każdego człowieka. Odpowiednie użycie woli i nasza siła podejmowania decyzji uwalnia nas z niewoli grzechu. Jeśli potrafimy tego doświadczyć, żadne moce piekieł nas nie przemogą."
Jim Hohnberger "Powrót do ciszy", s.65


Kolejną ciekawą myślą był sposób Jima na uporanie się z dręczącymi myślami o problemach. Każdy z nas ma nieraz takie stany, kiedy prześladują go uporczywe myśli, które nie można odegnać i wtedy bardzo trudno jest znaleźć spokój i łączność z Bogiem.

"Pan przeniósł moje myśli do lat szkolnych, gdy mieliśmy ćwiczenia przeciwpożarowe. Wydawały się w owym czasie bezsensowne, ale ludzie mądrzejsi ode mnie wiedzieli, że musimy znać drogę ewakuacji. Od czasu do czasu ćwiczyliśmy opuszczanie budynku w uporządkowany sposób i zbieranie się w wyznaczonym miejscu, abyśmy to wszystko umieli robić automatycznie, gdyby kiedykolwiek wybuchł pożar. Bóg uzmysłowił mi, że potrzebuję wyjścia ewakuacyjnego dla moich myśli, abym odpowiedział w sposób automatyczny, wybierając przygotowaną wcześniej drogę ewakuacji, jeśli ten problem pojawi się w mej głowie."


Plan ewakuacyjny polegał na tym:

-wyliczanie Bożych cudów i Jego prowadzenia, kiedy tylko pojawiają się atakujące myśli. "Wyliczałem to wszystko do znudzenia, aż utwierdziłem się w przekonaniu, że jakiekolwiek problemy napotkam, jestem tam, gdzie Bóg chce, żebym był, i wykonuję pracę, do jakiej On mnie powołał."

-Ps.62 "Ty przecież na Bogu spolegaj, duszo moja" (Ps.62,6 BG).
"Nie tylko recytowałem tekst, ale próbowałem wgłębić się w to, co te słowa chcą mi przekazać. Psalm mówi o mojej duszy - moich myślach, uczuciach i emocjach, czyli o tym, czym w istocie jest Jim Hohnberger, co czyni z niego niepowtarzalną istotę - ty na Bogu polegaj. Zaufaj Mu, licz na Niego."

-połączenie planu ewakuacyjnego z ćwiczeniami fizycznymi.
"W umyśle mogłem podążyć drogą ewakuacyjną, ale zdenerwowanie budziło tyle emocji, że samo to zakłócało mój spokój, przynajmniej do czasu, kiedy nauczyłem się łączyć mój plan z ćwiczeniami fizycznymi. Kiedy wołałem do Boga o wybawienie, biegałem lub rąbałem drzewo. Bardzo mi to pomogło i po energicznym ćwiczeniu zmieniało się nie tylko moje nastawienie, ale mój umysł był o wiele bardziej skłonny realizować Boże zamysły. Plan ewakuacyjny nie był moim zbawieniem, ale potężnym narzędziem, które bezustannie łączyło mnie z Bogiem."

Mam nadzieję, że będą to dla was pomocne wskazówki. Pozdrawiam, miłego dnia :)

piątek, 20 listopada 2009

Dobro jest zaraźliwe.

"Jeśli tedy wy, będąc złymi, potraficie dawać dobre dary dzieciom swoim, o ileż wiecej Ojciec wasz, który jest w niebie, da dobre rzeczy tym, którzy go proszą.
A więc wszystko, cobyście chcieli, aby wam ludzie czynili, to i wy im czyńcie."
Mat.7,11.12


Dzisiaj dotarła do mnie prostota tego tekstu podczas dyskusji na temat bezinteresowności. Jezus wiedział, co mówi, nazywając nas złymi. Tak naprawdę nie ma wśród ludzi czystej i prawdziwej bezinteresowności. Nawet jeśli czynimy innym dobre rzeczy, to dlatego, bo liczymy na rewanż z ich strony. I na pewno nie mamy zamiaru być miłymi ani życzliwymi dla ludzi, którzy są nieprzyjemni, pogardzają nami, a zwracają się tylko wtedy, gdy czegoś od nas akurat potrzebują. Ale tacy jesteśmy i nie przeskoczymy tego.
Może jestem idealistką, ale stale wierzę, że okazywanie innym dobra odpłaci się nam także dobrem. Wierzę, że dobro jest zaraźliwe, że podzielone z innymi mnoży się niezwykle szybko i ze nawet mały gest dobroci będzie odwzajemniony. Wierzę, że dobro pochodzi od Boga i w naszym interesie, żeby nam wszystkim żyło się lepiej, jest uzupełnianie go i dzielenie się z innymi.
Życzę wam wielu dobrych myśli, dobrych słów, uśmiechów, gestów życzliwości i stałego podłączenia do Źródła Mocy :)

poniedziałek, 16 listopada 2009

Aby zgotować przyszłość i natchnąć nadzieją.

Skończyłam dzisiaj czytać książkę "Moc modlitwy żony" (nie śmiejcie się, ja tak profilaktycznie ;)Ostatni rozdział mówił o modlitwie za przyszłość i wizję męża. Swoją też, właściwie to ten rozdział był mi głównie potrzebny.

Bóg przestrzega, by nie słuchać głosów, które wypowiadają kłamstwa, bo "widzenie swego serca zwiastują, a nie to, co pochodzi z ust Pana" (Jer.23,16). Żadna wizja, która jest zdominowana przez porażki i pozbawiona nadziei, nie pochodzi od Boga (Jer.29,11). Bóg jednakże może odbudować utraconą wizję. Może wypełnić nadzieją, która pozwoli znowu mieć marzenia. Może otoczyć prawdą, która rozprawi się z kłamstwami zniechęcenia. Może wzbudzić pewność obiecującej przyszłości. Modlitwa jest kanałem, przez który Bóg może tego wszystkiego dokonać.
Bóg nie chce, abyśmy znali przyszłość, chce, byśmy znali Jego. Pragnie, byśmy Mu zaufali, że poprowadzi nas w przyszłość krok po kroku. "Ci, którzy szukają Pana, rozumieją wszystko" (Przyp.28,5).


Dobrze by było tak iść ufnie każdego dnia, a nie martwić się przewidywaniem przyszłości i nie spać po nocach, ciągle o tym rozmyślając. Bóg chyba najlepiej wie, że jesteśmy w stanie udźwignąć tylko ciężar bieżącego dnia i wcale nam nie każe martwić się dniem jutrzejszym. Życzę wam dobrego dnia :)

sobota, 14 listopada 2009

O napominaniu.

Dzisiaj na lekcji szkoly sobotniej padla kwestia przyjmowania uwag i napomnienia. Wiemy, temat dla wszystkich trudny i nieprzyjemny. Nikt z nas nie lubi przyjmować uwag, dowiedzieć się, że wygląda się jakoś nieszczególnie, powiedzialo się coś niestosownego albo wręcz bardzo zlego. Czujemy się wtedy tacy glupi, nic nie znaczący, śmieszni i poniżeni. Szczególnie mężczyźni nie lubią uwag i udzielania rad, bo to niezwykle godzi w ich godność osobistą. Ale ogólnie wszyscy mamy z tym problem, a uwag się nie uniknie. No i co zrobić?
Pierwszym krokiem jest odróżnienie uwagi od zlośliwości. Tej ostatniej nie mamy obowiązku wcale sluchać ani się do niej stosować, bo intencja wypowiadającego byla z gruntu zla. Są jednak osoby, które przejmują się wszystkim, co o sobie uslyszą (np. ja ;) i niezwykle trudno im rozróżnić, co bylo uwagą, a co zlośliwością.
Zauważcie, że o wiele latwiej nam przyjąć uwagę od osoby, której ufamy i mamy do niej szacunek, a także wiemy, że zależy jej na naszym dobru.
My,kobiety, mamy to naturalne, że im bardziej kogoś kochamy i jesteśmy z nim związane, tym bardziej się o niego martwimy i chcialybyśmy go zmieniać, żeby byl jeszcze lepszy. Powoduje to wiele konfliktów i nieraz to, że druga strona wcale nie chce nas sluchać.
Pomyślmy, jakby to bylo prościei i latwiej, gdyby każdy z nas wypowiadal uwagi w taki sposób, że drugi by to przyjmowal i jeszcze nam dziękowal, że zrobiliśmy coś dla jego dobra. Jakże byloby prościej, gdyby te uwagi nas nie dotykaly i nie sprawialy, że czujemy się gorsi, ale żeby sprawialy w nas pozytywną zmianę.

