sobota, 26 grudnia 2009

Diamenty.



"Z ulegania zaś Duchowi [Świętemu] rodzi się: miłość, radość, pokój, cierpliwość, łaskawość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. Rzecz jasna, że temu wszystkiemu nie sprzeciwia się [żadne] Prawo."
Gal.5,22.23 BWP


Zaczęły się nowe lekcje biblijne i tym razem są o owocach Ducha Świętego. Ogromnie się ucieszyłam, że tym razem na to padło, bo to temat niezwykle ważny i nie zawsze właściwie rozumiany.
Spodobało mi się pewne porównanie.

Owoc Ducha jest podobny do cennego kamienia o wielu płaszczyznach. Każda płaszczyzna jest cechą Jezusa i elementem jakości, jaką On pragnie wytworzyć w naszym życiu. To jest sedno sprawy. Celem Boga jest upodobnienie nas do Syna Człowieczego, więc posłał On Ducha Świętego, by przebywał w nas w celu dokonania niezbędnej przemiany.
Naszym celem nie jest skupienie uwagi na tym, w jaki sposób możemy stać się bardziej cierpliwi czy bardziej miłujący albo bardziej łagodni czy bardziej wierni, ale jak możemy pozwolić Duchowi Świętemu uczynić nas bardziej podobnymi do Jezusa, który jest uosobieniem cierpliwości, miłości, łagodności i wierności. Kluczem do tego jest poddanie się - gotowość obumarcia dla własnego ja oraz życia dla Boga i bliźnich.


Zrozumiałam, że w życiu przytrafi się nam wiele sytuacji, które są one zabiegami szlifującymi nasz charakter, aby klejnot Chrystusa w nas był coraz piękniejszy. Sami z siebie nie jesteśmy w stanie dokonać tego zabiegu, ale możemy nie przeszkadzać Bogu, żeby tego dokonał, tylko poddać się Mu. Czasem będzie to oznaczało podjęcie zadań, które nie będą nam odpowiadać, zadawanie się z ludźmi, którzy będą nas denerwować albo przejście przez trudne doświadczenia. Jeżeli jednak mamy pewność, że nie jest to nasz własny błędny wybór albo wynik naszego zaniedbania czy też działanie złego, to najlepszą opcją jest przyjęcie zabiegu z pokorą i cierpliwością oraz modlitwą o jak najlepsze poddanie się temu i zachowanie pokoju w tym wszystkim.



Znalazłam niesamowity cytat w książce "Droga do Chrystusa" o charakterze Jezusa.

Jezus nigdy nie zataił ani jednego słowa prawdy, ale zawsze wypowiadał je z miłością. Przebywając z ludźmi był w najwyższym stopniu taktowny i zwracał się do nich z uprzejmością i troskliwością. Nigdy nie był szorstki i nie wypowiadał zbędnie ostrych słów, i nigdy niepotrzebnie nie zadawał bólu wrażliwej osobie. Nie potępiał ludzkiej słabości, mówił prawdę, ale zawsze z miłością. Demaskował hipokryzję, niewiarę i nikczemność, ale Jego głos załamywał się, gdy wypowiadał słowa ostrej nagany. Płakał nad Jerozolimą, swoim ukochanym miastem, które odrzuciło Go jako Drogę, Prawdę i życie. Odrzucili Go jako Zbawiciela, lecz On spoglądał na nich ze współczuciem i łagodnością. Jego życie było przykładem wyrzeczenia i uważnej troski o innych, ponieważ każdy człowiek był w Jego oczach cenną istotą. Chociaż cechowała Go boska godność, z największą czułością pochylał się nad każdym członkiem Bożej rodziny. W Jego oczach każdy człowiek był zgubioną duszą, której zbawienie było Jego misją. Właśnie taki charakter Chrystus objawiał w swoim życiu i jest to charakter samego Boga.

