sobota, 18 grudnia 2010

Do trzech razy sztuka.

Chciałam opowiedzieć wam, jak w ciągu trzech ostatnich dni Bóg trzy razy do mnie przemówił, aby pomóc mi zrozumieć mój problem.

I
W piątek miałam okazję uczestniczyć w niezwykłym spotkaniu w kaplicy na Foksal, mianowicie w trzeciej, corocznej Adwentówce u adwentystów. Było to nabożeństwo wieczorne, na które byli zaproszeni przedstawiciele kilku zaprzyjaźnionych protestanckich warszawskich zborów, m.in. baptyści, zielonoświątkowcy i oczywiście adwentyści. Program był wypełniony głęboką treścią, nastrojowymi pieśniami, poruszającymi doświadczeniami i modlitwami, a zakończył się owocowym poczęstunkiem, po którym grupa kilku osób została jeszcze do późna, dyskutując nad tematami biblijnymi.
Głównym mówcą był Jarek Wajk i skierował dobitne słowa do ludzi, mówiąc o istocie bycia chrześcijaninem i o wielkiej potrzebie miłości do ludzi. Wiecie, to nie były łatwe ani przyjemne słowa. Nie miały na celu głaskać żadnego kościoła tam zgromadzonego ani hołubić jakąś jedną jedyną prawdę. Były to słowa skierowane do każdego osobiście: czy mam w sobie miłość, taką miłość, jaką miał Jezus do ludzi, by przytulić każdego człowieka, który potrzebuje akceptacji, zainteresowania i wsparcia? Czy akceptuję go w całości, wraz z jego nieraz dziwnym wyglądem, zachowaniem, poglądami, czy raczej oceniam go jako dziwaka i grzesznika i chciałabym go uformować po swojemu? Czy obwarowując się różnymi murami nie oddzielam się od innych ludzi?

II
Ten temat nie dał mi spokoju przez cały weekend. W sobotę rano czytałam ostatni rozdział książki "Liczy się człowiek" Jima Hohnbergera pt. "Bezwarunkowa miłość". Uderzyły mnie następujące myśli:
Wszak Chrystus, gdy jeszcze byliśmy słabi, we właściwym czasie umarł za bezbożnych. Rzadko się zdarza, że ktoś umrze za sprawiedliwego; prędzej za dobrego gotów ktoś umrzeć. Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł.
Rzym.5,6-8


Kim są ci bezbożni? To ty i ja! Kiedy byłem słaby, niezdolny do tego, by Go kochać, niechętny aby nawet Mu odpowiedzieć, Jezus umarł za moje i twoje grzechy. Za każdą osobę która żyła lub dopiero się narodzi. Jezus chętnie przyjął nasze grzechy, mając zarazem świadomość, że większość ludzi nigdy nie odwzajemni się Mu miłością. Miłość do tych, którzy nie mogą nic dla ciebie zrobić lub nie chcą nic zrobić, jest dla człowieka nie do pojęcia - to domena Boga.
Jezus kochał ludzi bezwarunkowo. Nie mówił: "Jeśli się zmienisz, to cię pokocham." Miłość Jezusa została na mnie wylana zanim w ogóle dokonałem najmniejszej zmiany. Jezus nie mówił: "Jeżeli przyjmiesz moją teologię i doktryny, to cię zaakceptuję." Jezus nie mówił: "Jeżeli przyjmiesz reformy i Mój styl życia, to obdarzę cię miłością." Nie powiedział tego ani mnie, ani nikomu innemu. A co my mówimy innym?
My mówimy w ten sposób: "Będę cię kochał i dbał o ciebie, jeżeli przyłączysz się do mojego kościoła." Jaka jest nasza motywacja do ewangelizacji? Czy na pewno chcemy kochać innych? Gdybyśmy szczerze na to popatrzyli, to większość działań ewangelizacyjnych jest obrazem miłości warunkowej - miłości z dużym "jeżeli". Jeżeli nasze wysiłki skierowane są tylko na tych, którzy zamierzają się do nas przyłączyć, to znaczy, że kochamy warunkowo i mamy powód, aby przeprosić tych, których skrzywdziliśmy taką ewangelizacją. Nie objawiliśmy im charakteru Boga, ale własny interes.
Ewangelizacja powinna być motywowana chęcią przyprowadzenia ludzi do Jezusa, który może odkupić ich dusze, jednak naszą motywacją jest zazwyczaj pragnienie przekonania ludzi do naszych wierzeń. Chcemy, aby myśleli tak jak my, żeby się do nas przyłączyli, byli tacy jak my, wspierali nas i nasze plany. To nie jest miłość, moi bracia i siostry. Miłość jest kształtowaniem ludzi na obraz Boga, a nie na nasz własny.



Vincent van Gogh "Miłosierny Samarytanin"

Czy pamiętacie historię Żyda napadniętego przez zbójców i uratowanego przez Samarytanina? Samarytanin został postawiony przed wyborem. Musiał włożyć wiele trudu, a przy tym się ubrudzić, zapłacić za lekarstwa i opiekę nad rannym. Mężczyzna w rowie był Żydem, należał do grupy religijnej rywalizującej z Samarytanami. Wierzyli w tego samego Boga i podobnie Go czcili, jednak nie zgadzali się w kilku bardziej szczegółowych doktrynach i praktykach. A ten przecież z pewnością nie zgodziłby się z jego poglądami. A jednak nie mógł pozwolić, aby ten mężczyzna zmarł w rowie.
A jak wy postąpilibyście w takiej sytuacji? Jak postępujecie z tymi osobami w waszej rodzinie, zborze, domu, których niełatwo kochać lub tymi, które nie dają nic w zamian za wasze wysiłki?
Bóg dokonuje operacji na mnie i na tobie. Czy będziesz okazywał mi miłość w trakcie tych wszystkich operacji, kiedy Bóg szlifuje mój charakter, czy opuścisz mnie, jeżeli nie jestem tym, kim według ciebie powinienem być?


III
Po przeczytaniu tego rozdziału już mnie natchnęło, aby to opisać, ale potrzebowałam jeszcze trzeciego uderzenia, by zrozumieć. I trzeci raz nastąpił w Podkowie, na zajęciach u pastora Jankowskiego, który zastępował swoją żonę. Tematem jego zajęć była potrzeba miłości do ludzi... "Miłość jest podstawą pobożności", jak napisała Ellen White w książce "Przypowieści Chrystusa." Jeśli nie mamy Bożej miłości do ludzi, szybko wstąpi na to miejsce egoizm, krytykanctwo, oskarżanie, wyszukiwanie błędów, wywyższanie się, poniżanie innych, stawianie wygórowanych wymagań, fałszywe wzbudzanie współczucia i wiele innych.
Wstrząsającym obrazem był obraz przedstawiający walkę Chrystusa z szatanem. Ten ostatni charakteryzuje się tym, że jest mściwy, gniewny, uważa, że ma zawsze rację, walczy i nigdy się nie poddaje, chociaż dawno przegrał. Kogo my reprezentujemy, kiedy zachowujemy się podobnie?
Płakałam, kiedy słyszałam te słowa. Jaki Bóg jest cierpliwy, że aż trzy razy do mnie mówił, żebym jak najlepiej go zrozumiała... Jaki On jest mądry i wiedział, czego mi najbardziej brakuje... I jaki człowiek jest pusty i biedny bez Niego... Jezus szuka możliwości, gdzie tylko może, kiedy tylko Mu na to pozwolimy, i opatruje nasze rany. Patrzy na mnie, beznadziejny przypadek, i mówi: Jesteś bezradna i bez nadziei, Karolino Harasim, ale twój ciężki stan tylko pozwala Mi pokazać ci Moją miłość do ciebie.
To jest zbawcza ewangelia Chrystusa. Sięga ona daleko poza określenie, kto jest dobry, a kto zły, poza doktryny i przynależność denominacyjną, poza reformy i zmiany stylu życia. Sięga sedna sprawy - miłości bezwarunkowej.

"Nowe przykazanie daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem; abyście się i wy wzajemnie miłowali. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli miłość wzajemną mieć będziecie."
Jan 13, 34.35

Bóg wzywa cię dzisiaj swoją wielką miłością. Prosi cię, abyś obdarzał taką samą miłością innych, nie z siebie i przez siebie, gdyż nie ma jej w tobie. Drogą do takiej miłości jest życie, w którym wszystkie wybory poddane są Jemu, dzięki czemu może On wlewać swoją miłość do twojego serca.

_________________________________________
opracowano na podstawie książki Jima Hohnbergera "Liczy się człowiek"

Tylko Jezus.

"Tak więc każdy z was, który się nie wyrzeknie wszystkiego, co ma, nie może być uczniem moim."
Łuk. 14,33

Zadziwiające, jak przez wiele lat, codziennie studiując Słowo Boże, nie znajdowałem Jezusa! Och, znalazłem prawdę, ale nie Jezusa.
Jezus mówi: Ja jestem drogą. Jezus jest jedyną Drogą. Kiedy mamy problem nawet z najmniejszą rzeczą, On jest drogą. Nie ma innej drogi do zbawienia.
Nie tylko jestem drogą, ale jestem prawdą - mówi Jezus. Trzymamy się prawy, ale nie znaleźliśmy Tego, który jest Prawdą. Możemy mieć wiele prawd, ale to On jest Prawdą, na którą wskazują pozostałe.
Chrystus powiedział również w J 10,9: Ja jestem drzwiami. Innymi słowy: musisz przejść przeze Mnie. Kiedy próbujemy wejść do Królestwa innymi drogami, możemy dobrze wyglądać i nabrać wielu ludzi, ale to nie spowoduje zmiany naszego wnętrza. Jezus jest jedyną Drogą. Każdego dnia muszę wejść przez te drzwi. To jest Ewangelia. Mogę zostać zbawiony od siebie samego, przez Niego i tylko dla Niego.
w J 6,51 Jezus mówi nam: Ja jestem chlebem żywym. Tylko On może mnie podtrzymywać. Nic innego nie jest w stanie nas podtrzymywać. On jest witalnością życia. On jest Ewangelią.

Ewangelią nie jest twoje uczęszczanie do kościoła ani nawet twoja przynależność do kościoła. Nie jest nią reforma diety, sposób ubierania się, edukacja czy nauczanie domowe. Ewangelią nie jest poselstwo o życiu na wsi ani nawet wierność w udzielaniu lekcji biblijnych, nasza wiedza o proroctwach czy nasze wysiłki ewangelizacyjne, lub obrona prawdy.
Wszystkie te rzeczy, choć same w sobie są poprawne, mogą i stają się substytutem dla mieszkającego w sercach Chrystusa. Staliśmy się jak naród żydowski. Jego przywódcy i on sam mieli wszystkie zewnętrzne elementy religijności i uczynili je swoją ewangelią. Co w efekcie mają? Nic.
Jezus powiedział do Żydów, którzy byli dumni ze swojej wiedzy: "Badacie Pisma, bo sądzicie, że macie w nich żywot wieczny" J 5,39. Czy badali Pisma, aby znaleźć żywe doświadczenie w Chrystusie? Za nic w świecie! Badali Pisma dla wiedzy, jak się spierać i prowadzić dyskusje, ale nie dla żywego doświadczenia. Byli usatysfakcjonowani tylko promieniami światła, zamiast szukać samego słońca.
Paweł mówi o tym tak: "Przybierają pozór pobożności, podczas gdy życie ich jest zaprzeczeniem jej mocy" 2 Tm 3,5. Musimy szczerze zadać sobie pytanie: czy te słowa dotyczą nas?