Wniosek jest jeden: wszyscy potrzebujemy uczyć się od Chrystusa zarówno jak wypowiadać uwagi, jak i je przyjmować. Wszyscy potrzebujemy zbudować tak ścislą zależność od Niego, by nasza osobista wartość byla ukryta w Nim, tak by czuć pelną akceptację. Jezus byl tak związany z Ojcem, wiedzial, że Bóg go calkowicie akceptuje, więc nie mial żadnych oporów przed dokonaniem najbardziej poniżających zajęć, by ratować ludzi. Nic go nie moglo dotknąć ani zranić. Czy nie marzymy o tym?
Wszyscy mamy swoje wielkie i male kompleksy, każdy chowa w środku wrażliwe miejsce, którego wolalby, żeby nikt nie ruszal i nie dotykal. Każdy jest w środku kruchy i podatny na zranienia. Czy dlatego mamy się zamknąć przed światem, otoczyć murem obojętności, wystawić kolce ironii i palisadę krytykanctwa i tak wegetować za tym obwarowaniem przez cale życie? Cóż to za życie?

Padla dzisiaj taka myśl: módlmy się o to, żeby się nie obrażać, nie brać wszystkiego tak osobiście i mieć wlaściwe podejście do samego siebie. Bardzo tego potrzebujemy dla samych siebie i innych. Potrzebujemy być chronieni przez Boga od nas samych, od naszych destrukcyjnych zachowań i uczuć. Potrzebujemy uwolnienia. Niech to będzie naszym gorącym pragnieniem i modlitwą każdego dnia.

poniedziałek, 9 listopada 2009

Przyjdzie, nie przyjdzie…?

Pod tym hasłem odbył się 7 XI 2009 r. piąty zjazd młodzieżowy w Krakowie w ramach CFM. Uczestników zjazdu przywitał zespół rozśpiewujący, który pieśniami wprowadził nas w atmosferę nabożeństwa oraz prowadzący: Lidka i Krzysiek. Uroczyste rozpoczęcie nastąpiło wraz z pieśnią chóru i modlitwą. Lekcja szkoły sobotniej, w nietypowy sposób poprowadzona przez młodzież ze zboru w Nowej Hucie, pozostawiła uczestnikom pytania do zastanowienia: Czy jesteśmy gotowi, by przyjąć ofertę wiecznego życia w niebie i czy nie koliduje to czasem z naszymi osobistymi planami?

Niezwykle poruszającym i budującym punktem programu był apel ewangelizacyjny prowadzony przez Michała. Doświadczenia trzech młodych ludzi: Samuela, Dorotki i Marysi, którzy opowiadali o wyjściach ewangelizacyjnych z pieśniami, udzielanych lekcjach biblijnych oraz o wakacyjnych obozach misyjnych, wywołały entuzjastyczne reakcje, a nawet łzy wzruszenia. Było to też apelem do popołudniowego wyjścia z zaproszeniami na wykłady „On przychodzi”, odbywające się już za kilkanaście dni w Krakowie.

W tematykę zjazdu wprowadziło uczestników kazanie pastora Andrzeja Sicińskiego. Rozszerzył on hasło, mówiąc o trzech wymiarach przyjścia Chrystusa: przeszłym, przyszłym i teraźniejszym i podkreślając, że osobiste przyjęcie Jezusa do swojego serca jest pierwszym krokiem do przygotowania się na Jego powtórne przyjście. Historie z Nowego Testamentu, w których Jezus przychodził do bojaźliwych, chorych i grzesznych, przynosząc odwagę, zdrowie i pokój, szczególnie wzmocniły i dodały nadziei, a także skłoniły zgromadzenie do głębokich osobistych refleksji w modlitwie końcowej.

Zanim nastąpiła popołudniowa część zjazdu, należało wzmocnić swoje siły. Uczestnicy mogli skorzystać z gościnności krakowskiego zboru i pokrzepić się gorącym posiłkiem, a także przepysznymi ciastami i owocami w nieograniczonych wręcz ilościach. Do pracy misyjnej wyruszyła grupa roznosząca ulotki, a reszta uczestników skorzystała z wolnego czasu, wychodząc na spacer lub rozmawiając ze znajomymi.

Część popołudniowa, również bogata treściowo, koncentrowała się na dyskusjach dotyczących znaków końca świata. Temat wprowadziła prezentacja multimedialna Marcina o widocznych w świecie zjawiskach przyrodniczych i ekonomicznych, które utwierdzają nas o nadchodzącym kryzysie. Miłym muzycznym akcentem był występ zespołu Fileo, który wykonał 3 pieśni. Następnie odbył się panel dyskusyjny, prowadzony przez Lidkę, w którym trzech pastorów: Andrzej Siciński, Zenon Korosteński, Wasyl Bostan, oraz Andrzej Mielczarek i Paweł Szkołut wyjaśniali rozmaite kwestie dotyczące przyjścia Chrystusa, budzące dyskusje i kontrowersje.

Aby zaspokoić wszelkie potrzeby ludzkiej natury, zjazd miał również część artystyczną, która składała się z minikoncertu i scenki teatralnej, przedzielonej wystąpieniem pastora Sicińskiego oraz krótką przerwą techniczną na kolację i przygotowanie sceny. W klimat wieczornego spotkania wprowadziła zgromadzonych Karolina Harasim, wykonując dwie pieśni, a następnie ze swoim programem wystąpili Mariusz Zawierucha z córką Karoliną. Grając na gitarze, flecie irlandzkim whistle i śpiewając wykonali oni szereg utworów aż w 3 językach: angielskim, polskim i hiszpańskim, a także kilka utworów instrumentalnych. Pieśni przeplatane były słowem Mariusza. Szczególne zainteresowanie wzbudził duet fletowy Karoliny (whistle) i gościnnie Oli Sędzik (flet porzeczny), które wykonały dwa urokliwe staroangielskie utwory. Refleksja pastora Sicińskiego o tym, że po wysłuchaniu takich pieśni należałoby przestać mówić o „jesieni średniowiecza”, a mówić o jego rozkwicie, była niezwykle trafna. Trafne było również krótkie omówienie 24. rozdziału Ewangelii Mateusza i podkreślenie, że znaki czasu nie służą do tego, by wyznaczać czas końca świata, ale by skłonić nas do czuwania, a to wyraża się we właściwych relacjach z bliźnimi i z Bogiem.

W ostatniej części zjazdu nastąpiła długo oczekiwana, słynna już krakowska scenka teatralna, przygotowana przez Bogdana i krakowską młodzież. Tym razem tematem była „Laodycea – ostatnie ostrzeżenie”. Nie tylko treść sztuki, ale i efekty świetlne, multimedia, symboliczne obrazy oraz odpowiednio dobrana muzyka oddziaływały na widzów, pozostawiając ich z przemyśleniami odnośnie własnego życia duchowego.
Nieoficjalnym przedłużeniem zjazdu był wieczorny spacer po Starym Mieście i Kazimierzu, podczas którego mogliśmy bardziej zintegrować się z młodymi organizatorami zjazdu, którzy byli wcześniej za bardzo zabiegani.

Zjazd pozostawił w nas wiele myśli, refleksji i niezapomnianych wrażeń, a także żal, że był zaledwie jednodniowy. Mamy nadzieję, że za rok będziemy mogli dłużej ze sobą przebywać i razem mieć radość z poznawania i uwielbiania Pana.

poniedziałek, 2 listopada 2009

Myśli i słowa.

Znalazłam dzisiaj ciekawy cytat o tym, jak wypowiadane słowa kształtują nasze myśli.