"Droga do Chrystusa", s.3


Czyż to nie wspaniały obraz? A to zaledwie kilka rysów tego Szlachetnego Kamienia...
Życzę wytrwania i cierpliwości w procesie szlifowania ;)

sobota, 19 grudnia 2009

Dobrze jest dziękować Panu :)

Przez ostatnie dni zastanawiałam się nad kwestią wdzięczności w życiu człowieka, bo w tym tygodniu doświadczyłam wielu Bożych błogosławieństw, ale nie zawsze w każdym momencie umiałam je docenić. Bywało, że pomimo świadomości tych dobrych i pozytywnych rzeczy byłam smutna, właściwie nie wiedzieć z jakiego powodu. Kilka cennych myśli moich znajomych i kilka wydarzeń przygotowywały grunt do tego, by znowu zweryfikować moją postawę, a dzisiaj na nabożeństwie usłyszałam kazanie pastora Tadeusza Niewolika, który przypieczętował to wszystko.

Jakie masz skojarzenia, gdy słyszysz słowa: niewyczerpany, nieustający, każdego poranka i wielki ? Czy są to pozytywne skojarzenia? Czy tworzy Ci się w głowie pozytywny obraz, gdy je słyszysz?
Żeby być człowiekiem wdzięcznym, musimy mieć pozytywny obraz, czy to Boga, czy człowieka.
Jeremiasz tworzy w swojej księdze pozytywny obraz Boga.

"Niewyczerpane są objawy łaski Pana, miłosierdzie jego nie ustaje. Każdego poranku objawia się na nowo, wielka jest wierność twoja."
Treny 3,22.23


Co za niesamowite słowa! Niewyczerpana łaska, nieustające miłosierdzie.
Rzeczy, które są nowe, po pewnym czasie powszednieją, a Bóg codziennie objawia się na nowo.
Diabeł chce wypaczyć pozytywny obraz Boga. Dlaczego to robi?
To, jaki mamy obraz Boga wpływa na sposób, w jaki Go traktujemy i jak traktujemy innych.
"Prawdziwy Bóg jest obecny w moim życiu w obecności drugiego człowieka."
Bóg nie jest teologiczną prawdą, religijną formułą, której oddajemy cześć, uznajemy, że jest dobry i na tym koniec. Religia Chrystusa to religia, która wytwarza relacje na ziemi, tworzy Królestwo Boże wśród ludzi.
Diabeł pokazuje nam wady ludzi w takim świetle, aby zniszczyć w nas pozytywny sposób patrzenia na nich. Tak, jak chce zniszczyć w nas obraz Boga, tak chce zniszczyć obraz dzieci Bożych.
Dziękowanie otwiera nowe możliwości w relacjach międzyludzkich. Stajemy się bardziej otwarci, autentyczni, ludzie nawzajem bardziej sobie ufają i chcą mieć ze sobą dobre więzi.

"Pan jest moim działem, mówi dusza moja, dlatego w nim mam nadzieję.
Dobry jest Pan dla tego, kto mu ufa, dla duszy, która go szuka.
Dobrze jest czekać w milczeniu na zbawienie Pana."
Treny 24-26


Bądźmy wdzięczni. Dziękujmy Bogu każdego dnia. Bądźmy lepszymi chrześcijanami przez spoglądanie na Niego i bądźmy lepszymi ludźmi dla innych. To jest nam szalenie potrzebne, żeby przetrwać w tym zwariowanym, ginącym świecie.

poniedziałek, 7 grudnia 2009

To, co cię boli, jest w tobie.

Zewnętrzne problemy, jak pożar nie mogą zabrać nam pokoju i bezpieczeństwa niebiańskiej opieki nad nami. Jedynie, gd mamy coś w sercu, co nie jest poddane Bogu i z czym się nie rozprawiliśmy, jedynie, gdy pielęgnujemy w sobie jakąś cząstkę niedotkniętą przez Boga, wtedy wróg naszej duszy może znaleźć fałszywy akord w naszym sercu, wlać w nie niepewność i zwiększyć kuszenie. By zdobyć łączność z Bogiem, której potrzebujesz, nie czekaj do momentu, aż przyjdzie ogień. Gdy nadejdzie załamanie, może być już za późno. Dzisiaj jest odpowiedni dzień i teraz jest właściwa godzina, by zanurzyć się w ciszy Bożej obecności. Niebo nigdy nie będzie bliżej niż jest teraz.