"Jeśli tedy ty mienisz się Żydem i polegasz na zakonie, i chlubisz się Bogiem, i znasz wolę jego, i umiesz rozróżnić dobre od złego, będąc pouczonym przez zakon, i uważasz siebie samego za wodza ślepych, za światłość dla tych, którzy są w ciemności, za wychowawcę nierozumnych, za nauczyciela dzieci, mającego w zakonie ucieleśnienie wiedzy i prawdy, ty więc, który uczysz drugiego, siebie samego nie pouczasz? Który głosisz, żeby nie kradziono, kradniesz? Który mówisz, żeby nie cudzołożono, cudzołożysz? Który wstręt czujesz do bałwanów, dopuszczasz się świętokradztwa? Który się chlubisz zakonem, przez przekraczanie zakonu bezcześcisz Boga? Albowiem z waszej winy, jak napisano, poganie bluźnią imieniu Bożemu."
Rz 2,17-24


Bądźmy szczerzy, jeśli twoje chrześcijaństwo nie działa w domu, to go nie eksportuj. Przestań eksportować, a zacznij importować. Jeśli w naszych domach nie nauczyliśmy się, jak żyć ewangelią, to czym będziemy mogli dzielić się z naszymi sąsiadami? Niczym. Jeżeli nie mogę iść naprzód ze swoim współmałżonkiem, jeżeli walki, sprzeczki i kłótnie są tygodniową rutyną, to czym mogę podzielić się z innymi, co by ich zmieniło?
Ellen White napisała: "Nasza religia będzie miała małą wartość dla naszych bliźnich, jeżeli jest tylko teoretyczna, a nie jest praktyczna." Testimonies to the church, t.4, s.236. Praktyczna, czyli taka, która działa, zmienia życie. Działa wtedy, gdy pojawia się w moim życiu irytacja, kiedy przychodzi frustracja, kiedy apetyt i pasje napierają, albo kiedy chcą mnie dopaść skłonności i popędy. Wtedy zwracam się do Jezusa i mówię: Panie, ratuj! i poddaję Mu pożądanie i jestem zależny od Niego, i współpracuję z Nim. Moje uczucia i emocje już nie rządzą mną dłużej. Irytacja i pasje nie mają nade mną władzy. Jeżeli to nie działa, to moja religia nie jest praktyczna.

"Tak więc każdy z was, który się nie wyrzeknie wszystkiego, co ma, nie może być uczniem moim."
Łuk. 14,33


Oto gotowość do poddania się Bogu w każdym momencie, każdej godziny, każdego dnia. Wszystko, czego się od nas wymaga, to pełne poddanie naszych myśli, celów i woli - wszystkiego, co mamy i kim jesteśmy - Bogu, aby być przez Niego użytym. Nic nie tracimy, oddając wszystko Bogu - nic poza grzechem i egoizmem. W niczym innym tego doświadczenia nie uzyskamy - tylko w Jezusie.

____________________________________
tekst pochodzi z artykułu Jima Hohnbergera "Jezus czy coś innego", zamieszczonego w listopadowym wydaniu "Głosu adwentu".

poniedziałek, 29 listopada 2010

Przychodzą, zjadają, odchodzą...



Zainspirował mnie dawno oglądany film animowany "Dawno temu w trawie" i życie: swoje i innych, oraz przypadkowo znaleziona notka na czyimś blogu.

Sama siebie nie rozumiem.
Ciągle przed którymś z facetów uciekam, ciągle jakiegoś adorować próbuję, ciągle któregoś spławiam, ciągle tęsknię, ciągle próbuję zapomnieć i niezwykle często czuję igiełki w serduszku. Dziwna jestem. Jakbym nie mogła zadowolić się jednym facetem, jednym porządnym związkiem zamiast wielu byle jakich, które nawet na nazwanie ich "związkami" nie zasługuję. Chociaż... Gdybym miała faceta, z którym mogłabym coś takiego prawdziwego i mocnego stworzyć to na pewno rzuciłabym w cholerę te wszystkie "nie wiadomo co" i zajęła się w pełni tym jedynym, ale zanim go spotkam muszę czymś zająć czas. To strasznie brutalnie brzmi, ale tak- ja zapycham sobie czas tymi znajomościami. Zapycham czas i hartuję serce, przyzwyczajając je do porażek, zawiedzenia i cierpienia. Lekko masochistyczne? Ja chyba mam jakieś ciągotki w tym kierunku, chyba wyłącznie w strefie emocjonalno-uczuciowej. Oby. ;)
http://www.pospolita.e-blogi.pl/notka,2010,08.html

Zastanawiam się poważnie nad tymi i innymi problemami i stwierdzam, że wszelkie dylematy i błędy rodzące się wynikają z tego, że ludzie nie są dostatecznie uświadomieni. A nawet jeśli są, to i tak próbują rozwiązywać to po swojemu. Kiedy zauważą odrobinę zainteresowania z drugiej strony, jakiś błysk w oku, jakieś ciekawe rozmowy się pojawią, jakaś nić porozumienia, od razu zapala się w nich jakaś żarówka: ten! A że człowiek tęskni za bliskością, zrozumieniem, akceptacją, więc wchodzi w "związek" bez większego zastanowienia, na zasadzie "jakoś to będzie, a czy coś z tego wyjdzie, to się okaże". I korzysta z okazji, nawiązując bliskość fizyczną, wypowiadając słowa pełne uczuć, niekiedy bez głębszego pokrycia. Ale kiedy ma okazję poznać osobę z tej mniej przyjemnej strony, kiedy różne życiowe sytuacje pokazują prawdziwy charakter drugiej osoby, nagle rozum się budzi i zaczyna podpowiadać: trzeba się wycofać. Tylko, że zostały powzięte pewne niewerbalne deklaracje... Bowiem każdy głębszy kontakt fizyczny (przytulanie i całowanie, nie mówię o seksie, bo na tym etapie to oczywiste, że jest to wykluczone) jest rodzajem deklaracji i rodzi przywiązanie. A takie zrywanie deklaracji jest bardzo bolesne...
Oczywiście, każdy ma prawo do błędu i kiedy go widzi, lepiej, żeby się wycofał. Tylko... jeżeli raz po raz powtarza ten sam schemat, z którąś już z kolei osobą, czy to nie jest jakieś nienormalne? Czy w tym momencie nie należałoby zatrzymać się i powiedzieć: stop, co ja robię ze swoim życiem i życiem innych? Gdzie pobłądziłem, dokąd mam wrócić, żeby tych błędów nie popełniać?

Słowo Boże mówi:

"Czujniej niż wszystkiego innego strzeż swego serca, bo z niego tryska źródło życia!"
Przysłów, 4,23


Dlaczego? Ponieważ oddając swoje serce (tj. emocje, uczucia, zaangażowanie fizyczne, słowa i inne) nieodpowiedniej osobie, otrzymujemy je mniejsze o cząstkę, którą zostawiliśmy. Próbując tak raz po raz, stajemy się coraz ubożsi o część siebie i kiedy w końcu znajdujemy właściwą osobę, nie zostaje dla niej zbyt wiele uczucia, zbyt wiele cierpliwości, zbyt wiele wyrozumienia, zbyt wiele czystej otwartości, za to jest zbyt wiele zawodu, zbyt wiele porównań z przeszłości, zbyt wiele rozczarowań, zbyt wiele smutku...

Apeluję do was, kochani czytelnicy, i do siebie samej: bądźmy czujni i ostrożni. Przyjaźnijmy się z ludźmi, spędzajmy z nimi czas na dobrych, przyjemnych i pożytecznych rzeczach, poznawajmy siebie w różnych sytuacjach życiowych, uczmy się rozmawiać szczerze i w sposób czysty, ale trzymajmy serce (tj. emocje, uczucia, zaangażowanie fizyczne, słowa i inne) na wodzy i zachowajmy je dla tej jednej, konkretnej, właściwej osoby. A wtedy Bóg to pobłogosławi szczęściem, pokojem i radością na długie lata życia.

wtorek, 16 listopada 2010

Radość w Bogu jest naszą siłą.

"I nie poddawajcie się przygnębieniu, bo radość w Bogu jest waszą siłą."
Neh.8,10 BWP


Jak sobie pościelesz...

Nie pozwólcie, aby kłopoty i troski codziennego życia dręczyły umysł i czyniły was posępnymi. Jeśli dopuścicie do tego, zawsze znajdzie się coś, co będzie was trapić i męczyć. Życie jest takim, jakim je uczynimy, a zawsze znajdziemy to, czego szukamy. Gdy szukamy smutku i kłopotu wyolbrzymiając małe trudności, znajdziemy ich tyle, że zatrują nasze myśli i rozmowy. Lecz jeśli szukamy jasnych stron w każdej sprawie, znajdziemy radość i zadowolenie. Jeśli uśmiechamy się do innych, oni odwzajemnią się nam tym samym. Gdy mówimy miłe i pogodne słowa, usłyszymy podobne.

Zdrowy duch to zdrowsze ciało


Obowiązkiem każdego z nas jest objawiać pogodę ducha zamiast myśleć o smutkach i kłopotach. Wielu w ten sposób nie tylko rujnuje samego siebie, lecz niszczy zdrowie i szczęście innych swoją chorobliwą wyobraźnią. Dopatrują się tylko rzeczy nieprzyjemnych, a wyraz twarzy bardziej niż słowa świadczy o niezadowoleniu. Stan przygnębienia jest bardzo szkodliwy dla zdrowia, utrudnia proces trawienia, rujnuje serce. Smutek i troska nie tylko nie potrafią usunąć choćby najmniejszego zła, ale wyrządzają wielką szkodę; natomiast radość i nadzieja nie tylko oświecają drogę innym, ale "żywotem są tym, którzy je znajdują, a wszystkiemu ciału lekarstwem."

Niech was Bóg prowadzi na dzisiejszy dzień :)

______________________________________________
tekst pochodzi z książki "Chrześcijański dom" E. White, rozdział "Pogoda ducha", s.273 i 274.

niedziela, 14 listopada 2010

100. post :)

Temat, nad którym dyskutowaliśmy przez ostatni weekend, a który nurtował mnie już dosyć długo, to temat grzechu. Na spotkaniu piątkowym padło takie ciekawe pytanie: Dlaczego Bóg nie eliminuje w nas od razu grzechu i skłonności grzesznej natury? Było wiele różnych odpowiedzi, ale tą, która najbardziej mi utkwiła, była: grzech jest częścią nas tak bardzo, że gdyby całkowicie nas z niego ociosać, nie pozostałoby z nas ani kawałeczka. Ponadto wolni całkowicie od grzechu popadlibyśmy w pychę, że już nic na tej ziemi nie musimy robić. Jesteśmy przeżarci grzechem jak zardzewiały statek, rozbity i pozostawiony na mieliźnie. Bóg ratuje nas, holuje nas do portu, a tam zajmuje się odrdzewianiem i naprawą. I to jest tzw. proces uświęcenia.
Jeszcze jedną myślą, która była odpowiedzią na moje bardziej osobiste dylematy była: Bóg dopuszcza, abyśmy ponieśli konsekwencje naszych błędnych wyborów i doświadczyli czasem bolesnych upadków, ponieważ chce nas nauczyć zaufania do siebie, ale i tego, byśmy mogli zrozumieć innych, którzy upadają i nie potępiali ich.
A propos tego ostatniego przypomina się historia o faryzeuszu i celniku:

"I powiedział także do tych, którzy pokładali ufność w sobie samych, że są usprawiedliwieni, a innych lekceważyli, to podobieństwo: Dwóch ludzi weszło do świątyni, aby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak się w duchu modlił: Boże, dziękuję ci, że nie jestem jak inni ludzie,rabusie, oszuści, cudzołożnicy albo też jak ten oto celnik. Poszczę dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę z całego mego dorobku. A celnik stanął z daleka i nie śmiał nawet oczu podnieść ku niebu, lecz bił się w pierś swoją, mówiąc: Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu. Powiadam wam: Ten poszedł usprawiedliwiony do domu swego, tamten zaś nie; bo każdy, kto siebie wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony."
Łuk.18,9-15


Faryzeusz swoją wypowiedzią przypomina pewną postać, która także uważała się za lepszą od innych, niemal równą Bogu (zob. Izaj. 14, 12-14). Zatem wynoszenie się nad innych ma znamiona postawy Lucyfera...

***
Innym tematem, połączonym jednak wspólną nicią z powyższym, jest wola ludzka a wola Boża. Jezus mówi w swoim Kazaniu na Górze o ludziach, którzy w swojej ambicji tak bardzo polegali na swoich dobrych czynach, że pominęli szukania w tym wszystkim woli Bożej:

"Nie każdy, kto do mnie mówi: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios; lecz tylko ten, kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie. W owym dniu wielu mi powie: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu twoim i w imieniu twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu twoim nie czyniliśmy wielu cudów? A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie."
Mat.7,21-23


Nawet wykonując tak wielkie dzieła, jeśli czynimy to z własnych egoistycznych pobudek, aby przeforsować naszą misję, aby pokazać, co wielkiego potrafimy zdziałać, możemy całkowicie się rozminąć z wolą Boga i być odrzuconym.
Jezus w Kazaniu na Górze mówi o bardzo radykalnych czynach, aby być zaliczonym do Królestwa Bożego: wyłupieniu oka i odcięciu ręki.