"Jest prawem natury, że myśli i uczucia możemy pogłębić za pośrednictwem odpowiednich słów. Tak jak słowa wyrażają myśli, tak też jest prawdą, że myśli następują po słowach. Gdybyśmy dawali więcej wyrazu naszej wierze, cieszyli się bardziej posiadaniem błogosławieństw, o których wiemy, że je mamy, posiadaniem wielkiej łaski i miłości Bożej, mielibyśmy więcej wiary i większą radość. (...) Dlatego nauczmy nasze usta i serce wyrażać chwałę za Jego niezmierzoną miłość. Nauczmy naszą duszę być pełną nadziei i trwać w świetle promieniującym z krzyża Golgoty. Nigdy nie powinniśmy zapomnieć, że jesteśmy dziećmi Króla niebieskiego, synami i córkami Pana zastępów. Naszym przywilejem jest spokojny odpoczynek w Bogu."
Śladami Wielkiego Lekarza, s.138


Niezmiernie ciekawy był również ten, jakich słów nie powinniśmy wypowiadać:


"Kiedy ktoś pyta, jak się czujesz, nie opowiadaj natychmiast o rzeczach smutnych, by zyskać współczucie. Nie mów o twoim braku wiary,o twoich zmartwieniach i cierpieniach. Kusiciel lubi słyszeć takie słowa. Kiedy rozmawiamy o rzeczach smutnych, oddajemy chwałę jemu. Nie powinniśmy się rozwodzić nad wielką mocą szatana,którą on nas zwycięża. Często sami oddajemy się w jego ręce mówiąc o jego mocy.Mówmy raczej o wielkiej mocy Boga, aby powiązać nasze sprawy z Jego własnymi. Mówmy o niezmierzonej mocy Chrystusa i opowiadajmy o Jego chwale. (...) Niech pochwała i wdzięczność będzie wyrażona w pieśni; gdy jesteśmy kuszeni, zamiast wypowiadać swoje uczucia, wznieśmy przez wiarę pieśń wdzięczności Bogu."
Śladami Wielkiego Lekarza, s.139


Uświadomiłam sobie, że poprzez nasze słowa każdego dnia wypowiadamy deklarację, w czyją moc się poddajemy... A przecież wypowiadane słowa można kontrolować.
Pozostawiam wam tę kwestię do przemyślenia.

niedziela, 1 listopada 2009

Pogoda ducha.

Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie tekst:


"I rzekł Pan do Kaina: Czemu się gniewasz i czemu zasępiło się twoje oblicze? Wszak byłoby pogodne, gdybyś czynił dobrze, a jeśli nie będziesz czynił dobrze, u drzwi czyha grzech. Kusi cię, leczy ty masz nad nim panować."
I Mojż.4,6.7



Historia Kaina przed morderstwem to historia człowieka, któremu nie wyszło. Inaczej sobie wyobrażał swoje życie i chciał je kształtować po swojemu, a okazało się, że Bóg takiej postawy nie akceptuje. Znamienne jest to, ze Bóg zwraca mu uwagę: gdybyś czynił dobrze, tak, jak trzeba, nie chodziłbyś ponury i gniewny, ale pogodny. Idąc tym tokiem dalej, oznacza to, że wewnętrzna zgoda ze swoim sumieniem i Bogiem wpływa na nasz nastrój. Kiedy czynimy dobrze, jesteśmy pogodni, kiedy źle, jesteśmy zagniewani i posępni.
Oczywiście to może być uproszczona analogia, ale nieraz w Biblii pojawiają się wersety o tym, jakie ma być nasze usposobienie:

"Przypominaj im, aby zwierzchnościom i władzom poddani i posłuszni byli, gotowi do wszelkiego dobrego uczynku, aby o nikim źle nie mówili, nie byli kłótliwi, ale ustępliwi, okazujący wszelką łagodność wszystkim ludziom."
Tyt.3,1-2

"Niech zaistnieje wśród was jedność dążeń, tożsamość miłości, wspólnota ducha i zbieżność pragnień.
Nie poszukujcie niczego w celu wynoszenia się jedni nad drugich, nie gońcie za próżną chwałą, lecz z całą pokorą uważajcie innych za lepszych od was samych."
Fil.2,3

"Napominam was tedy ja, więzień w Panu, abyście postępowali, jak przystoi na powołanie wasze, z wszelką pokorą i łagodnością, z cierpliwością, znosząc jedni drugich w miłości, starając się zachować jedność Ducha w spójni pokoju."
Efez.4,1-3



Jest to jakby taki wymóg od naśladowców Chrystusa i nie ma żadnego tekstu, który by pozwalał, aby czyniono inaczej. A jeśli coś jest w Biblii wymagane, to jest też obietnica że to może być wykonane. Dzieje się to oczywiście za sprawą Ducha Świętego, od którego pochodzą wszystkie owoce: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, wstrzemięźliwość. Jest też powiedziane, że kto się nie narodzi z wody i z Ducha, nie wejdzie do królestwa Bożego. To znaczy, że mamy ograniczony wybór: albo poddajemy się Duchowi i wydajemy Jego owoce, albo żyjemy według ciała i umieramy.

Z własnych obserwacji i doświadczeń innych ludzi wysnułam wniosek, że jeśli jakaś sprawa albo teoria powoduje niepokój, smutne myśli, rozterki, gniew i ciągłe poczucie krzywdy, to nie ma tam ducha Bożego. I wtedy należy zweryfikować to i albo odrzucić, albo z pomocą Bożą zmienić swoje nastawienie do tego.

A wy jak myślicie?

Bliżej, o bliżej...

"Wtedy Miriam i Aaron zaczęli wypowiadać się przeciw Mojżeszowi z powodu żony, Kuszytki, którą pojął, gdyż pojął za żonę Kuszytkę. I mówili: Czy tylko przez Mojżesza przemawia Pan? Czy także przez nas nie przemawia? A Pan to usłyszał.
A Mojżesz był człowiekiem bardzo skromnym, najskromniejszym ze wszystkich ludzi, którzy są na ziemi."
IV Mojż.12,1-3


Wczoraj omawialiśmy historię kłótni rodzeństwa: Miriam i Aaron, siostra i brat Mojżesza, zwrócili się przeciwko niemu. Pan zareagował i ukarał Miriam trądem.
Zastanawiające jest to, że przecież rodzeństwo Mojżesza to byli ludzie bardzo mądrzy i bogobojni. To przecież Miriam stała po kolana w wodzie, pilnując koszyczka z małym Mojżeszem, a potem zadbała, by uratowała go egipska księżniczka. Była także prorokinią, znała się na muzyce i prowadziła śpiew. Aaron był najwyższym kapłanem. To on udał się na pustynię do Mojżesza, żeby go wesprzeć. To nie byli ludzie mu nieżyczliwi, wręcz przeciwnie. Dlaczego zatem w tym momencie zwrócili się przeciwko niemu?

Zobaczcie pewien kontrast. Mojżesz, który przebywał z Bogiem twarzą w twarz, był najskromniejszym człowiekiem na ziemi. Miriam i Aaron, którzy nie doświadczali w taki sposób Boga, chcieli się wywyższać. Ludzie, którzy przebywają w ścisłej łączności z Bogiem, nie mają problemów z wywyższaniem się, są świadomi swojej wartości w Bogu i nawet będąc na wysokim stanowisku nie popadają w pychę. Kiedy tylko ludzie odchodzą od Boga, opanowuje ich szatan i podsyła im myśli o zazdrości, niższości i chęci dominowania. Nie cieszy ich to, co mają, ciągle oczekują wyższych zaszczytów i są pełni zawiści dla tych, którzy "dostąpili wyższego wtajemniczenia".

Pomyślmy, czy czasem nie jest tak z nami albo naszymi bliskimi? Wiemy, że nas kochają i życzą nam tego, co najlepsze, a jednak w pewnych momentach zwracają się przeciwko nam. Czy to oznacza, że są źli? Nie. Ale nie czuwali i pozwolili, żeby opanował ich zły duch, który nimi miotał jak szmatą i wykorzystał przeciw nam. Oddawanie im tym samym złem nic nie da. Należy raczej się modlić za nimi, aby to ich opuściło. Wtedy nas to nie dotyka i mamy szansę uratować ich z opresji.

Módlmy się więcej za sobą nawzajem. Im więcej ciemności, tym więcej potrzeba modlitwy, żeby wróciło światło. My nie możemy przegonić ciemności ani złych mocy, ale może zrobić to Bóg, który jest Światłością. Modlitwa może zdziałać więcej, niż nasze starania i wyrzuty.

Życzę szczęśliwego nowego tygodnia :)

piątek, 30 października 2009

Za wszystko dziękujcie...