"Powrót do ciszy", s.161

sobota, 5 grudnia 2009

Ziemia święta i pustynia.

Dzisiaj miałam studium historii Mojżesza z jego wczesnych lat życia. Postać Mojżesza jest dla mnie niezwykła i za każdym razem odkrywam jakiś ciekawy wątek, aktualny dla mnie.

Mojżesz - cudownie uratowany, wybrany przez egipską księżniczkę, wychowywany na prawdziwego Egipcjanina, pokładano w nim wielkie nadzieje. Był jednym z najmądrzejszych ludzi, czekała go kariera, a może nawet rządy po faraonie. Mojżesz był wrażliwy, pamiętał, że pochodził z ciemiężonego ludu. Widział nieszczęście ludzi i ich cierpienie. Młody, gorliwy, wpadł na pomysł wyzwolenia Izraela własnymi siłami. Zabił Egipcjanina i zagrzebał go w piasku.
Jak się skończyły jego pomysły? Musiał uciekać z kraju na pustynię, z dala od bliskich. Utknął tam na 40 lat, założył rodzinę i pracował, pasąc owce swojego teścia i prowadząc spokojny, jednostajny żywot.
Dopiero po tej pustynnej szkole Bóg uznał, że wywietrzały mu z głowy jego pomysły i teraz jest zdany na Jego plan. Zresztą to było widać w rozmowie Mojżesza z Bogiem przy ognistym krzewie. Mojżesz nawet nie śmiał czegokolwiek zaproponować. Był pozbawiony wszystkiego, o czym kiedykolwiek marzył i pragnął. Dopiero Bóg krok po kroku pokazywał mu, co powinien robić. Tylko w zależności od Niego mógł realizować Boży plan.


Pomyślałam, jak bardzo nieraz nasze losy są podobne do losów Mojżesza. Bóg powołał nas do życia, obdarzył zdolnościami, talentami, postawił nas w odpowiedniej rodzinie i dał nam wszystko, co jest potrzebne do życia. Ponadto obdarzył nas rozumem, abyśmy podejmowali samodzielne decyzje. Wybieramy szkoły, do których chcemy iść, pracę, przyjaciół, sposób spędzania wolnego czasu itp. Bóg nie uczynił nas niemyślącymi istotami, które nie potrafią podejmować decyzji.Każdego dnia o czymś decydujemy.
Ale musimy przyjąć, że jest jakaś dziedzina w naszym życiu, która nie jest zależna od naszych decyzji i nasze próby realizowania tego własnymi siłami i pomysłami skończy się pudłem. To nieważne, że wszystko inne nam wychodzi: że wybraliśmy dobrą szkołę, że mamy dobrych przyjaciół albo dobrą pracę. Musimy zatrzymać się, zdjąć sandały i uznać pewien obszar za miejsce święte, którym chce rządzić Bóg.

Pomyśl: ile razy próbowałeś coś osiągnąć, a za każdym razem nie wychodziło? Ile razy powtarzałeś sobie, że tym razem będzie inaczej, że wreszcie poddasz to Bogu? Ilu Egipcjan już uśmierciłeś, a jednak nie udało się wyzwolić Izraela? Może czas uciec na pustynię, upokorzyć się przed Bogiem, usłyszeć Jego głos w płonącym krzewie i uznać swoje pomysły za głupie? Może to, co najbardziej Ci nie wychodzi, jest Twoją życiową misją, tylko musisz pozwolić Bogu, aby On tym pokierował?

Życzę wam głębokich wniosków. Ja swoje już znalazłam...

czwartek, 3 grudnia 2009

Plan ewakuacyjny.

Kolejną książką, jaką czytam po fragmencie dziennie, jest książka "Powrót do ciszy" Jima Hohnbergera. Wprawdzie większa część to historie, jak żyli i poradzili sobie w dzikiej przyrodzie, ale jest tam naprawdę dużo cennych duchowych myśli.