"Podleganie lub niepodleganie grzechowi zależy od naszej woli. Poświęcenie woli bywa porównane z wyłupieniem oka lub odcięciem ręki. Często wydaje się, że poddanie się woli Bożej oznacza okaleczenie i niedołęstwo. Chrystus mówi, że własne ja, własna ambicja ma być zraniona i okaleczona, abyśmy mogli uzyskać żywot wieczny. Co często uważa się za wielkie nieszczęście, jest tylko wstępem do największego szczęścia."

Ellen White Nauki z Góry Błogosławienia, s.61


Podobne rygorystyczne zalecenia znajdują się w listach apostoła Pawła:

"Bo chociaż żyjemy w ciele, nie walczymy cielesnymi środkami. Gdyż oręż nasz, którym walczymy, nie jest cielesny, lecz ma moc burzenia warowni dla sprawy Bożej; nim też unicestwiamy złe zamysły i wszelką pychę, podnoszącą się przeciw poznaniu Boga, i zmuszamy wszelką myśl do poddania się w posłuszeństwo Chrystusowi, gotowi do karania wszelkiego nieposłuszeństwa, gdy posłuszeństwo wasze będzie całkowite."
II Kor. 10,3-6


Myślę, że poniższy cytat zrównoważy tę wypowiedź:

"Bóg nie chce zniszczenia naszej woli, gdyż tylko wolą możemy wykonać to, czego od nas oczekuje. Wolę należy poddać Jemu, aby mógł nam ją oddać z powrotem oczyszczoną i wzmocnioną oraz połączoną z Nim, co umożliwi wylanie przez nas strumieni Jego miłości i mocy. Chociaż przykre i bolesne może wydawać się upartemu sercu takie poddanie się, to jednak jest ono dla niego korzystne."
tamże, s.62


***

Poruszyłam zaledwie kilka myśli, natomiast rozważać temat można by w nieskończoność. Podsumowaniem tego rozważania niech będzie jeden tekst:

"Mając tę pewność, że Ten, który rozpoczął w was dobre dzieło, będzie je też pełnił aż do dnia Chrystusa Jezusa."
Fil.1,6


Jeśli Bóg w nas już zainwestował, to czy szlifuje nas grubym papierem ściernym, czy obrabia dłutem, czy wypala w ogniu czy ostukuje młotkiem, wypełnia w nas dobre dzieło, które po pewnym czasie wyjdzie na jaw. Na razie jesteśmy bezkształtni i surowi, ale On ma plan, jak nas ukształtować.
Nie bójmy się Mu oddać :)

poniedziałek, 25 października 2010

Niech rzuci.



Porzucona i wzgardzona
Ciałem płace za swój chleb
Nienawidzę siebie samej i ich wszystkich

Przyłapana, oszukana
Wpadłam w sidła własnych win
Z krzykiem wlekli mnie ulicą przez ten tłum


Nareszcie się wydało. Nareszcie się okazało, kim on jest. A taki święty się wydawał... Tak się krył pod płaszczykiem pobożności. Te modlitwy, te pieśni, te uduchowione mowy. Wszystko to ściema, pokazówka nie wiadomo dla kogo. Ale mnie nie oszuka. Zawalił tym jednym faktem. Podpadł na całej linii. Wcale nie jest taki dobry. Uff, co za ulga. Miałam rację: nie ma ideałów. Wcale nie jest lepszy ode mnie. Ja przynajmniej jestem uczciwa, nie udaję pobożnej. Jak grzeszę, to grzeszę, a nie udowadniam wszystkim naokoło, jaka to jestem święta. Ciekawe, co on tam jeszcze wyrabiał... Może inni wiedzą więcej? Koniecznie muszę się dowiedzieć. Przecież trzeba innych ostrzec...

Niech sam Mistrz zadecyduje, co z nią zrobić.
Skoro taki święty człowiek, niech ją sądzi.
Nasze prawo mówi - śmierć!
Za ten wyrok - rzymski sąd.
Jeśli jest tak mądry, niech osądzi ją.


Udało się. Wszyscy już wiedzą. Teraz nikomu nie zamydli oczu. Niech tylko spróbuje coś powiedzieć na kazaniu. Pierwsza wstanę i powiem: "Ty obłudniku, zacznij od siebie i od swojego domu! Wara od naszych grzechów, kto cię ustanowił sędzią nad nami?"

Przestraszona, zapłakana
Co dopiero powie On,
nawet tacy grzeszni ludzie gardzą mną

Otoczona, oskarżona
Na śmiertelny czekam cios
Od tych, którzy mi płacili za ten grzech


Widzieliście to? Odszedł... Niech nie myśli, że będę go żałować, że ktokolwiek będzie. Zasłużył sobie na to, za to, co zrobił. Jaki on przykład ludziom daje, jak on ma czelność kazania o moralności wygłaszać. Teraz nikt go nie będzie słuchał, nikt go nie będzie szanował. I tak ma być. Zło trzeba zdusić w zarodku...


A Jezus wstał
I na piasku pisał grzechy, lecz nie moje
Rzucił nieme potępienie, lecz nie dla mnie
Aż zabrakło wszystkich tych,
którzy chcieli zabić mnie
A On rzekł jedynie: "Idź i nie grzesz już!"


"Nic nie jest bardziej potrzebne do uzdrowienia grzesznego serca, niż poczucie, że mimo wyjawienia pełnej prawdy o sobie, wciąż jest się kochanym.Ci, którzy spotkali Jezusa, czuli, że On wszystko o nich wiedział, ale mimo to kochał ich. Wiedzieli, że On znał każdą ciemną tajemnicę i nawet najsłabszy lęk czający się w ich sercach, a mimo to On nie potępiał. Był przepełniony zarówno "łaską" jak i "prawdą". W Nim "sprawiedliwość i pokój pocałowały się." On kocha grzesznika jednocześnie nienawidząc grzechu. A nienawidzi grzechu tylko dlatego, że krzywdzi grzesznika, którego Bóg kocha."

Ty Gibson Spójrz nowymi oczyma

"Idźcie i nauczcie się, co to znaczy: Miłosierdzia chcę, a nie ofiary. Nie przyszedłem bowiem wzywać sprawiedliwych, lecz grzeszników."
Mat.9,13


...

sobota, 23 października 2010

W mym sercu mieszka radość... :D

"Wielu pyta: A któż nam pokaże szczęście? O Panie, niech nam zajaśnieje oblicze twoje!
Wlałeś w moje serce więcej radości niżbym jej miał z obfitości zboża i wina.
"
Ps.4,8 BWP


Misja to jest coś takiego, że jak raz tego spróbujesz, to będziesz za tym tęsknił... Sierpień był dla mnie niesamowitym czasem, kiedy trwał obóz misyjny w Warszawie. Wyjścia do ludzi, znajdowanie tych, którzy chcą studiować Biblię, wspólne modlitwy, nabożeństwa, pieśni, kazania... Człowiek żył jakby w innym świecie, nie martwił się o pieniądze, pracę, jedzenie... Każda chwila była spędzona pod parasolem modlitwy, Bóg dawał szczególne więzi ze sobą i z ludźmi...
Dzisiaj powróciły wspomnienia z sierpnia. Znowu ruszyliśmy grupą na Pragę, jechaliśmy razem tramwajem, dzieliliśmy bloki, szliśmy do klatek, pukaliśmy do drzwi, oni otwierali, odpowiadali na pytania... A potem opowiadaliśmy fantastyczne doświadczenia w drodze powrotnej:) dla mnie dzisiejszy dzień był ukoronowaniem wszystkich wyjść, jakie mi się przydarzyły: 3 osoby były chętne do studiowania Biblii i 3 osoby chętne na drugi kontakt po opinię książki, którą im zostawiliśmy:) a tak się gorliwie modliliśmy niemal przed każdym mieszkaniem, tak prosiliśmy o opiekę... :) co za radość:)
Cieszę się, że była moja siostra, że poszłam z dwoma Krzysztofami, że tak gorąco się modlili i Bóg działał. Tęskniłam za tym, żeby przeżyć znów takie doświadczenia. I czuję, że znowu mam plan działania w tym mieście:)

wtorek, 19 października 2010

Chodzenie po bagnach wciąga.

Czy znacie to powiedzenie? Jest nad wyraz prawdziwe. Przypomniała mi się dzisiaj taka historia z dzieciństwa, która to obrazuje.
Całe moje dzieciństwo, odkąd pamiętam, spędziłam na wsi. Nasi rodzice pozwalali nam bawić się na zewnątrz niemal bez ograniczeń, no może z wyjątkiem czasu na naukę i obowiązki. Któregoś dnia, a była to wczesna wiosna, udaliśmy się z rodzeństwem i kolegami w okolicę pól. Śniegi już zaczynały topnieć, ziemia zrobiła się bardzo grząska. Już nie pamiętam, kto wtedy wpadł na pomysł, żeby pójść przez te pola na przełaj. Jak wymyśliliśmy, tak zrobiliśmy. Ależ było wesoło, kiedy buty zapadały się w błocie;) myśleliśmy: ależ rodzice by mieli miny, jakby nas widzieli;) czuliśmy się niemal bohaterami. Nikt nie został na brzegu. Chyba tylko ja się wycofałam trochę. Ale przestało być wesoło, kiedy zapadające się buty nie dawały się wyciągnąć, kiedy woda moczyła ubrania i robiło się zimno. Zaczęliśmy się bać, że utoniemy w tym bagnie. To nie było prawdziwe bagno, ale mieliśmy wtedy po 10 lat, większego nie było nam trzeba, to i tak było przerażające.
W końcu ktoś rozejrzał się wokoło i zauważył na brzegu żerdzie. Zawołali do mnie: Kika, wyciągnij nas! Nie wiem, jak tego dokonałam, ale położyłam żerdzie wzdłuż i po nich wychodzili wszyscy kolejno na brzeg, a ja przeprawiałam się po nich i wyciągałam pozostawione buty. Nie dało się inaczej wyjść, jak tylko wyciągając stopy z butów i czołgając się boso po żerdziach do brzegu. Błoto wciągało...
Powrót z pól całej umorusanej bandy był smutny i żałosny. Nie czuliśmy się wcale bohaterami. Raczej każdy z nas myślał o solidnym laniu, które nas czekało w domu... Strasznie się baliśmy. Wcale nie mieliśmy ochoty pokazywać się z takim stanie w domu. Ale dokąd mieliśmy pójść? Trudno, weszliśmy do domu. Jak można było się spodziewać, mama załamała ręce na nasz widok... Nigdy jednak nie zapomnę tego, co wydarzyło się dalej. Nie było lania. Nie było żadnego napomnienia czy wyrzutu w stylu: a nie mówiłam? Mama wyciągnęła balię, ściągnęła z nas brudne ubrania i zaczęła nas myć. A brudne ubrania leżały i czekały... Kiedy byliśmy już wyszorowani, mama pokazała nam, jak powinniśmy wyczyścić nasze ubrania. Żmudna i nieprzyjemna praca to była. Ale dobitnie nam uświadomiła, jakiego "bohaterskiego" czynu dokonaliśmy i co tak naprawdę osiągnęliśmy, szukając wolności...
Pewnie ciekawi was, co stało się z kolegami, którzy byli z nami? Ich lanie nie ominęło. Natomiast całe pranie zrobiła za nich matka. Niestety, niczego ich to nie nauczyło. Kiedy dorośli, wpadli w jeszcze większe bagno. Tylko tym razem nie dało się tego tak łatwo wyprać... Nie dało się wypłukać nikotyny, alkoholu... Nie było łatwo żyć z niechcianą ciążą... Nie wszystkie brudy życia schodzą tak łatwo, jak błoto...
Pamiętacie ten tekst:

"Niech złoczyńcy nadal źle czynią, rozpustnicy niech nadal pławią się w rozpuście; sprawiedliwy niech zaś będzie jeszcze sprawiedliwszym, a święty jeszcze bardziej świętym."
Apokalipsa 22:11 BWP).