Przeczytałam dzisiaj wstrząsający cytat na temat historii ludu izraelskiego i zwiadowców.

Ludzie ci weszli na złą drogę i z uporem występowali przeciw Kalebowi i Jozuemu, przeciw Mojżeszowi i przeciwko Bogu. Każdy kolejny krok sprawiał, że byli bardziej zdeterminowani. Postanowili, że zniweczą wszystkie wysiłki zmierzające do zdobycia Kanaanu. Wypaczyli prawdę, aby tylko utrzymać swój zgubny wpływ. "Ziemia, przez którą przeszliśmy, aby ją zbadać, to ziemia, która pożera swoich mieszkańców"(IV Mojż.13,32) - mówili. Było to nie tylko fatalne sprawozdanie, lecz wręcz kłamstwo. Zaprzeczali sami sobie. Na początku twierdzili, że ziemia jest urodzajna i płodna, a ludzie olbrzymiego wzrostu. To wszystko byłoby jednak niemożliwe, gdyby klimat był aż tak niezdrowy, iż można by było powiedzieć, że zienia "pożera swoich mieszkańców". Lecz kiedy człowieka ogarnia zwątpienie, dostaje się pod kontrolę szatana i nikt nie jest zdolny przewidzieć, dokąd go on poprowadzi.

Patriarchowie i prorocy E. White, s.287


No i teraz można się zastanowić:
-Dlaczego tak ważne jest kultywowanie w każdej sytuacji postawy wdzięczności dla Pana?
-Bez względu na okoliczności, czy nie mamy za co być wdzięczni Bogu?
-Dlaczego ważne jest skupianie uwagi na powodach do wdzięczności, zamiast na problemach, które przecież wszystkich nas spotykają?
-Dlaczego wdzięczność dla Pana i wielbienie Go są tak ważne w zachowaniu silnej wiary?


Dziękuję dzisiaj Bogu za to, że mogłam przeżyć 23 lata, że nie dopadła mnie żadna poważna choroba ani wypadek, że jestem zdrowa i sprawna i mam siły do życia, że przeszłam przez wszystkie doświadczenia, że pokonałam pewne etapy w moim życiu i za to, że mnie przez to wszystko przeprowadził :) dziękuję też za wszystkich ludzi, których postawił na mojej drodze: za rodzinę, przyjaciół i znajomych i za tych wszystkich, którzy mnie wspierali i zachęcali do różnych osiągnięć :)

I wiecie co?

"Dobrze jest dziękować Panu i opiewać imię twe, o Najwyższy,
obwieszczać z rana łaskę twoją, a w nocy wierność twoją."
Ps.92,2.3


Życzę wam jak najwięcej powodów do wdzięczności :)

sobota, 24 października 2009

Przyjaciela mam.

"Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego; lecz nazwałem was przyjaciółmi, bo wszystko, co słyszałem od Ojca mojego, oznajmiłem wam."

Jan 15,15

Czy jesteś przyjacielem Boga?

Tekst z dzisiejszego apelu: Bóg chce być twoim najlepszym przyjacielem. Żarliwie pragnie społeczności z tobą. Naszym największym przywilejem jest poznawanie Pana i kochanie Go, a największą Jego przyjemnością jest bycie poznanym i kochanym.

Czy jesteś przyjacielem ludzi?

Czynniki, które niszczą przyjaźń:
-niedyskrecja,
-jednostronność, czyli zaangażowanie tylko z jednej strony,
-spoufalanie się.

To ostatnie mnie zastanowiło. Ludzie więcej szacunku okazują sobie nawzajem, im mniej się znają. Kiedy już jakiś czas ze sobą przebywają, są bardziej szorstcy, niemili, nie hamują negatywnych emocji, nie uważają na to, żeby nie urazić drugiego, jakby myśleli: "przecież jak już tyle jesteśmy, to już się nie rozejdziemy".

A przecież apostoł Paweł pisał:

"Jeżeli tedy mogę was o coś prosić przez wzgląd na jedność z Chrystusem, jeżeli [Jego] miłość posiada jakąś moc przekonywającą, jeżeli jest jakaś wspólnota w Duchu [Świętym], jeżeli istnieje współczucie jednych dla drugich, to [proszę was:] zechciejcie być dla mnie powodem do radości!
Niech zaistnieje wśród was jedność dążeń, tożsamość miłości, wspólnota ducha i zbieżność pragnień.
Nie poszukujcie niczego w celu wynoszenia się jedni nad drugich, nie gońcie za próżną chwałą, lecz z całą pokorą uważajcie innych za lepszych od was samych.
Niech nikt nie szuka tylko własnego dobra, lecz niech myśli o sprawach innych."

Fil.2,1-4

Pomyślmy o ludziach, których nazywamy przyjaciółmi. Może to też być ktoś z rodziny. Czy tak się już do nich przyzwyczailiśmy, że pozwalamy sobie na wyluzowanie w ich obecności, już nie dbamy o to, jak nas będą odbierać, nie chce nam się starać być miłym, uprzejmym, interesującym, uczynnym?
A może jest odwrotnie: skoro lepiej kogoś znamy, to więcej wiemy, co go dotyka, czego nie mówić, żeby go nie urazić, co zrobić, żeby mu sprawić przyjemność, jak traktować go z szacunkiem?

"Przyjaciel zawsze okazuje miłość; rodzi się bratem w niedoli."
Przyp.17,17


Spróbujmy popatrzeć na naszych przyjaciół, partnerów, krewnych na nowo, odkryć w nich tę osobę, którą poznaliśmy kiedyś dawno temu i okazać ten sam zapał, entuzjazm w przebywaniu z nimi, chęć pokazania się z jak najlepszej strony i szczere zainteresowanie ich osobą. Rozpalmy nasze płomienie miłości.

Życzę szczęśliwego nowego tygodnia :)

środa, 14 października 2009

Reach the unreachable.

Jak to dobrze, że nie opuszcza mnie pogoda ducha, niezalezna od stanu atmosferycznego. A dzisiaj trafiłam na kolejny cytat, który mnie podniósł:

Pokusy będą uderzały, troski i ciemnosci będą przygniatały.
Gdy serce i ciało gotowe są zawiesć, kto zarzuca wokół nas swoje wieczne ramiona?
Kto stosuje drogocenne obietnice?
Kto przypomina nam słowa zapewnienia i nadziei?
Czyja łaska zostaje udzielona w obfitej mierze tym, którzy proszą o nią w szczeroci i prawdzie?
Kto przypisuje nam swoją sprawiedliwosć i zbawia nas od grzechu?
Czyje swiatło odsłania parę i mgłę i wprowadza nas w swiatło słoneczne jego obecnosci?
Kto, jesli nie Jezus?
Kochajcie go zatem, chwalcie go zatem. "Radujcie się w Panu zawsze; powtarzam, radujcie się" (Fil.4,4). Czy Jezus jest dzis żywym Zbawicielem? "A tak, jesliscie wzbudzeni z Chrystusem, tego, co w górze szukajcie, gdzie siedzi Chrystus po prawicy Bożej"(Kol.3,1).
Jestesmy wzbudzeni z Chrystusem. Chrystus jest naszym życiem. Przez jego miłosierdzie i łaskawą miłosć jestesmy uznani za wybranych, adoptowanych, tych, którym przebaczono i usprawiedliwionych. Wywyższajmy zatem Pana.

Wybrane poselstwa, s.228


Pozdrawiam ciepło :)

piątek, 2 października 2009

I am not ashamed.



The Prayer
Heritage Singers
(Tim&Melody Davis)


I pray You'll be our eyes
And watch us where we go
And help us to be wise
In times when we don't know

Let this be our pray
When we lose our way
Lead us to a place
Guide us with Your grace
Give us faith so we'll be safe

The light that You give us
Will help us find our way
And watch us from above
With each passing day

Let this be our pray
When we lose our way
Lead us to a place
Guide us with Your grace
Give us faith so we'll be safe

O let our hearts be filled
With only your love
And let the light of Heaven show thw way
Even when the darkness tries to overwhelm us
You will surely help us
When we call Your name.