"Pan pragnie nas wyrwać ze stanu, w którym działamy pod wpływem myśli i uczuć, i chce sprawić, byśmy je ignorowali, a zgadzali się czynić tylko zalecenia Boże, nawet gdyby miały się kłócić z naszą wolą. Nasza siła woli i determinacja nie nadają się do pokonania grożących nam grzechów, jeśli nie wiemy, jak ich użyć. Większość z nas sądzi, że do pokonania grzechu powinniśmy użyć siły woli, i tu właśnie ponosimy porażkę. Wola ma moc jedynie w wolności wyboru. Gdy wybieramy Bożą drogę, zyskujemy moc, by robić to, co wybierzemy. Nasza wola może jedynie wybierać, jaka siła będzie nad nami panować - dobro czy zło. Z pewnością jedno lub drugie zawsze panuje w życiu każdego człowieka. Odpowiednie użycie woli i nasza siła podejmowania decyzji uwalnia nas z niewoli grzechu. Jeśli potrafimy tego doświadczyć, żadne moce piekieł nas nie przemogą."
Jim Hohnberger "Powrót do ciszy", s.65


Kolejną ciekawą myślą był sposób Jima na uporanie się z dręczącymi myślami o problemach. Każdy z nas ma nieraz takie stany, kiedy prześladują go uporczywe myśli, które nie można odegnać i wtedy bardzo trudno jest znaleźć spokój i łączność z Bogiem.

"Pan przeniósł moje myśli do lat szkolnych, gdy mieliśmy ćwiczenia przeciwpożarowe. Wydawały się w owym czasie bezsensowne, ale ludzie mądrzejsi ode mnie wiedzieli, że musimy znać drogę ewakuacji. Od czasu do czasu ćwiczyliśmy opuszczanie budynku w uporządkowany sposób i zbieranie się w wyznaczonym miejscu, abyśmy to wszystko umieli robić automatycznie, gdyby kiedykolwiek wybuchł pożar. Bóg uzmysłowił mi, że potrzebuję wyjścia ewakuacyjnego dla moich myśli, abym odpowiedział w sposób automatyczny, wybierając przygotowaną wcześniej drogę ewakuacji, jeśli ten problem pojawi się w mej głowie."


Plan ewakuacyjny polegał na tym:

-wyliczanie Bożych cudów i Jego prowadzenia, kiedy tylko pojawiają się atakujące myśli. "Wyliczałem to wszystko do znudzenia, aż utwierdziłem się w przekonaniu, że jakiekolwiek problemy napotkam, jestem tam, gdzie Bóg chce, żebym był, i wykonuję pracę, do jakiej On mnie powołał."

-Ps.62 "Ty przecież na Bogu spolegaj, duszo moja" (Ps.62,6 BG).
"Nie tylko recytowałem tekst, ale próbowałem wgłębić się w to, co te słowa chcą mi przekazać. Psalm mówi o mojej duszy - moich myślach, uczuciach i emocjach, czyli o tym, czym w istocie jest Jim Hohnberger, co czyni z niego niepowtarzalną istotę - ty na Bogu polegaj. Zaufaj Mu, licz na Niego."

-połączenie planu ewakuacyjnego z ćwiczeniami fizycznymi.
"W umyśle mogłem podążyć drogą ewakuacyjną, ale zdenerwowanie budziło tyle emocji, że samo to zakłócało mój spokój, przynajmniej do czasu, kiedy nauczyłem się łączyć mój plan z ćwiczeniami fizycznymi. Kiedy wołałem do Boga o wybawienie, biegałem lub rąbałem drzewo. Bardzo mi to pomogło i po energicznym ćwiczeniu zmieniało się nie tylko moje nastawienie, ale mój umysł był o wiele bardziej skłonny realizować Boże zamysły. Plan ewakuacyjny nie był moim zbawieniem, ale potężnym narzędziem, które bezustannie łączyło mnie z Bogiem."

Mam nadzieję, że będą to dla was pomocne wskazówki. Pozdrawiam, miłego dnia :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...