Mówi on o trwaniu w Bogu, kiedy wszystko będzie się sprzysięgać przeciwko nam. Mówi o unikaniu błota, bo nadejdą czasy, kiedy woda będzie towarem deficytowym i trudno będzie wyprać wszystko.
Mówi, jak trudno jest odwrócić się od złego ludziom, którzy nie oddali swoich ubrań do wyprania w krwi Jezusa, tylko liczyli, że poradzą sobie sami, że tym razem się uda, bo nie odczuli konsekwencji.
Nasi rodzice polecili nam wyprać ubrania własnoręcznie, bo wiedzieli, że takie konsekwencje jesteśmy w stanie unieść. Ale co z prawdziwym życiowym błotem, które nas wciąga? Bóg jest lepszy niż nasi rodzice. Nie daje nam lania, nie robi nam wyrzutów. Ściąga z nas nasze brudne ubrania, myje nas i daje nam nowe, czyste ubrania. Nasze stare ubrania wrzuca w głębokości morza i nigdy ich stamtąd nie wyciąga. Uczy nas, że nie musimy padać sami pod ciężarem konsekwencji, że On nam będzie pomagał i pokaże, jak więcej się nie brudzić.

Bóg zapłacił najwyższą cenę, abyśmy mogli być czyści. Doceń to.

wtorek, 12 października 2010

Z nich zaś największa jest miłość.

Najlepsza inwestycja w wnętrze, najtrwalszy dar duchowy, największa siła oddziaływania, najsilniejszy mechanizm hamujący przed złymi decyzjami, najpotężniejsza cecha Boga i najcenniejszy prezent dla ludzkości, który nie może być zatrzymany tylko dla siebie…

„Nie jest jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie.”

I Kor.13,8 BT

Im więcej się dowiaduję o miłości, tym mocniej uświadamiam sobie, jak bardzo mi jej brakuje. Czy i ty tak odczuwasz? Jeżeli tak, módl się wraz ze mną. Napisałam te słowa na podstawie Hymnu do miłości apostoła Pawła.

Proszę o miłość, która…
Jest cierpliwa, zwłaszcza wtedy, gdy sprawy zdają się iść nie po mojej myśli;
• Jest łaskawa/dobrotliwa, nie stawia wygórowanych wymagań i nie rozlicza drugiego z każdego błędu;
Nie zazdrości drugiej osobie jej zdolności czy osiągnięć, a także innym, że mają lepsze relacje albo znaleźli ciekawszą osobę;
Nie szuka poklasku, nie robi dobrych rzeczy po to, aby inni ją widzieli i podziwiali;
Nie unosi się pychą, nie wzbija się na chmurze swoich osiągnięć czy cech i nie czuje się przez to lepsza od innych;
Nie dopuszcza się bezwstydu, nie prowokuje sytuacji, w których moralność byłaby zagrożona;
Nie szuka swego, nie koncentruje się tylko na własnych odczuciach i potrzebach, na własnych wyobrażeniach i ambicjach, na własnym wizerunku, ale przede wszystkim szuka najlepszego porozumienia z drugą osobą;
Nie unosi się gniewem, nie traci panowania nad sobą w trudnych momentach, poddaje emocje pod kontrolę Bogu;
Nie pamięta złego, nie wypomina dawnych błędów, nie koncentruje się na słabościach i negatywach, ale na dobrych cechach drugiej osoby;
Nie cieszy się z niesprawiedliwości, nie wyśmiewa drugiego, gdy potknie mu się noga, nie mówi: „A nie mówiłam?”
Współweseli się z prawdą, cieszy się, gdy prawda wyjdzie na jaw, kiedy zwycięża dobro i szczerość;
Wszystko znosi, nie porzuca drugiego, gdy pojawiają się problemy, ale stoi przy nim i wspiera go;
Wszystkiemu wierzy, nie doszukuje się ukrytych znaczeń, nie podejrzewa o niecne zamiary, stara się widzieć człowieka zawsze w pozytywnym świetle;
We wszystkim pokłada nadzieję, wierzy, że każda, choćby najmniejsza pozytywna cecha może się rozwinąć w coś wspaniałego, gdy zaistnieją warunki do rozwoju;
Wszystko przetrzyma, ma świadomość celu i nie rezygnuje z niego, nawet gdy okoliczności sprawiają, że ciężko jest go widzieć;
Nigdy nie ustaje, nie robi sobie przerwy, nie wycofuje się, nie pozostawia w połowie drogi.

Miłość jest świadomą decyzją, nie chwilowym uniesieniem emocjonalnym. Jest deklaracją na dobre i na złe, na czasy pogodne i smutne, na okresy silne i słabsze.

„Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy; z nich zaś największa jest miłość.”

I Kor.13,13 BT

Związki i relacje, czyli między teorią a praktyką

Początki relacji wyglądają zawsze tak samo… Poznajemy nową osobę. W pierwszym momencie wydaje się nam bardziej interesująca, niż pozostali. Dalsze próby nawiązania znajomości utwierdzają nas w przekonaniu, że to osoba wyjątkowa, o szczególnie wartościowych cechach, które wybitnie nam odpowiadają, a serce podpowiada żarliwie, że przy tej osobie bije najmocniej… Decydujemy się pogłębiać tę znajomość bliżej, pojawia się uczucie. I co dalej?...
Dalej… Sami wiemy. Entuzjazmu starcza może na dwa miesiące. Potem przychodzi szarość życia, rutyna, odzywa się wrodzone lenistwo i dążenia do własnej wygody. I tak jakoś już mniej chęci jest, niż na początku, by podtrzymywać kontakt, a podjęło się jakieś zobowiązania. Człowiek przywołuje na myśl wszelkie swoje wpajane przez lata teorie o związku i relacjach, ale okazuje się, że mimo najszczerszych chęci teorie nie potrafią czynić cudów…
Ta sytuacja odnosi się nie tylko do relacji międzyludzkich. Podobne reakcje możemy zaobserwować w naszych relacjach z Bogiem. Wtedy też się przekonujemy, że pierwsze zauroczenie szybko mija i potem już tylko wyrzuty sumienia podpowiadają, że coś jest nie tak. Odwołujemy się do całej naszej wiedzy o Bogu i liczymy, że wywoła to w nas dawny entuzjazm. Ale wiedza nie pomaga, bowiem sama w sobie nie ma mocy do zmiany…
Tak to już w życiu jest, że pobożne teorie rzadko działają w danym momencie. Możemy wiedzieć nieograniczenie dużo, a i tak w życiu popełniamy błędy, bo nas coś zaskoczy. Albowiem w danym momencie liczy się to, co zrobisz, nie to, co wiesz, jak to powinieneś zrobić.
Czy myślałeś kiedyś o tym, że poleganie na wiedzy i swoim sposobie myślenia, czy nawet na wypracowanych przez siebie zasadach to wciąż poleganie na sobie, nie na Bogu?...

W książce „Umysł, charakter, osobowość” znajdujemy ciekawe myśli odnośnie powyższego. Ellen White pisze, że ludzie mają odbywać służbę dla Boga w sposób niezgodny z ich wrodzonymi skłonnościami.
I dalej rozwija temat:

„Żadna nauka nie może się równać z taką, która rozwija w życiu ucznia charakter Boży. Ci, którzy stają się naśladowcami Chrystusa, dochodzą do przekonania, że rodzą się nowe motywy działania, powstają nowe myśli i w rezultacie tego muszą pojawić się nowe działania. Ale to wszystko razem może doprowadzić do postępu jedynie poprzez walkę, bowiem istnieje wróg, który przeciwstawia się im zawsze, podsuwając pokusy, aby doprowadzić duszę do zwątpienia i grzechu. Istnieją wrodzone i kultywowane skłonności do złego, które muszą zostać przezwyciężone. Apetyt i namiętność muszą być poddane kontroli Ducha Świętego. Walka nie kończy się po tej stronie wieczności. Ale chociaż mamy do czynienia ze stałą walką, czekają także wspaniałe zwycięstwa do odniesienia, a zwycięstwo nad własnym ja i grzechem ma taką wartość, jakiej nie jest w stanie ocenić w pełni nasz umysł.”

Umysł, charakter, osobowość, s.15


Kiedy czujesz, że wszystkie Twoje teorie zawiodły, wiedz, że jedyną słuszną i niezawodnie działającą teorią jest ta, że Bóg się nie zmienia, ale może zmienić nas i nasze wrodzone nawyki, jeśli Go tylko poprosimy. Z Bogiem dostajemy siłę do przełamywania się każdego dnia i nawet najbardziej uciążliwe sprawy stają się nagle przyjemnością.

sobota, 7 sierpnia 2010

Liczy się człowiek



"A On, obróciwszy się, zgromił ich i rzekł: Nie wiecie, jakiego ducha jesteście. Albowiem Syn Człowieczy nie przyszedł zatracać dusze ludzkie, ale je zachować."
Łuk.9,55.56


Czy zdarzyło ci się kiedykolwiek walczyć uparcie z ludźmi o przeforsowanie własnych poglądów, pomysłów, wizji na sprawy i napotkać na niechęć, a nawet zdecydowany opór? Czułeś, że masz rację w tym, że twoje postrzeganie jest słuszne i że tylko upór i przekora drugiego człowieka nie pozwala na zrealizowanie twoich planów. I co wtedy zrobić? Szarpać się dalej? Knuć perfidną intelektualną zemstę? Obrazić się? Wzgardzić jako mniej rozumnym? Głupie myślenie, prawda?
A jednak, jako ludzie przesiąknięci egoizmem, nieraz reagujemy w taki sposób. I to nie tylko w dyskusjach teologicznych, ale w wielu różnych życiowych sprawach, o których jesteśmy przekonani, że są słuszne. Było to tematem moich rozmyślań wczoraj i dzisiaj rano. I właśnie wczoraj wieczorem wyszukałam książkę Jima Hohnbergera "Liczy się człowiek". Czytałam ją jakiś czas temu, ale z takim butnym nastawieniem, że ja to przecież wiem, to powinien przeczytać mój kolega, dla którego ludzie się raczej mniej liczyli, bardziej to, co on uważa za słuszne. Wczoraj doszło do mnie, że tej książki potrzebuję przede wszystkim ja...

Autor w pierwszym rozdziale stawia następujące pytania:
Co zrobiłbyś z Aaronem, który pod nieobecność Mojżesza uczynił złoty posąg cielca i wpędził naród w bałwochwalstwo? Bóg uczynił go najwyższym kapłanem...

Co zrobiłbyś z Dawidem, który nie tylko popełnił cudzołóstwo, ale i zabił człowieka, by je zatuszować? Po naganie i pokucie wywiódł z jego rodu Mesjasza...

Co uczyniłbyś z pewnym siebie Piotrem, który odciął ucho sługi arcykapłana mieczem? I który tej samej nocy zaparł się Jezusa...
-Szymonie, synu Jana, miłujesz mnie tak szczerze, wiernie i na śmierć?
-Panie, Ty wiesz, że cię zawiodłem. Wiesz, że nie potrafię jeszcze kochać taką pełną miłością. Ty wiesz wszystko.
-Wiem, Piotrze. Paś owieczki moje.

A jak postąpiłbyś z Saulem, zanim stał się Pawłem? Czy tak, jak Chrystus, który przemienił go w największego ewangelistę, jaki chodził po ziemi?

Sposób traktowania ludzi, mówi dalej autor, którzy się z nami nie zgadzają, objawia, jakiego ducha posiadamy. Duch niszczenia czy to jakiejś osoby, systemu czy poselstwa - nie pochodzi od Boga. Jeżeli kiedykolwiek mamy być gotowi, by wejść do Królestwa Bożego lub by Bóg wykorzystał nas w celu ratowania innych, powinniśmy pozwolić Mu na zrównoważenie naszej postawy. Tylko wówczas, gdy inni widzą, że kochamy ich bezwarunkowo i jesteśmy gotowi im służyć, ewangelia naprawdę będzie miała zbawczą moc w naszym życiu.

Zachęcam wszystkich chętnych do zapoznania się z tą książką z nadzieją, że przez wpływ Jezusa i Jego przykład miłości do ludzi także i nasze podejście będzie przemienione.

środa, 4 sierpnia 2010

Nadzieja, która nie zawodzi



Nadzieja jest jedną z najwspanialszych cnót. Paweł mówi:
"Teraz więc pozostaje wiara, nadzieja, miłość" (I Kor.13,13). Nadzieja sprawia, że dzieją się wielkie rzeczy, nawet wtedy, kiedy wszystko wydaje się stracone. Jeśli ktoś potrafi podtrzymać nadzieję, to przez wiarę i miłość potrafi dokonać wiele. Jednak Bóg pragnie, byśmy mieli nadzieję określonego rodzaju, mianowicie taką, która "nie zawodzi" (Rzym.5,5), opartą na Bożej miłości do nas.
Biblia mówi także o innego rodzaju nadziei. Jest to nadzieja, która sprawia sercu ból.