The light that You give us (2x)
Will help us find our way (2x)
And watch us from above(2x)
With each passing day (2x)


Let this be our pray (2x)
When we lose our way (2x)
Lead us to a place
Guide us with Your grace
Give us faith so we'll be safe

***

Piątkowy wieczór z koncertem Heritage Singers i odkrycie tej przepięknej pieśni :) Uwielbiam ten zespół. Napełnia mnie taką nadzieją, że w wokalu jest wciąż siła :)

***

Najważniejszym zadaniem każdego dnia jest zachować godność.
Nie chodzi o jakieś puste, głośno brzmiące słowo. To wbrew pozorom bardzo zwyczajne. Kiedy zamiast się gniewać czy upierać przy swoim zdaniu ustępujesz, wtedy zachowujesz godność. Kiedy pomimo wcześniejszych niepowodzeń zakładasz sobie cel, że zrobisz poprawnie zadanie i udaje ci się to, zachowujesz godność. Kiedy pomimo złej pogody, niskiego ciśnienia, zimna i opadających powiek utrzymujesz pogodny nastrój i optymizm, wtedy zachowujesz godność. I gdy wieczorem kładziesz się spać i po przeanalizowaniu całego dnia stwierdzasz, że nie pozwoliłeś sobie na żadne negatywne emocje, i kiedy uświadomisz sobie, że nie zrobiłeś tego własnymi siłami, tylko wyposażyła cię do tego modlitwa do Boga, wtedy zachowałeś godność.
Dzień, w którym nie wstydzisz się niczego, co zrobiłeś, jest najlepszym dniem, jaki mogłeś przeżyć.

***
Mój dzisiejszy bilans z jazdy po łuku: 20 zaliczonych i 8 błędnych, w tym żadnego zgaśnięcia :) jednak można :D

Pozdrawiam was promiennie. Chłodną jesień mamy, ale grunt to ciepło się ubierać;)

czwartek, 1 października 2009

Jak uporać się z negatywnymi emocjami

Czy zdarzyło ci się kiedyś czuć, jakby Bóg cię opuścił?

Nie tylko miliony ludzi w tej chwili czują się tak samo, ale co więcej, był taki moment, że nawet Jezus tak się czuł. W najgorszym momencie swojego życia powiedział On: "Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?" (Mat.27,46)
Wszyscy przechodzimy czasem przez trudne czasy. Czasy, w których czujemy się samotni i porzuceni. Prawda jest jednak taka, że nigdy nie jesteśmy opuszczeni. Bóg jest z nami, gotowy nam pomóc, kiedy Go wezwiemy. W takich chwilach nie musimy ulegać kontroli naszych negatywnych emocji. Możemy je odeprzeć przez modlitwę i poznanie prawdy tego, co Słowo Boże o nich mówi.

1. Nie zgadzaj się na to, by napełniały cię obawy.

Bez względu na to, jakie mamy problemy w życiu, Jezus je wszystkie pokonał. "Na świecie ucisk mieć będziecie, ale ufajcie, Ja zwyciężyłem świat." (Jan 16,33). Możemy uzyskać wolność od obaw po prostu spędzając czas z Nim. Bóg mówi, abyśmy już o nic się nie martwili, ale o wszystko się modlili.

2. Nie zgadzaj się na to, by gniew przejął nad tobą kontrolę.

Kiedy często ulegamy złości, odcina nas to od wszystkiego, co Bóg ma dla nas, w ten sam sposób, w jaki zaciśnięcie węża gumowego zatrzymuje przepływ wody. Tylko głupcy łatwo wpadają w gniew. Ludzie, którzy posiadają mądrość, nie są skłonni zapłacić ceny za taką postawę. Proś Pana, aby zachował cię wolnym od gniewu, aby strumień tego, co Bóg przygotował dla ciebie, mógł swobodnie przepływać przez twoje życie.

3. Nie zgadzaj się na to, by trwać w niezadowoleniu.

Łatwo jest koncentrować się na tym, co negatywne, i ciągle zwracać uwagę na to, co w twoim życiu jest nie tak. Jeśli jednak ciągle jesteśmy spięte, bo nie jesteśmy w stanie odnaleźć spokoju, nie tylko my same czujemy się z tym okropnie – ale także zatruwamy życie ludziom wokół nas. Kiedykolwiek czujesz się niezadowolona ze swoich okoliczności, pamiętaj o tym, co powiedział apostoł Paweł: „ Nauczyłem się przestawać na tym, co mam. Umiem się ograniczyć, umiem też żyć w obfitości; wszędzie i we wszystkim jestem wyćwiczony; umiem być nasycony, jak i głód cierpieć, obfitować i znosić niedostatek. Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie” (Fil.4,11-13). Jest możliwe odnalezienie miejsca zadowolenia, odpoczynku, pokoju i radości w każdej sytuacji. Powiedz Bogu, że stawiasz to sobie za cel i że potrzebujesz, aby On pomógł ci to osiągnąć.

4. Nie zgadzaj się na to, by żywić zazdrość.

Kiedy skupiasz swój wzrok na innych ludziach i na tym, co oni mają, zamiast patrzeć na Pana i na to, co On ma, prosisz się o to, aby duch zazdrości zamienił twoje życie w koszmar. „Bo gdzie jest zazdrość i kłótliwość, tam niepokój i wszelki zły czyn. Ale mądrość, która jest z góry, jest przede wszystkim czysta, następnie miłująca pokój, łagodna, ustępliwa, pełna miłosierdzia i dobrych owoców, nie stronnicza, nie obłudna”(Jak.3,16-17). Nie pozwalaj sobie na rozważanie takich myśli, jak: „Gdybym tylko miała jej włosy... jej twarz... jej ciało... jej talent... jej obdarowania... jej męża... jej dzieci... jej majątek... jej szczęście... jej błogosławieństwa.” Zamiast tego, zwróć swoje myśli ku Jezusowi. Myśl o Jego pięknie, Jego bogactwie, Jego darach, Jego naturze, Jego zaopatrzeniu, Jego pomocy i Jego mocy. Dziękuj Mu za bogactwo twojego dziedzictwa w Nim i mów Mu o tym, jak bardzo nie możesz się doczekać, aby go w pełni doświadczyć.

5. Nie zgadzaj się na to, by poddawać się depresji.


Tak wiele z nas żyje z depresją i akceptuje ją, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Wydaje się nam ona całkiem naturalna, a to dlatego, że jest tak dobrze znajoma. Dobra nowina jest taka, że Bóg jednak nie chce, abyśmy godziły się z depresją w naszym życiu. On pragnie, abyśmy miały w sobie radość Pana i abyśmy przeganiały ducha depresji. „Odstąpcie ode mnie wszyscy czyniący nieprawość, gdyż Pan usłyszał głos płaczu mojego. Wysłuchał Pan błaganie moje, przyjął Pan modlitwę moją (Ps.6,9-10). Bóg chce, abyśmy wołały do Niego, aby On mógł nas podźwignąć z naszej depresji.

6. Nie zgadzaj się na ty, by popaść w zgorzknienie.

Zgorzknienie wypala nasze ciało i duszę w ten sam sposób, w jaki kwas wyżera skórę. Kiedy nad twoim życiem zaczyna panować korzeń goryczy, pochłania on cię i odcina od Bożych błogosławieństw. Jeśli nieustannie chodzą nam po głowie myśli, takie jak: „Dopókiż mieć będę zmartwienie w duszy, a strapienie w sercu – codziennie? Dopókiż nieprzyjaciel mój będzie wynosił się nade mnie?” (Ps.13,3), oznacza to, że gorycz rośnie w naszym wnętrzu jak nowotwór. Możemy jednak rozpoznawać te myśli i nie zgadzać się na nie. Módl się, aby Pan uwolnił cię od wszelkiej goryczy. Proś Go, aby dał ci ducha wdzięczności, uwielbienia i czci. Proś Ducha Świętego, aby wypierał z twojego serca wszystko, co nie pochodzi od Niego.

7. Nie zgadzaj się na to, by tracić nadzieję.


Poczucie beznadziei jest powolnym zabójcą, który prędzej czy później zacznie niszczyć twoje zdrowie, zarówno na płaszczyźnie ciała jak i duszy. Kiedy podejmujesz świadomą decyzję, aby złożyć nadzieję w Panu, On zatroszczy się o wszystkie twoje potrzeby i zabierze poczucie beznadziei.