"Przewlekłe oczekiwanie sprawia sercu ból, lecz życzenie spełnione jest drzewem życia."
Przyp.13,12


Innymi słowy, nadzieja, która nigdy się nie spełnia, nie daje życia, czyni nas chorymi i pogrąża w beznadziejności. Jest to kwintesencja depresji i rezygnacji. Kiedy wciąż mamy nadzieję, a mimo to nic się nie dzieje i czujemy, iż nie ma sensu dalej żywić nadziei, wówczas ogarnia nas rozpacz.

Jak te fakty mają się do związków? Najczęściej zastanawiamy się, kiedy możemy mieć nadzieję, że osoba, na której nam zależy, zmieni się. Jak powiedzieliśmy, nadzieja musi być oparta na rzeczywistości. Nadzieja, która nas nie zawiedzie, musi być ugruntowana na czymś więcej niż naiwnych życzeniach. Musi być ugruntowana na czymś więcej niż pragnieniu, by osoba czy sytuacja się zmieniły. Muszą istnieć powody, by wierzyć, że zmiana jest możliwa.

1. Szaleństwem jest robienie ciągle tych samych rzeczy w nadziei na zmianę.
2. Jeśli warunki nie uległy zmianie, związek w przyszłości będzie prawdopodobnie taki sam, jak w przeszłości.


Najlepsza nadzieja powinna być związana z Bożym procesem twojego osobistego rozwoju i kształtowania właściwych cech charakteru. Im bardziej jesteś człowiekiem światłości, w tym większym stopniu będziesz w stanie rozpoznać ludzi, co do których warto mieć nadzieję.

"A nadzieja nie zawodzi, bo miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który nam jest dany."
Rzym.5,5


_________________________________________

Więcej praktycznych rad i wskazówek odnośnie nadziei na zmiany w związku, a także nadziei na coś więcej ze strony danej osoby znajdziecie w książce "Granice w randkowaniu" w rozdziale "Pożegnaj fałszywą nadzieję", s.201.

sobota, 31 lipca 2010

Granice w randkowaniu



Witam ponownie po dłuższej przerwie, spowodowanej wakacyjnymi wyjazdami :) temat, który tym razem poruszę, myślę, że spodoba się większości z was, no i tym razem nie jest sięgnięciem do szlachetnych teorii, ale tematem, który i mnie dotyczy ;)
Dzisiejszego sobotniego popołudnia sięgnęłam po "Granice w randkowaniu", książkę, którą czytałam już dawno temu, wtedy jednak bez głębszej analizy. Jednak tym razem już wstęp mnie zastanowił. Na samym początku pojawiają się pytania ludzi, którzy pytają, czy randkowanie jest zgodne z Biblią. Jak się okazuje, to nie jest wcale dziwne pytanie. Wielu wierzących ludzi zmaga się z wątpliwościami, czy chodzenie z drugą osobą jest zgodne z Bożymi zasadami.
Autor książki, odpowiadając na powyższe pytanie, mówi tak:
Biblijne stanowisko w kwestii randkowania polega na tym, by w randkowaniu, jak we wszystkich sprawach, zachować właściwy, święty sposób postępowania. Bóg wychowuje ludzi przez więzi tworzące się podczas randkowania, podobnie jak wychowuje ich podczas innych sytuacji życiowych. Nie chodzi o to, czy należy randkować, czy nie. Należy raczej zapytać:
-Kim jesteś w swoim randkowaniu i kim stajesz się uczestnicząc w randkach?
-Jaki jest efekt twojego randkowania dla ciebie i dla osoby, z którą się spotykasz?
-Jak traktujesz tę osobę?
-Czego uczysz się randkując?


Na miejscu jest tu trafna rada apostoła Pawła skierowana do Kolosan:



"Jeżeli umarliście już z Chrystusem i zostaliście wyzwoleni z mocy duchowych tego świata, to dlaczego tak jakbyście nadal żyli na tym świecie pozwalacie sobie znów narzucać nakazy w rodzaju: Nie bierz tego! Nie próbuj tamtego! Nie dotykaj jeszcze czegoś innego! A ciągle chodzi przecież o rzeczy, które wskutek spożycia ulegną zniszczeniu. Takie więc wskazania zrodziły się z zaleceń i nauk czysto ludzkich. Są one wyrazem tylko pozornej mądrości, mądrości pielęgnującej pomysły czysto ludzkie, poniżającej człowieka, nie oszczędzającej ciała i nie okazującej żadnego zrozumienia dla jego cielesności."
Kol.2,20-23 BWP


Jak powiada Paweł, unikanie pewnych spraw, w których istnieje potencjalna możliwość popełnienia nadużyć, nie jest wyjściem z podstawowego problemu braku dojrzałości, będącego problemem wewnętrznym, a nie zewnętrznym. Możliwe, że jesteś niedojrzałą osobą, niezdolną do randkowania, zatem z tego rezygnujesz. Jednak, jeśli nie zrobisz nic, żeby dojrzeć, pozostaniesz osobą niedojrzałą i wniesiesz tę niedojrzałość do swojego małżeństwa.

Mam nadzieję, że te myśli pomogą tym osobom, które podobnie jak ja kiedyś, bały się zaryzykować, żeby nie popełnić błędu czy nadużycia. Niech Bóg was błogosławi w waszych relacjach z innymi ludźmi.
______________________________________________________
opracowano na podstawie książki "Granice w randkowaniu" H. Cloud, J. Townsend, wyd. Znaki Czasu, Warszawa 2006.

piątek, 9 lipca 2010

O prawdziwym nabożeństwie.



"Powiedział też Pan: Ponieważ lud ten zbliża się do Mnie tylko słowami, ponieważ czci Mnie tylko wargami, sercem zaś jest daleko ode Mnie, ponieważ czci Mnie tylko z ludzkiego nakazu i według ludzkich pouczeń..."

Iz.29,13 BWP


Znalazłam dzisiaj taki fragment w książce "Umysł, charakter, osobowość" E. White i pomyślałam, że może być godny uwagi dla osób różnych denominacji religijnych, które zajmują się organizowaniem nabożeństw.


"Niektórzy nie są zadowoleni ze zgromadzenia, gdy nie jest ono pełne emocji i nie daje poczucia szczęścia. Działają oni w tej intencji i powodują wzrost poczucia podniecenia. Ale wpływ takiego zgromadzenia jest żaden i nie przynosi pożytku. Gdy uczucie szczęścia mija, upadają niżej, niż to było przed zgromadzeniem, ponieważ ich zadowolenie nie pochodziło z właściwego źródła. Najbardziej korzystnymi zgromadzeniami dla wzrostu duchowego są te, które charakteryzuje uroczyste i głębokie badanie serca, usiłowanie poznania samego siebie przez każdego i żarliwe, z głębokim uniżeniem, usiłowanie poznania Chrystusa."

"Umysł, charakter, osobowość" s.42


Pomyślmy, czy w różnych nabożeństwach, w których uczestniczymy, jest właśnie ten element refleksji, duchowego oczyszczenia i czy nasz umysł nie jest czasem uśpiony przez różne inne formy, występujące w nabożeństwie tak, że tylko chłoniemy bez zastanowienia.

Pamiętajmy też o słowach ostrzeżenia Chrystusa:


"Do królestwa niebieskiego wejdzie nie ten, kto mówi: Panie, Panie, lecz ten, kto czyni wolę Ojca Niebieskiego. Wielu będzie mówić dnia owego: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imię Twoje? Czyż nie w imię Twoje wyrzucaliśmy czarty? Czyż nie dokonaliśmy w imię Twoje wielu cudów? A wtedy powiem im otwarcie: Nigdy was nie znałem; odejdźcie ode Mnie, wy, którzy się dopuszczacie nieprawości."
Mat. 7,21-23 BWP


PS: Przepraszam za tak długą przerwę w pisaniu (wakacje ;). Nie obiecuję, że się poprawię, bo w najbliższych tygodniach wyjeżdżam na camp do Zatonia :) do zobaczenia zatem z tymi, którzy będą :)

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Droga do Chrystusa.



Czy pamiętasz, jak pierwszy raz uczyłeś się prowadzić samochód? Trzeba było na bieżąco kontrolować wiele różnych rzeczy, prawda? Prędkościomierz, wskaźnik poziomu paliwa, lusterko wsteczne, drogę przed sobą, znaki drogowe wzdłuż trasy i inne pojazdy na drodze. No i trzeba było jeszcze słuchać poleceń instruktora, które ten starał ci się przekazać. Jedna rzecz jest pewna: nie wystarczy zdobyć prawo jazdy, aby jeździć bezpiecznie. Jeśli będziesz zaabsorbowany widokami, innymi pojazdami na drodze lub kontrolkami na desce rozdzielczej, to nie minie wiele czasu, a znajdziesz się poza drogą. Jeśli będziesz przeglądał się w lusterku wstecznym i skupisz uwagę na sobie, zamiast na kierunku jazdy, to będziesz miał poważne kłopoty.


Bywa, że gdy stajemy się chrześcijanami, nasze problemy podobne są do tych, które mają początkujący kierowcy. Zajmujemy się mechanizmami chrześcijańskiego życia. Coraz przyglądamy się sobie, aby zobaczyć, jak nam idzie. Patrzymy na innych ludzi, aby zobaczyć, jak oni postępują. Mijające nas widoki - przyjemności, jakich doświadczamy lub próby, jakie przechodzimy w naszym życiu - odwracają naszą uwagę. Nie mija wiele czasu i stwierdzamy, że wylądowaliśmy w rowie, w takim duchowym rowie. Prawo jest takie, że jeśli odwracamy wzrok od Chrystusa i skupiamy się na czymś innym, to schodzimy na manowce.

"Gdy nasze myśli koncentrujemy na sobie, odwracamy się od Chrystusa, źródła siły i życia. Dlatego też szatan wciąż stara się odciągnąć naszą uwagę od Zbawiciela i w ten sposób uniemożliwić harmonię i wspólnotę człowieka z Jezusem."

E. White, Droga do Chrystusa, s.58


Są dwa rodzaje trwania w Jezusie: codzienna społeczność z Jezusem i poleganie na Nim krok po kroku. Gdy odwracamy nasz wzrok od Chrystusa, to przerwana zostaje nasza zależność od Niego, a nie codzienna społeczność. Gdy upadamy i grzeszymy, musimy przyjść do Chrystusa po skruchę i przebaczenie.
Pamiętajmy, że o naszym wiecznym przeznaczeniu nie przesądza chwilowa pomyłka. "Jeżeli ktoś, kto codziennie obcuje z Bogiem [trwała, codzienna społeczność], zboczy ze ścieżki, na moment odwracając swój wzrok od Chrystusa [zależność krok po kroku], to nie oznacza, że grzeszy z premedytacją, bo gdy widzi swój błąd, ponownie zwraca się ku Chrystusowi i kieruje swój wzrok na Niego. Fakt, że popełnił błąd, nie czyni go mniej drogim dla serca Bożego (E. White, Review and Herald, 12 V 1896).

"Każdy, kto trwa w Nim, nie grzeszy."
I Jana 3,6 BWP


Zwróćmy swój wzrok na Jezusa, a wtedy nasze drogi życia będą bezpieczne.

_______________________________________________
opracowano na podstawie książki "95 tez o usprawiedliwieniu z wiary" M. Vendena.

niedziela, 20 czerwca 2010

O wierze i uczynkach.

Temat, który ostatnio napotykam niemal we wszystkich książkach, jakie wpadną mi w ręce. Nawet w mojej pracy magisterskiej musiałam objaśniać pojęcie "Werkgerechtigkeit" (usprawiedliwienie z uczynków) w ekskursie o Lutrze. Nadal czytam "95 tez" Vendena i odkrywam tam rzeczy, o których nie słyszałam nigdy tak dobitnie. Natrafiłam też na książkę Ellen White, a właściwie kompilację jej różnych wypowiedzi, artykułów, kazań i wykładów zgromadzonych przez Towarzystwo E. White, dotyczących zagadnienia usprawiedliwienia z wiary, uczynków i uświęcenia.

W nawiązaniu do pewnej rozmowy o doskonałości i uświęceniu, przesyłam cytat z tejże książki.

"Gdy ludzie nauczą się, że nie mogą uzyskać sprawiedliwości poprzez wartość własnych uczynków i zaczną spoglądać ze stanowczym i całkowitym spoleganiem na Jezusa Chrystusa jako swą jedyną nadzieję, to wówczas nie będzie tak wiele własnego "ja" i tak mało Jezusa. Dusze i ciała są zbezczeszczone i zbrukane przez grzech, serce pozostaje w oddzieleniu od Boga, a mimo to wielu zmaga się w swych ograniczonych możliwościach, by zdobyć zbawienie przez dobre uczynki. Myślą, że Jezus wykona pewną część zbawienia, a oni muszą wykonać resztę. Muszą oni przez wiarę ujrzeć sprawiedliwość Chrystusa jako swoją jedyną nadzieję na życie doczesne i wieczne."

E. White, Wiara i uczynki, s.27


Książka została wydana przez wydawnictwo Orion Plus przy Fundacji Źródła Życia w 2005 roku. Nie wiem, czy jest jeszcze dostępna, ale warto zapytać.

czwartek, 17 czerwca 2010

O posłuszeństwie c.d.

Ten cytat prawdopodobnie pojawił się już tutaj, ale tym razem w innym temacie.

"Wszelkie prawdziwe posłuszeństwo wypływa z serca, ponieważ to właśnie serce współdziała z Chrystusem. A gdy już zaangażujemy nasze serca, Chrystus utożsami siebie z naszymi myślami i celami. Jego wola połączy nasze serca i umysły w taki sposób, że przy jej wypełnianiu będziemy jednocześnie realizowali nasze własne zamiary. Wola nasza, uszlachetniona i uświęcona, odczuje rozkosz służby dla Niego. Gdy zgodnie z naszym przywilejem poznania Boga poznamy Go wreszcie, życie nasze stanie się pasmem nieustannego posłuszeństwa. Przez poznanie charakteru Chrystusa, przez wspólnotę z Bogiem osiągniemy stan, w którym całkowicie znienawidzimy grzech."

Życie Jezusa, s.480


Pomyśl, czy grzech jest dla ciebie obrzydliwy? Czy też czasami jest atrakcyjny? Jeżeli postrzegasz grzech jako coś atrakcyjnego, a nie obrzydliwego, to co jest nie tak? Nie masz jeszcze prawdziwego upodobania w charakterze Chrystusa. Potrzebujesz społeczności z Bogiem.
Gdy zapoznamy się z Bogiem tak, jak jest to naszym przywilejem, to posłuszeństwo będzie dla nas czymś naturalnym, spontanicznym i odruchowym! Gdy podejmiemy wysiłek, aby utrzymywać społeczność z Bogiem, to z całą pewnością pojawi się posłuszeństwo.

Czyż to nie dobra nowina? :)

____________________________________________
opracowano na podstawie książki "95 tez o usprawiedliwieniu z wiary" Morrisa Vendena.

środa, 16 czerwca 2010

O posłuszeństwie.

"Jeśli poddasz się Jemu, Ten, który rozpoczął w tobie dobre dzieło, doprowadzi je aż do dnia Jezusa Chrystusa."


Posłuszeństwo jest darem, ponieważ wiara jest darem.
Posłuszeństwo jest darem ze względu na naturę ludzkości.
Posłuszeństwo jest darem, ponieważ poddanie jest darem.
Posłuszeństwo jest darem z powodu Bożego panowania.
Posłuszeństwo jest darem ze względu na odpoczynek sobotni.
Posłuszeństwo jest darem, ponieważ skrucha jest darem.
Posłuszeństwo jest darem, ponieważ owoc jest darem.
Posłuszeństwo jest darem ze względu na przykład Jezusa.


"Bóg pragnie, byśmy panowali nad sobą. Jednak nie może nam pomóc bez naszego przyzwolenia i współdziałania z naszej strony. Duch Święty działa poprzez moce i zdolności dane człowiekowi. Sami z siebie nie jesteśmy w stanie doprowadzić naszych dążeń, pragnień i skłonności do zgodności z wolą Bożą, ale jeśli jesteśmy gotowi chcieć to uczynić, wówczas Zbawiciel dokona tego dla nas, "unicestwiając złe zamysły i wszelką pychę, podnoszącą się przeciw poznaniu Boga" i zmuszając "wszelką myśl do poddania się w posłuszeństwo Chrystusowi" (II Kor. 10,4-5)."

E. White, Działalność apostołów, s.266

poniedziałek, 7 czerwca 2010

Zapytaj tych...



Pytam znów, kto da mi wolność
pocieszy i wypełni tę pustkę?...


Dlaczego, dlaczego… O co w tym wszystkich chodzi? Dlaczego wszystko jest takie bez sensu? Co ja mam ze sobą zrobić?! Znam tyle osób, które mają wszystko, żyją długo i szczęśliwie, a moje życie to koszmar. Gdzie jest sprawiedliwość? Boże, jeżeli w ogóle jesteś, to powiedz mi, co mam teraz zrobić?

Powiedz, czy jesteś
Powiedz, kim jesteś
Boże, pokaż mi drogę!
Oddal niepokój
Rozprosz ciemności
I naucz mnie wiary!


Nie wiem, dlaczego ci to wszystko mówię. Ale wszystko mi jedno. Jeżeli istnieje coś, co może zmienić to bezsensowne życie, to jestem gotowy nawet umrzeć w tym momencie, żeby to zdobyć.

Jeśli chcesz poznać Go, zapytaj tych, co go znają...


Myślisz, że jeżeli spotkam Boga, to skończą się wszystkie moje problemy? Nie wierzę w takie bajki. Nie mam nadziei, że cokolwiek się zmieni. A ty mi mówisz, że Bóg mi może pomóc? Kim On w ogóle jest? Skąd się wziął?

Stwórca szedł jedną z naszych dróg
Bo ukochał ten świat.
W jego oczach miłość,
nawet dla tych, których nie ukochał nikt...


Nikt mnie nie kocha. Tak się składa, że wszyscy mną gardzą i maja za nic. Nie ma osoby, która mnie lubiła. Skąd możesz wiedzieć, że Bóg kocha kogoś takiego jak ja?

A On – polubił mnie
Nie pytał o nic, nie oceniał
Choć wiedział kim jestem
I jak traktują wszyscy mnie
Na przekór – polubił mnie.


On nie wie, co zrobiłem. Gdyby wiedział, nie kochałby mnie…

I na piasku pisał grzechy, lecz nie moje
Rzucił nieme potępienie, lecz nie dla mnie
Aż zabrakło wszystkich tych,
którzy chcieli zabić mnie
A On rzekł jedynie:" Idź i nie grzesz już!"

***

Gdy patrzyłam w Jego twarz
On zwrócił się i zobaczyłam, że
To Jego wzrok, te same oczy,
Jak kiedyś...



Potrzebuję takiego przebaczenia. Chcę, żeby mnie też podniósł…

A On wybaczył wszystkim im
Choć był niewinnie skazany
Zmęczonym głosem szepnął: "Ojcze,
Ty przebacz im..."

***

Lecz to był On, sam przyszedł gdy
usłyszał moje łkanie.
Uśmiechnął się i otarł łzy.
teraz wiem już, że...


On żyje… Żyje! Umarł, ale zmartwychwstał. To znaczy, że On tu jest! Choć go nie widzę, ale czuję i wiem. Boże, wiem, że tu jesteś dla mnie…

Kiedy spotkasz Go, odnajdziesz odpowiedzi
Jego cichy głos, bezpiecznie poprowadzi
To, co dręczy cię, przestanie mieć znaczenie
gdy On jest :)


Te dłonie, co były schronieniem
Co życie wracały i śmiech
Na zawsze zostaną te same
By mogły dziś podnieść i mnie

Nie zmieniło się nic,
Nie skończyła się moc
Nie zatrzymał się potok miłości
Taki sam jaki był
Taki nadal jest Pan
Taki będzie, gdy przyjdzie tu znów :)


***

Jeśli także czujesz, że zabijają cię pytania bez odpowiedzi, że tracisz kontrolę nad swoim życiem i masz wszystkiego dosyć, przyjdź i posłuchaj. To historia o kimś takim, jak ty.
Nie musisz walczyć z tym sam. Jest nadzieja.
Czekamy na ciebie.

Zespół All4Him

niedziela, 30 maja 2010

O prawdziwym poddaniu.



I może jeszcze coś o poddaniu. Dla mnie te myśli były naprawdę odkrywcze, zwłaszcza ostatnie.

Poddanie i wiara są ściśle ze sobą związane. Tylko wtedy, gdy ufamy Bogu i poddajemy Mu samych siebie, polegamy na Nim zamiast na sobie. Przez poddanie się Bogu, pozwalamy Mu na kontrolowanie naszego życia. A wtedy On może według upodobania sprawić w nas chcenie i wykonanie.

Pracowanie nad porzuceniem grzechów może uniemożliwić nam rezygnację z polegania na sobie.

Dla diabła nie stanowi żadnej różnicy to, czy człowiek jest zgubiony wewnątrz Kościoła czy poza Kościołem. I jedną z dróg okrężnych, jakimi prowadzi nas w naszym życiu, jest powstrzymywanie nas od prawdziwego poddania się przez skłanianie nas do rozprawienia się z naszymi grzechami i podejmowanie usilnych starań, aby prowadzić dobre życie.
Pracowanie nad porzuceniem grzechów jest ślepą uliczką niezależnie od tego, czy jesteś silnym, czy słabym człowiekiem. Jeżeli jesteś silny, to twoje dobre zachowanie może stać się barierą między Tobą a Zbawicielem. Jeżeli jesteś słaby, to możesz tak się zniechęcić i tak być przytłoczonym swoimi niepowodzeniami, że całkowicie poddasz się rezygnacji.

"Nie powinniśmy wpatrywać się w samych siebie. Im więcej zastanawiamy się nad naszymi niedoskonałościami, tym mniej mamy siły, aby je pokonać."
E. White


Prawdopodobnie jedną z najtrudniejszych prawd do przyjęcia w kwestii poddania się jest to, że nie możemy tego dokonać sami.
Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, jak uporać się z jakimś grzechem w swoim życiu, a ktoś mówił ci, że wszystko co musisz uczynić, to po prostu porzucić ten grzech? Dlatego próbujesz go porzucić. Wypowiadasz określone słowa: "Zrywam z moją nieuczciwością" albo: "Porzucam moje złe myśli". Modlisz się tymi słowami. Zauważasz jednak, ze nieuczciwość i złe myśli wciąż są w twoim życiu.

"Bywa tak, że usta mówią o ubóstwie ducha, a serce się do tego nie przyznaje. Możemy opowiadać Bogu o naszej nikczemności i nędzy, a serce pełne pychy i zarozumiałości chełpić się będzie swą jakoby wielką pokorą i sprawiedliwością. Prawdziwe rozpoznanie własnego ja można uzyskać tylko w jeden sposób: trzeba spoglądać na Chrystusa."

E. White "Przypowieści Chrystusa"


Pismo Święte przyrównuje doświadczenie poddania do ukrzyżowania.

Nikt nie potrafi ukrzyżować sam siebie ani sprawić u siebie poddania. Musi to uczynić dla nas ktoś inny.

Gdy dokonamy wyboru i zdecydujemy się na codzienne spędzanie czasu na wpatrywaniu się w Chrystusa, gdy zaprosimy Go do wykonania Jego dzieła w naszym życiu, wtedy Chrystus będzie nas prowadził krok po kroku do poddania się. Poddanie się jest możliwe tylko wtedy, gdy Jezus doprowadzi nas do tego.

Poddanie woli jest poddaniem mocy wyboru, ale korzystamy z mocy wyboru, aby poddać naszą wolę. W poddaniu rezygnujemy z mocy wyboru w kwestii naszego zachowania, ale zachowujemy moc wyboru w kwestii utrzymywania więzi.

Jedynym zamierzonym wysiłkiem w życiu chrześcijanina jest poszukiwanie Boga. Spontaniczny wysiłek względem innych spraw będzie tego następstwem.

Wzrastający chrześcijanie doświadczają zmiennego poddania. Czasami polegają na Bogu, czasami polegają na sobie.