Negatywne emocje zdradzają nasze wątpliwości. Jeśli ufałybyśmy całkowicie Bogu, czy miałybyśmy jakikolwiek powód, by się jeszcze niepokoić? Czy byłybyśmy wówczas pełne gniewu, niezadowolone, zazdrosne, przygnębione, zgorzkniałe, pozbawione nadziei? A jednak wszystkie nadal ulegamy tego typu emocjom w tym czy innym momencie naszego życia. Nie czuj się więc źle z tego powodu, że ci się takie rzeczy przytrafiają, ale też nie dawaj im zgody na rozgoszczenie się w twoim życiu. Nie zgadzaj się, aby brzydota złych emocji szpeciła piękno życia, które Bóg ma dla ciebie.

I na koniec stare, dobre TGD. Kto uwierzył, ten się nie zachwieje :)


Kto zaufał Ci, ten uwierzył,
że nie zawstydzi go nic
Moc Twego ramienia jest skałą schronienia
kiedy skrada się wróg.
Szczęśliwy ten, kto uwierzył, nie zawstydzi go nic
Moc Twego ramienia jest skałą schronienia
Kiedy skrada się wróg.


____________________________________________
Fragmenty pochodzą z książki „Moc modlitwy kobiety”, rozdział XX: „Panie, wyzwól mnie spod wpływu negatywnych emocji”

środa, 30 września 2009

Uprzejmość.

Pod słowem uprzejmość kryje się szeroki zakres znaczenia, w tym:

-myślący o innych
-delikatny
-przyjemny
-pomocny
-dążący do zgody
-łagodny
-miły
-dbający o innych

Bycie uprzejmym to jedno ze znaczeń słowa miłość. Biblijna miłość jest postawą, aktem woli, formą zachowania, a nie uczuciem.
Parafrazując I Kor.13,1-3, zamieniając słowo miłość na słowo uprzejmy, mamy:

Choćbym mówił językami ludzkimi i anielskimi, a nie byłbym uprzejmy, byłbym miedzią dźwięczącą lub cymbałem brzmiącym. I choćbym miał dar prorokowania, i znał wszystkie tajemnice, i posiadał całą wiedzę, i choćbym miał pełnię wiary, tak żebym góry przenosił, a nie byłbym uprzejmy, byłbym niczym. I choćbym rozdał całe mienie swoje, i choćbym ciało swoje wydał na spalenie, a nie byłbym uprzejmy, nic mi to nie pomoże.


Jeśli będziemy uprzejmi w odniesieniu do innych, oni odpowiedzą w taki sam sposób, i będziemy mogli dawać sobie nawzajem to, co najlepsze.

_____________________________________________
Opracowano na podstawie książki "Myśl potężnie", rozdział 13 "Mili faceci dobrze kończą".

sobota, 19 września 2009

Powołani, aby z Nim byli

"Ale wy jesteście rodem wybranym, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem nabytym, abyście rozgłaszali cnoty tego, który was powołał z ciemności do cudownej swojej światłości."
I Piotra 2,9


Każdy z nas ma cel w Panu. Wielu z nas jednak sobie tego nie uświadamia. Kiedy nie mamy jasnego zrozumienia swojej tożsamości, staramy się być kimś albo czymś, czym nie jesteśmy. Porównujemy się z innymi i czujemy, że nie dorastamy do ich standardów. Kiedy nie stajemy się tym, kim, jak nam się wydaje, powinniśmy być, zaczynamy podchodzić krytycznie do siebie samych i do swojego życia. Stajemy się przez to pełni poczucia niepewności, nadwrażliwi, osądzający, sfrustrowani i niespełnieni. Zaczynamy koncentrować się na sobie, nieustannie zastanawiając się nad tym, kim jesteśmy i kim powinniśmy być. W skrajnych przypadkach doprowadza nas do tego, że zaczynamy kłamać na nasz temat i nieuczciwie przedstawiać to, kim naprawdę jesteśmy. Kiedy przebywa się wśród ludzi, którzy nie mają pojęcia, do czego zostali powołani, można wyczuć w nich poczucie spięcia, niespełnienie, obawy, brak pokoju.
To nie jest Boża wola dla Ciebie. On pragnie, żebyś miała jasną wizję dla swojego życia. Chce objawiać ci to, jakie są twoje dary i talenty, i pokazać ci najlepszy sposób na to, żeby je rozwijać i używać dla Jego chwały.

Poddaj Mu swoje marzenia

Odkryłam, że nie możemy wejść we wszystko, co Pan dla nas przeznaczył, jeśli nie poddamy Mu swoich marzeń. Jezus powiedział: "Bo kto by chciał życie swoje zachować, utraci je, a kto by utracił życie swoje dla mnie, odnajdzie je" (Mt.16,25). Znaczy to, że jeśli chcemy mieć życie, które jest bezpieczne w Panu, musimy wypuścić z ręki nasz plan i powiedzieć: "Nie moja wola, ale Twoja niech się stanie, Boże." Bardzo trudno to zrobić, bo ostatnia rzecz, na którą mamy ochotę, to oddanie prawa do naszych marzeń. Musimy jednak prosić Pana, aby zabrał te marzenia, które są w naszych sercach, a które nie pochodzą od Niego, i żeby doprowadził do realizacji te marzenia, które są od Niego.
Jeśli masz marzenie, które nie jest z Boga, kiedy poddasz je Panu, On zabierze też twoje pragnienia z nim związane i da ci te, które On dla Ciebie przygotował. To może być nieraz bardzo bolesne, szczególnie jeśli już od dawna trzymałaś się kurczowo tego marzenia. nie chcesz jednak całe życie uganiać się za marzeniem, którego Bóg nigdy nie pobłogosławi. Jeślibyś tak zrobił, żyłbyś w ciągłej frustracji i niespełnieniu. Najlepszą rzeczą dla ciebie jest żyć marzeniami, które sam Bóg wkłada w Twoje serce.
Nawet jeśli marzenia, które są w twoim sercu, pochodzą od Pana, i tak musisz je Jemu poddać. Bóg chce, abyś trzymała się Jego samego, a nie swoich marzeń. On nie chce, abyś sama próbowała sprawić, żeby się one wypełniły. On pragnie, abyś Jemu zaufała, a On sam je doprowadzi do spełnienia.

Panie, wiem, że współdziałasz we wszystkim ku dobremu z tymi, którzy Cię miłują i którzy są powołani według postanowienia Twoje woli (Rz.8,28). Nie chcę zakładać z góry, że wiem na pewno, jakie to jest postanowienie. Nie chcę spędzić też całego życia próbując zrozumieć, co powinnam robić, i minąć się ostatecznie z moim celem. Proszę Cię więc, abyś pokazał mi jasno, jakie dary i talenty we mnie złożyłeś. Prowadź mnie drogą, którą powinnam podążać, aby w nich wzrastać. Uzdolnij mnie do tego, abym używała ich zgodnie z Twoją wolą i dla Twojej chwały.
Amen



_____________________________
Powyższe fragmenty pochodzą z książki "Moc modlitwy kobiety", s.169, 171-172, 175.

wtorek, 8 września 2009

Jezus zwyciężył! :D


"Ale w tym wszystkim zwyciężamy przez tego, który nas umiłował."
Rzym.8,37


Nie wspomniałam o jednym ważnym doświadczeniu, a od niego właściwie wzięło się to poprzednie. Uświadomiłam sobie realność Boga, kiedy zrozumiałam, że On jest Zwycięzcą i że Jego dzieło na krzyżu polegało na tym, że pokonał siłę złego. Co więcej, On chce zwyciężać we mnie każdego dnia nad grzechem tak, aby nie miał nade mną mocy. To nie jest tylko jakaś obietnica, to jest realna siła. Jest dostępna dla każdego codziennie, jeśli wyznaje się swoje grzechy i pokutuje, czyli porzuca je i odwraca się od nich. Otrzymuje się wtedy siłę do panowania nad swoimi nawykami, słabościami, przywarami i tym wszystkim, co zwykle brało górę w różnych trudnych sytuacjach. Człowiek jest wtedy naprawdę wolny i jest pod pełną ochroną. Dzień jest zupełnie inny, kiedy ciągle ma się świadomość obecności Boga i Jego ochrony. Jest więcej energii do codziennych obowiązków, inne nastawienie, więcej optymizmu, entuzjazmu, pełnia spokoju, pełno nowych dobrych pomysłów i równowaga psychiczna.

Wiecie, kiedy nie ma innego rozwiązania, najlepiej jest uwierzyć, nawet jeśli to wydaje się nierealne. A ja już wiem, że to bardziej realne, niż cokolwiek.
Życzę wam zwyciężania w mocy Boga.

The Perfect Man.

Wczoraj przyszła mi do głowy pewna historia, którą słyszałam na campie podczas wykładów wieczornych. Tego dnia mówca mówił o Samarytance, która spotkała się z Jezusem przy studni. Zadziwiającą konkluzją było to, że kobieta miała już 6 mężczyzn, ale żaden nie dał jej szczęścia. Była szczęśliwa w pełni dopiero, gdy poznała siódmego mężczyznę - Tego Idealnego. Tylko On mógł wypełnić jej pustkę, jej brak poczucia wartości, jej tęsknotę i poczucie bliskości. Tylko w bliskiej relacji z Nim stała się wartościową i pełną kobietą.

"Tęsknisz za bliskością, za łącznością, za tym, aby wiedzieć, że ktoś inny uważa Cię za dobrą osobę i pragnie przebywać z Tobą. Jednak tylko Bóg może zapewnić ci takie poczucie przez cały czas. Twoje najgłębsze potrzeby i tęsknoty będą zaspokojone tylko w ramach intymnej relacji z Nim. Żaden człowiek nigdy nie wniknie tak głęboko w Twoje wnętrze jak Bóg. Nikt inny tak dobrze Cię nie pozna ani tak mocno Cię nie pokocha. To nieugaszone pragnienie, które ciągle woła w tobie o więcej, ta pustka, którą chciałabyś, aby zaspokoili twoi najbliżsi, została złożona w Tobie przez Boga po to, aby On sam ją wypełnił."
Moc modlitwy kobiety, s.32


Wczoraj odkryłam także, ze najprzyjemniejszym czasem w ciągu dnia jest wieczór. Naprawdę czekałam na ten moment cały dzień :) Wyłączam wszelkie komputery i telefony, siadam sobie w łóżku z książką o modlitwie, czytam, a potem długo rozmawiam z Bogiem o wszystkim. Już mi się oczy zamykają, już ziewam, ale jest tak dobrze rozmawiać, że wcale się nie chce kończyć :) coś niesamowitego :)
Zrozumiałam, ze o ten czas trzeba walczyć, nie pozwolić niczemu ani nikomu go odebrać, bo tylko wtedy można zachować właściwe relacje z Nim, a potem z innymi ludźmi. I wtedy człowiek jest naprawdę pełny i szczęśliwy i nie musi szukać tego w ludziach.

"Bóg pragnie, abyśmy my pragnęli Jego. Kiedy uświadamiamy sobie, że to właśnie Jego tak naprawdę pragniemy, doświadczamy wolności. Możemy w wolności stwierdzić, że nasze tęsknoty, samotność, poczucie pustki w sercu to tylko sygnał, że potrzebujemy przybliżyć się do Pana z szeroko otwartymi ramionami i prosić Go, aby jeszcze bardziej napełnił nas sobą. Jednak ta głęboka i intymna relacja z Bogiem, której wszyscy pragniemy i bez której nie możemy tak naprawdę żyć, nie dzieje się tak po prostu. Jej trzeba szukać, trzeba się o nią modlić, pielęgnować ją, traktować ją jak największy skarb. Nie dość tego, musimy szukać jej, modlić się o nią, pielęgnować ją i traktować jak skarb bezustannie."
Moc modlitwy kobiety, s.32


Cóż mogę więcej dodać? To działa. Naprawdę. Uwalnia od pustki, lęków, samotności i stanów przygnębienia. I dla mnie obecnie to jedyna alternatywa, żeby żyć pełnią życia. Sprawdźcie, przekonajcie się.
Pozdrawiam :D

niedziela, 6 września 2009

Think Big.



Kolejna książka w kolejce do czytania. Tym razem jestem już po 1/4 tekstu i także mi się podoba, jak poprzednia :)

Myśl potężnie
Dr Ben Carson & Cecil Murphy

TA KSIĄŻKA JEST DLA CIEBIE, JEŚLI TWOJE ŻYCIE JEST SERIĄ ZNIWECZONYCH MARZEŃ.

Niniejsza książka jest również dla ciebie, jeśli w ogóle nie masz marzeń. Jest dla ciebie, jeśli uwierzyłeś w kłamstwo, że nigdy nic nie będziesz wart. To nieprawda. Twoje życie jest WIELKIE – znacznie potężniejsze, niż kiedykolwiek sobie to wyobrażałeś.

Na kartach niniejszej książki znajdziesz klucze do rozpoznania pełnego potencjału twojego życia. Może niekoniecznie staniesz się milionerem (choć to całkiem możliwe), ale osiągniesz życie, które będzie bardziej satysfakcjonujące, znaczące i owocniejsze, niż kiedykolwiek sobie to uświadamiałeś.
Autor tej pozycji wie, co to są trudności. Ben Carson dorastał w ubogiej dzielnicy Detroit. Jego matka była analfabetką. Jego ojciec zostawił rodzinę. Uczniowie z jego klasy uważali Bena za głupka. Dorastał zmagając się z gwałtownym usposobieniem. W każdej sferze trudne okoliczności życia Bena zdawały się wskazywać jedynie na trudniejszą przyszłość i marny koniec. Jednakże tak się nie stało.

Stosując zasady opisane w niniejszej książce, Ben podniósł się ze swojego trudnego położenia, dokonał niesamowitych osiągnięć i zyskał międzynarodową sławę. Dowiedział się, że posiada potencjał, a nauczywszy się, jak go uwalniać, odniósł sukces.
Ty także możesz. Wprowadź w życie opisane tutaj zasady. Rzeczy nie zmienią się w ciągu jednej nocy, ale na pewno ulegną zmianie. Możesz przemienić swoje życie w takie, które pokochasz bardziej niż kiedykolwiek o tym marzyłeś.

Ben Carson jest profesorem i ordynatorem neurochirurgii dziecięcej w zespole szpitalnym Johns Hopkins, a także bestsellerowym autorem książek Cudowne ręce i The Big Picture. Jako szeroko szanowana osoba stanowiąca wzór godny naśladowania, dzieli się swoim inspirującym przesłaniem zarówno z dziećmi z ubogich dzielnic, jak i z kadrą wyższego szczebla. Mieszka wraz ze swoją rodziną w okręgu Baltimore, w stanie Maryland, USA.


Chyba najbardziej powaliła mnie historia Bena z I rozdziału. Zobaczyłam tak wiele punktów, które i u mnie występują i z którymi się zmagam...
Najważniejsze dla mnie elementy to:
-najpierw musiał nauczyć się dyscypliny, jak pracować nad sobą, żeby pokonać ograniczenia i być lepszym, niż był;
-potem odkrył, że tak bardzo usiłował być najlepszy i udowadniać to innym, zarzucając ich informacjami o tym, czego się dowiedział, że ludzie zaczęli go unikać, bo nie mogli z nim wytrzymać;
-w końcu zrozumiał, że nie musi być wcale lepszym od innych, ma po prostu robić wszystko, jak potrafi najlepiej;
-musiał pokonać swoje gwałtowne usposobienie, żeby nie wybuchać na ludzi, którzy mieli inne zdanie, niż on;
-nabrał nawyku czytania Przypowieści Salomona, żeby pozbyć się pychy i arogancji.

Ogólnie można to podsumować:
DO YOUR BEST, GOD WILL DO THE REST.

Podzielę się kolejnymi myślami, jak przeczytam więcej :)

sobota, 5 września 2009

Moc modlitwy kobiety - Stormie Omartian



Chciałam podzielić się z wami wartościową książką, którą ostatnio zaczęłam czytać, a którą poleciła mi po przeczytaniu moja mama.

Zamieszczam krótką recenzję:

Moc modlitwy kobiety

Stormie Omartian


DOŚWIADCZYŁAM TEGO, ŻE BÓG JEST W STANIE WYRÓWNAĆ MOJE ŚCIEŻKI, UCISZYĆ MOJE BURZE, ZACHOWAĆ OD NIEBEZPIECZEŃSTWA MNIE SAMĄ I WSZYSTKO, CO JEST DROGIE MOJEMU SERCU, I MOŻE NAWET UCZYNIĆ MOJE DROGI PROSTYMI, KIEDY PROSZĘ GO, ABY POMÓGŁ MI PRZEJŚĆ PRZEZ ZAWIŁOŚCI ŻYCIA. TAKIE RZECZY NIE DZIEJĄ SIĘ JEDNAK SAME. NIE DZIEJĄ SIĘ BEZ MODLITWY.