Jeżeli ten, kto codziennie ma społeczność z Bogiem, zbacza z drogi, jeżeli na moment odwróci wzrok i nie wpatruje się gorliwie w Jezusa, to dzieje się tak nie dlatego, że grzeszy rozmyślnie, z premedytacją, bo gdy widzi swój błąd, ponownie zwraca swój wzrok na Jezusa, a to, że zgrzeszył nie czyni go mniej drogim dla serca Bożego.
E. White

O wierze i zaufaniu.



Kolejne rozdziały książki i kolejne ciekawe myśli.

Najlepszą definicją wiary jest ufność. Wiara to poleganie na kimś innym.

"Wiara zawiera nie tylko przekonanie, ale i zaufanie".
E. White "Wybrane poselstwa"


Jednak zaufanie pokładane w Bogu nie jest skokiem w ciemność. Zbawca daje nam wystarczająco dużo dowodów, na których możemy oprzeć nasze zaufanie do Niego.
Aby komuś zaufać, muszą być spełnione tylko dwa warunki. Po pierwsze, musisz znaleźć kogoś, kto jest godny zaufania. Po drugie, musisz poznać tę osobę.

Poznanie Boga powoduje zaufanie do Niego. Jeżeli Go nie znasz, nie będziesz Mu ufał. Jeżeli nie ufasz Bogu, dajesz tym dowód, że Go nie znasz.


"Staczaj dobry bój wiary" (I Tm 6,12) W jaki sposób toczymy dobry bój wiary? Podejmując konieczny wysiłek, mający na celu poznanie Boga tak, abyśmy Mu zaufali.

Pozytywne myślenie nie powoduje prawdziwej wiary, ale wiara zrodzi pozytywne myślenie.


We współczesnym świecie i w Kościele popularna jest pseudo-wiara, która wcale nie jest wiarą, lecz pozytywnym myśleniem. Według jej zwolenników wiara to przeświadczenie, że jeśli czegoś pragniesz, to się to stanie; że jeśli znajdziesz w Piśmie Świętym cokolwiek, co wygląda na obietnicę, to możesz uznać, że ta obietnica spełni się w twoim przypadku. Jednak Pismo Święte nie mówi, że każda obietnica jest przeznaczona dla nas w tym czasie i w takich okolicznościach. Człowiek mający prawdziwą wiarę wciąż ufa Bogu, nawet jeśli sprawy nie układają się po jego myśli.
Obietnice duchowe, tzn. dotyczące przebaczenia grzechu, daru Ducha Świętego lub mocy do wykonania Bożego dzieła, są zawsze dostępne. Jednak obietnice dotyczące błogosławieństw doczesnych, nawet naszego życia, czasami są spełniane, a czasami ich spełnienie zostaje wstrzymane, w zależności od tego, co jest najlepsze w Bożej ocenie danej sytuacji.

sobota, 29 maja 2010

O grzechu i grzesznej naturze człowieka.



Parę dni temu miałam dyskusję z kolegą na temat grzesznej ludzkiej natury. Powodem dyskusji była sytuacja z pijanym profesorem, któremu pomagałam wstać. Wyraziłam wtedy oburzenie, jak osoba na takim stanowisku może się tak zachowywać. On stwierdził, że ludzie są z natury źli, postępują według własnych pożądliwości, które ich upadlają i tylko interwencja Boga może to zmienić.
Zaczęłam się zastanawiać nad tym tokiem rozumowania, jego i swoim, bo może faktycznie dziwienie się i oburzanie na zachowanie pijaka jest nie na miejscu, bo skoro człowiek jest z natury zły, to jak ma inaczej postępować? A może takie postawienie sprawy to przykład fatalizmu i pogodzenie się ze złem, zamiast podjęcia wysiłków na rzecz zauważania i pielęgnowania dobra?

Dyskutować można by pewnie na różne sposoby, skłoniło mnie to do poszukiwania wiedzy na temat istoty grzechu. Temat grzechu rozjaśnił mi kolejny dział książki "95 tez". Niestety, niekwestionowaną prawdą jest, że urodziliśmy się grzeszni. Nasz problem grzechu rozpoczął się w momencie narodzenia, ponieważ urodziliśmy się w oddzieleniu od Boga. Nawet małe dziecko jest już egoistą, ponieważ koncentruje wszystkich dookoła na własnych potrzebach.

Nasze dotychczasowe studium na temat sprawiedliwości można podsumować następująco: sprawiedliwość rodzi się przez więź z Jezusem. Sprawiedliwość nie opiera się na postępowaniu. Jeżeli jest to prawdą, to także grzech musimy zdefiniować jako coś więcej niż tylko kwestię zachowania. Jesteśmy grzeszni z urodzenia. Jesteśmy grzeszni z natury. To nasza natura jest zła. Nasze złe uczynki są tylko tego rezultatem. (...)
Jeżeli nasz problem grzechu sięga głębiej niż sfera czynienia złych rzeczy, ponieważ jesteśmy grzeszni z natury od momentu urodzenia na tym grzesznym świecie, to odpowiedź na problem grzechu musi leżeć głębiej niż w sferze zachowań. Bóg proponuje nam rozpoczęcie wszystkiego od nowa. Oferuje nam nowonarodzenie, którego wynikiem jest całkiem nowa natura.
s.40.41


Dobrą nowiną jest to, że chociaż jesteśmy grzesznikami z urodzenia, Bóg nie czyni nas odpowiedzialnymi za nasz stan, zanim nie otrzymamy odpowiedniego światła i nie mamy możliwości okazania skruchy. Czyni natomiast wszystko, "aby umożliwić każdemu człowiekowi znalezienie się w Jego królestwie. Rozwiązanie dla problemu grzesznej natury, grzesznej przeszłości i obecnego grzeszenia jest możliwe dzięki Jego łasce."

Grzeszymy, ponieważ jesteśmy grzeszni. Nie dlatego jesteśmy grzeszni, że grzeszymy.


Na zajęciach grupa studentów medycyny miała dokonać oględzin zwłok. Zgromadzili się więc w pokoju, gdzie leżały zwłoki i dyskutowali nad problemem, jaki przed nimi postawiono.
-On wygląda okropnie blado - powiedział pierwszy student.
-On po prostu leży i nic nie robi - dodał drugi.
-Jestem pewien, że nie ćwiczy wystarczająco intensywnie, aby być zdrowym - zauważył trzeci.
-Myślę, że na początek powinniśmy pomóc mu wstać i pochodzić trochę, aby pobudzić jego krążenie - zakończył czwarty.
Tak więc starali się go przekonać, aby zaczął się poruszać, ale on tylko leżał na stole, zimny i spokojny, nie zwracając uwagi na to, co studenci mówili i robili.


Duchowo wszyscy rodzimy się martwi. Grzeszne czyny popełnione przez grzesznych ludzi są tylko następstwem tego stanu, a nie jego przyczyną.
Nie chcę przez to powiedzieć, że grzeszenie nie jest grzeszne! Twierdzę jednak, że grzeszenie nie jest tym, co czyni nas grzesznymi. Gdybyś mógł w tej chwili zaprzestać wszelkich grzesznych zachowań, czy przez to stałbyś się sprawiedliwym? Nie, byłbyś tylko osobą, która dobrze postępuje.
Osoba o silnej woli może jest w stanie kontrolować swoje postępowanie, lecz nawet najsilniejsza osoba nie może zmienić swojego grzesznego stanu. Wynikiem jakiejkolwiek zewnętrznej zmiany, której możemy dokonać bez Chrystusa, może być tylko wyniesienie naszej własnej chwały na sam szczyt i zniweczenie chwały należnej Bogu. I tak skończymy jeszcze dalej od życia w Chrystusie, które jest nam oferowane dzięki więzi i wspólnocie z Nim. Wielbienie nas samych zamiast Boga jest przyczyną wszystkich naszych grzechów.

Usprawiedliwienie z wiary jest Bożym dziełem polegającym na zniweczeniu chwały ludzkiej i czynieniu dla człowieka tego, czego własnymi siłami uczynić nie potrafi.

E. White "Testimonies to ministers", s.456


Grzech (liczba pojedyncza), czyli życie w oddzieleniu od Boga powoduje grzechy, czyli czynienie złych rzeczy.

Popatrzmy na życie Salomona. Gdy rozpoczynał swoje panowanie, bez wątpienia jego serce było szczerze oddane bogu. Jednak z biegiem lat nastąpiła zmiana.

"Gdy się zaś Salomon zestarzał, jego żony odwróciły jego serce do innych bogów, tak że jego serce nie było szczere wobec Pana, Boga jego, jak serce Dawida, jego ojca."
I Krl 11,4


Co się stało z Salomonem? Czy zaczął źle czynić i trwał w grzechach, aż jego serce przestało być szczere? Nie, było dokładnie na odwrót. Opis jego upadku znajdujemy w następujących słowach:

Wszystkie grzechy i nadużycia Salomona miały swój początek w jego wielkim błedzie, którym było zaprzestanie polegania na Bogu w kwestii mądrości i to, że przestał w pokorze chodzić przed Bogiem.

E. White, The Seventh-day Adventist Bible Commentary, t. II, s.1031


Gdzie wobec tego znaleźć rozwiązanie?

Gdy zgodnie z naszym przywilejem poznania Boga poznamy Go wreszcie, życie nasze stanie się pasmem nieustannego posłuszeństwa.

E. White, Życie Jezusa, s.480

Jeżeli nawet codziennie staramy się poznać Boga, to możemy nie znać Go jeszcze w takim stopniu, w jakim przewiduje to nasz przywilej. Może się zdarzyć, że na moment odwrócimy wzrok od Jezusa. Czasami możemy przestać polegać na Bogu i znowu polegać na sobie. A gdy tak zrobimy, to upadniemy. Gdy jednak nie przestajemy dążyć do poznania Boga, On doprowadzi nas do momentu zaufania Mu w każdym czasie, a wtedy nasze zachowanie także będzie właściwe.

____________________________________________
opracowano na podstawie książki "95 tez o usprawiedliwieniu z wiary" Morrisa Vendena, s.39-50

95 tez o usprawiedliwieniu z wiary - Sprawiedliwość.



Kiedy przyjeżdżam do domu, zawsze trafiam na jakieś nowości z wydawnictwa ;) Kolejną książką, która ostatnio wpadła w moje ręce, jest 95 tez o usprawiedliwieniu z wiary Morrisa Vendena.

Autor, z całym szacunkiem dla Lutra, nawiązał do jego słynnych 95 tez i zajął się nauką o usprawiedliwieniu. Znakomicie przedstawił fundamentalne prawdy Pisma Świętego, dzięki którym czytelnicy nauczą się jeszcze bardziej ufać Jezusowi Chrystusowi, zarówno w kwestii przebaczenia, jak i mocy. Ta książka naprawdę działa!


Już po przeglądnięciu spisu 95 tez na początku książki poczułam ogromną chęć przeczytania. Zachęciła mnie jeszcze mama, która na razie sama ją czyta i znajomy, który powiedział, że ta książka zmieniła jego spojrzenie na zasadnicze kwestie życia chrześcijańskiego. Sama dopiero zaczynam, ale już znalazłam kilka myśli, którymi chciałabym się z wami podzielić.

Pierwszym działem książki jest temat sprawiedliwości i tutaj znalazłam następujące myśli:

1. Chrześcijanin czyni to, co prawe, ponieważ jest chrześcijaninem, nigdy po to, aby nim być (Jan 15,5).

Czym jest chrześcijaństwo? Czy oparte jest głównie na ludzkich zachowaniach? Czy też przede wszystkim opiera się na więzi? Oto zasadnicza kwestia w zrozumieniu i doświadczeniu zbawienia przez wiarę w Chrystusa. Chrześcijaństwo to kwestia poznania Chrystusa. A zachowanie, które odróżnia chrześcijanina od niechrześcijanina, jest wynikiem więzi, jaką mamy w Chrystusie dzięki wierze. Nigdy odwrotnie!
s.20


2. Sprawiedliwość to Jezus. Nie mamy sprawiedliwości poza Jezusem (Rz. 1,16-17).

Sprawiedliwość nie jest czymś, co możemy otrzymać lub zachować niezależnie od Jezusa. Dlatego najlepiej zdefiniować sprawiedliwość jako Osobę. Jak długo mamy Jezusa, tak długo mamy sprawiedliwość. Bez Niego nie mamy żadnej nadziei na sprawiedliwość.
S. 22


Tak samo jest z Prawem Bożym. Możemy podziwiać jego zasady i możemy zgadzać się z jego nakazami. Zanim jednak możemy je w pełni ocenić i przyjąć, musimy zobaczyć, jak wygląda ukształtowane z niego życie - życie Jezusa Chrystusa. Gdy Go widzimy, nasze serca zostają pozyskane. A gdy przyjmujemy Jezusa Chrystusa, przyjmujemy również Jego sprawiedliwość.
S.24


3. Jedynym sposobem poszukiwania sprawiedliwości jest poszukiwanie Jezusa (Rz. 4,4-5).

4. Chrześcijaństwo i zbawienie opierają się nie na tym, co czynimy, ale na tym kogo znamy (Rz.3,28).

5. Czynienie dobra przez nieczynienie zła nie jest czynieniem dobra. Być dobrym przez nieczynienie zła nie jest dowodem, że jest się dobrym (Mt 23, 27-28).