Modlitwa ma wielką moc – czy jednak potrafisz modlić się za siebie samą?

Może ci się wydawać, że o wiele łatwiej jest modlić się za współmałżonka, dzieci, przyjaciół i dalszą rodzinę, Bóg chce jednak również odpowiedzieć na modlitwy dotyczące twojego własnego życia. Jemu sprawia najwyższą przyjemność, kiedy przychodzisz do Niego ze swoimi potrzebami i prosisz Go, aby pomógł ci stać się kobietą, którą zawsze pragnęłaś być.

Stormie Omartian poprowadziła już miliony kobiet ku głębszemu i bardziej sycącemu życiu modlitwy. Teraz, dzięki swojej znajomości Słowa Bożego i wyrazistym opisom własnych odkryć w dziedzinie modlitwy, pokaże ci, w jaki sposób:

– przybliżyć się do Pana,
– poznać Jego plany i cele dla twojego życia,
– znaleźć pociechę, pomoc i umocnienie na każdy dzień życia.

Złóż w Nim ufność, krok po kroku, w każdej sprawie, która leży ci na sercu, i odkryj potężną moc, jaką modlitwa uwolni w twoim własnym życiu.

Stormie Omartian jest autorką bestsellerowych pozycji z serii Moc modlitwy (ponad 10 milionów sprzedanych egzemplarzy na całym świecie, w tym "Moc modlitwy żony" i "Moc modlitwy męża"), a także książek takich jak „Stormie”, „Just Enough Light for the Step I’m On” czy „The Prayer That Changes Everything”. Stormie jest od 32 lat żoną Michaela, z którym mają troje dorosłych dzieci.


Książka jest dostępna także przez wydawnictwo Znaki Czasu i można ją znaleźć tutaj:

http://sklep.znakiczasu.pl/347,moc-modlitwy-kobiety.html

Aby książkę bardziej przybliżyć, chciałam wam przedstawić kilka cytatów z I rozdziału, które mnie szczególnie ujęły.

Fragment mówiący o tym, że kobiety poszukują zaspokojenia swoich potrzeb u mężczyzn:

"My, kobiety, od wieków zmagamy się i walczymy z synami Adama, próbując ich zmusić, aby nas pobłogosławili i utwierdzili nas w naszym poczuciu wartości. Zmagania te, w najlepszym wypadku, prowadzą do frustracji... Ostatecznie widzimy, że jest to pozbawiony sensu, wyczerpujący proces, w którym obie strony są skazane na porażkę. Nie są temu winni synowie Adama; oni nie są w stanie obdarzyć nas upragnionym błogosławieństwem, co więcej, przeraziłyśmy ich władzą, jaką dajemy im nad naszymi duszami. Musimy nauczyć się wreszcie, że błogosławieństwa, których naprawdę nam potrzeba, pochodzą wyłącznie od Pana."

Nie chodzi o to, aby jakoś przeżyć

"Nikt z nas nie lubi kręcić się w kółko, ciągle przechodząc przez te same obszary i wracając do tych samych problemów, tych samych frustracji, tych samych pomyłek i tych samych ograniczeń. Nie chcemy mieć zatwardziałych, nieczułych serc, nie chcemy być zgorzkniałe, nieprzebaczające, pełne niepokoju, niecierpliwe, nieprzyjmujące żadnego pouczenia. Nie chcemy, aby rozwinęło się w nas negatywne myślenie, że "już nic nigdy się nie zmieni w naszym życiu, ponieważ od tak dawna już nic się nie zmieniło." Chcemy wyzwolić się z autodestrukcyjnych schematów i nawyków, chcemy być w stanie wyjść poza własne możliwości, ograniczenia, okoliczności. Nie chcemy jedynie jakoś przetrwać.
Pragniemy doświadczać zwycięstw. Pragniemy być częścią czegoś większego niż my same. Pragniemy włączać się w to, co Pan robi na ziemi - w sposób, który przyniesie owoc dla Jego Królestwa. Pragniemy mieć poczucie celu w naszym życiu. Pragniemy doświadczać obficie Bożej miłości i błogosławieństwa. Pragniemy tego wszystkiego. Wszystkiego, co Bóg ma dla nas. Nigdy jednak nie osiągniemy takiej jakości życia bez Jego mocy. A to może się stać, tylko kiedy się modlimy."


Kolejne rozdziały to np.:
-Panie, pomóż mi zawsze przebaczać
-Panie, pokaż mi, jak mogę panować nad swoimi myślami
-Panie, pobłogosław pracę, którą wykonuję
-Panie, wprowadź mnie we wszystko, do czego mnie stworzyłeś
-Panie, prowadź mnie we wszystkich moich relacjach
-Panie, wyzwól mnie spod wpływu negatywnych emocji
-Panie, spraw, abym umiała oprzeć się pokusie grzechu
-Panie, użyj mnie, byś mógł dotykać życia innych ludzi
-Panie, pomóż mi zostawić moją przeszłość

Jestem bardzo ciekawa, czego się dowiem :) a pierwszy rozdział już mi bardzo pomógł w moich różnych wątpliwościach i rozdarciach :)

PS. Po przeczytaniu mogę udostępnić swój egzemplarz ;)

piątek, 28 sierpnia 2009

Blog's coming back ;)



Witajcie po maleńkim refreshu ;) Już się odezwało kilka osób z zapytaniami, czemu skasowałam bloga ;)
Cóż, z pewnych osobistych powodów postanowiłam nieco oczyścić swoją przeszłość i wymazać ślady, które by mi ją przypominały. Wczoraj słuchałam też wykładu 8 Roberta Griffina, a tam historii o pustelniku, który oczyszczał swój dom na wizytę króla. Bardzo mnie to poruszyło i natchnęło do oczyszczania swoich myśli i uczuć. Możecie znaleźć wykłady Griffina na stronie www.odkrycia.org
Może zbyt radykalnie postąpiłam, usuwając posty ze zdjęciami i relacjami z wyjazdów, ale czasem trzeba być radykalnym. Mama przeczytała mi ostatnio taką mądrą myśl:

Przeszłość ma być lekcją historii, a nie przewodnikiem codziennego życia.



Ogłaszam zatem powrót do starego, dobrego "Homo viatora", czyli człowieka w drodze :) Wiecie, że ciągle mnie gdzieś wywiewa, że nie umiem usiedzieć długo na jednym miejscu, w ciągu życia już kilka razy się przeprowadzałam, więc tytuł jest jak najbardziej adekwatny :) będę chciała dalej umieszczać tutaj relacje ze zjazdów, wyjazdów, koncertów, występów, cytaty z książek, z Biblii, czyli wszystko, co podczas tej życiowej wielkiej podróży natrafię na swojej drodze. Ale obiecałam sobie i mam nadzieję, że będę w tym konsekwentna: żadnego biadolenia i wywnętrzniania się za bardzo. Żadnego "Z pamiętnika nastolatki". Czysty, reporterski styl z zabarwieniem felietonistycznym. Ot, co.

Niektórzy ubolewają także nad nieprzeczytaniem relacji ze zjazdu w Jeleniej Górze. Następnym razem postaram się wstawić odpowiednią notkę, mam już nawet sporo zdjęć z niedzielnej wycieczki, część własnej roboty, więc będę miała się czym pochwalić ;) a swoją drogą, dobry aparat by się przydał. Taka fajna lustrzanka, choćby Sony...

No, to trzymajcie się wszyscy moi czytelnicy. Może kiedyś zrobię jakieś studia podyplomowe z dziennikarstwa, zobaczymy, jak mnie natchnie ;) i może wtedy będę pisać relacje z prawdziwego zdarzenia ;) a na razie tak się wprawiam.

Pozdrawiam dzisiaj moją mamę, Olę, Patkę i kogoś z numerem gadu rozpoczynającym się na 33... nie mogłam rozpoznać, kto to, bo byłam na telefonie. Dzięki za wasze zainteresowanie :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...