Są tacy, którzy wyznają, iż służą Bogu, chociaż polegają na własnych wysiłkach w wypełnianiu jego prawa, aby ukształtować właściwy charakter i zapewnić sobie zbawienie. Ich serca nie są poruszone żadnym głębokim poczuciem miłości Chrystusa, ale starają się wypełniać obowiązki życia chrześcijańskiego, które według nich wymagane są przez Boga, aby mogli dostać się do nieba. Taka religia nie jest nic warta.

E. White "Pokój, za którym tęsknisz", s.36



6. Sprawiedliwość uczyni cię moralnym, ale moralność nie uczyni cię sprawiedliwym (Mt 5,20).

7. Nasze dobre czyny nie powodują, że jesteśmy zbawieni. Nasze złe czyny nie powodują, że jesteśmy zgubieni (Rz.3,20).

Nasza uwaga nie może się skupiać na naszych uczynkach - ani dobrych, ani złych. W poszukiwaniu zbawienia mamy koncentrować się na Jezusie, a przez przypatrywanie się Mu zostaniemy przemienieni na Jego podobieństwo. Jeśli koncentrujemy się na sobie, to na pewno upadniemy: albo zobaczymy naszą grzeszność i zniechęcimy się, albo zobaczymy nasze dobre zachowanie i będzie nas rozpierać duma. W każdym z tych przypadków znajdziemy się w ślepym zaułku. Jesteśmy bezpieczni tylko wtedy, gdy patrzymy na Jezusa.
S.37


Ta ostatnia teza wprowadza następny temat, temat grzechu. To bardzo ciekawy dział i również zawiera nowe myśli, ale przedstawię je następnym razem :)
Polecam książkę dla tych wszystkich, którzy czują, że ich usiłowania bycia dobrymi ich przytłoczyły.

"I poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi."

niedziela, 16 maja 2010

O głupocie i o roztropności.

Wczoraj zrobiłam sobie takie nietypowe studium Przypowieści Salomona i zostałam zbombardowana ładunkiem mocnych tekstów o wspólnym wątku widocznym w tytule.

Szyderca nie lubi tego, kto go napomina, nie chce iść do mędrców.
Przyp.15,2

Odludek szuka pozorów, aby móc sprzeciwić się wszelkiej słusznej radzie.
Przyp.18,1

Kto oszczędza swych słów, jest rozsądny, a kto zachowuje spokój ducha, jest roztropny.

Przyp.17,27

Głupiec nie lubi roztropności, lecz chętnie wyjawia to, co ma na sercu.
Przyp.18,2

Gdzie nie ma rozwagi, tam nawet gorliwość nie jest dobra; kto śpiesznie kroczy naprzód, może się potknąć.
Przyp.19,2

To głupota prowadzi człowieka na manowce, a potem jego serce wybucha gniewem na Pana.
Przyp.19,3

W cierpliwości zaznacza się roztropność człowieka, a chlubą jego jest, gdy zapomina o krzywdach.
Przyp.19,11

Zamysł głupca jest grzechem, a szyderca jest ohydą dla ludzi.
Przyp.24,9


Mnie najbardziej zastanowiły wersety, które pogrubiłam. Zapisałam sobie je jako motto na komórce, aby w różnych sytuacjach powstrzymywały mnie przed zrobieniem czegoś nierozsądnego ;)
A do was który werset przemówił?

piątek, 14 maja 2010

7 tajemnic szczęśliwego małżeństwa

Na dzisiaj trochę niecodzienny temat, ale jak najbardziej ważny i również głęboko duchowy :) chciałam streścić tutaj kilka myśli z książki Davida Marshalla "Boża dobra nowina".

Wesele jest wydarzeniem, lecz małżeństwo jest to swego rodzaju dokonanie. Kiedy pary małżeńskie z zapatrzonymi w siebie oczami czekają na błogosławieństwo, jest to najłatwiejsze, co mogą przeżyć. Najtrudniejszym zadaniem jest przystosowanie się dwóch całkiem różnych osobowości do siebie - bycie ze sobą w ciągu 24 godzin na dobę i 7 dni w tygodniu w codziennym, szarym życiu.


Małżeństwo jest kształtowane przez czas, a wypróbowywane przez kryzys. Wyjść za mąż lub ożenić się nie stanowi wielkiego problemu, lecz jak uchronić małżeństwo przed rozpadem?

1) Miłość. - I Kor.7,3-5
Miłość jest przygodą i pierwsze prawo tej przygody to jej stałe odnawianie. Ten proces odradzania zależy od Chrystusa i własnej inicjatywy.
To nie przeznaczenie rujnuje miłość, to jej złe planowanie, brak wyobraźni i samolubstwo.

2) Komunikacja. - Ef.4,32
Nikt nie jest zabezpieczony przed problemami i kryzysami. Należy się tego spodziewać. A gdy one przyjdą, rozmawiajcie o nich. W przypadku, gdy pojawi się element konfliktu, nigdy nie milczcie wobec swojego partnera. Milczenie może okazać się najbardziej okrutną i niszczącą bronią. Nawet kilka przykrych słów można przeżyć, lecz milczenie nie ma litości.
Pamiętaj: nigdy nie należy brać wszystkiego bardzo serio, gdy jest to powiedziane w złości. Gdy gniew minie, wszystko przestanie mieć sens.

3) Odpowiedzialność.
Za każdy uczynek wobec naszego partnera w bliskich relacjach małżeńskich odpowiemy przed Bogiem, który nie zniesie niesprawiedliwości, brutalności w tak ważnej sprawie jak wasza miłość.

4) Jedność. - Ef.5,23
Bóg nawołuje do specjalnego rodzaju przywództwa w małżeństwie. Tutaj nie ma żadnego "szefa", jest tu przywództwo miłości, bez dominowania, pośredniego czy bezpośredniego. Jest ono połączone z pełnym poświęceniem się na rzecz drugiego partnera.

5) Prywatność.
Jest to poświęcony krąg wokół małżeństwa, którego żaden intruz nie może przekraczać, nawet krewny czy znajomy, ale i małżonkowie muszą go zachować nienaruszonym.

6) Czas.
My po prostu potrzebujemy czasu, pomysłów, kreatywności - i Chrystusa. Bez Niego nasza miłość nie będzie miała sensu. Lecz z Jego pomocą nasz duet może być przybliżony do harmonii; a jeszcze lepiej, może być cząstką raju na ziemi dzięki dobrej łasce Boga.

7) Niebiańska pomoc.

Niech Chrystus zawsze będzie pierwszy i ostatni, najlepszy we wszystkim... Tylko za pomocą Chrystusa mężczyźni i kobiety mogą być szczęśliwi. Czego nie potrafi ludzka mądrość, łaska Chrystusa może dokonać w każdym z nas, jeżeli tylko człowiek zaufa Jego miłości. Jego opatrzność może zjednoczyć serca związkiem, który pochodzi z nieba. Miłość będzie nie tylko polegać na wymianie miłych i pochlebnych słów. Zakład tkacki w niebie tka świetny materiał na wytworne, dobrej jakości ubranie, o wiele lepsze, niż może być wytwarzane na ziemi. Rezultatem tej pracy nie będzie jakaś tam bibułka, lecz związek, który wytrzyma wszystkie próby. Serce będzie połączone z sercem złotym węzłem miłości, która trwa wiecznie.

Ellen G. White


Tak, nawet sukces naszego małżeństwa zależy od naszych relacji z Bogiem, podobnie jak wszystkie inne ważne rzeczy w naszym życiu. Tego sukcesu sobie i wam wszystkim życzę :)

wtorek, 11 maja 2010

Izrael chce mieć króla.

Wczoraj wieczorem modliłam się o myśli, żeby rozwikłać pewną sprawę i trafiłam na 12. rozdział Księgi Samuela.

Izrael rządzony przez sędziów i proroków podjął w pewnym okresie decyzję, że chce mieć króla, jak wszystkie sąsiednie narody i udał się z tym żądaniem do Samuela.

Ale Samuelowi nie podobało się to, że mówili: Daj nam króla, aby nas sądził. I modlił się Samuel do Pana. A Pan rzekł do Samuela: Wysłuchaj głosu ludu we wszystkim, co mówią do ciebie, gdyż nie tobą wzgardzili, lecz mną wzgardzili, bym nie był królem nad nimi. Zgodnie ze swoimi postępkami, jak postępowali ze mną od dnia, gdy wyprowadziłem ich z Egiptu, aż do dnia dzisiejszego, porzucając mnie, aby służyć innym bogom, tak postępują oni także z tobą. Otóż teraz usłuchaj ich głosu. Ostrzeż ich jednak uroczyście i podaj im do wiadomości uprawnienie króla, który będzie nad nimi królował.

I Sam. 8, 6-9


I tak też Samuel uczynił. Lista uprawnień króla była długa i niezbyt przyjemna, jednak lud tak się utwierdził w swoim pomyśle, że nie chciał nikogo słuchać. Wobec tego Pan się zgodził i w cudowny sposób, poprzedzony znakami i cudami wybrał im Saula - najpiękniejszego i najwyższego młodziana w Izraelu.
Saul wsławił się w międzyczasie w bitwie z Ammonitami i nawet najwięksi sceptycy musieli uznać jego panowanie. Gdy królestwo Saula zostało w ten sposób oficjalnie zaprzysiężone, Samuel wygłosił do ludu ostatnie orędzie, w którym przypomniał im, jak cudownie prowadził ich Bóg w przeszłości i jak to On wybawiał ich z ręki wrogów. Musiał im także uświadomić, że postąpili niewłaściwie.

Teraz zaś przystąpcie i zobaczcie tę wielką rzecz, którą Pan na waszych oczach uczyni. Czy nie mamy obecnie żniwa pszenicznego? Lecz ja wzywać będę Pana i spuści grzmoty i deszcz. Wtedy poznacie i zobaczycie, jak wielkie zło popełniliście w oczach Pana, domagając się króla.
I wołał Samuel do Pana, a Pan spuścił w tym dniu grzmoty i deszcz; i cały lud bał się bardzo Pana i Samuela.
Rzekł więc cały lud do Samuela: Módl się za swymi sługami do Pana, Boga swego, abyśmy nie pomarli, gdyż do wszystkich naszych grzechów dodaliśmy jeszcze i to zło, że chcieliśmy mieć króla.

I Sam. 12,16-19


Jakie było zakończenie tej historii? Przeczytajcie sobie kolejne rozdziały Księgi Samuela. Wnioski nie są optymistyczne...

***
Stara historia, ale wciąż aktualna.
Tak, to właśnie my: wpadający na genialny pomysł, który rozwiąże nasze problemy i proszący Boga, aby nam to spełnił. To może być prośba o cokolwiek: o jakąś pracę, samochód, jakąkolwiek rzecz, o konkretną lub niekonkretną osobę, rozwiązanie jakiejś sprawy. Może nie zawsze jest to aż tak niezgodne z wolą Bożą, jak prośba Izraelitów, a nawet może nam się wydawać absolutnie potrzebne, ale jednak jest to krótkowzroczne myślenie widziane z naszej perspektywy.
Zobaczcie, co czyni Bóg: dopuszcza taką sytuację i daje nam to, o co prosimy, nieraz sam wybiera bardzo dokładnie, wskazując nam poprzez znaki i cuda. Daje jednak ostrzeżenie: "Obyś w tym nie odstępował ode mnie i służył mi nadal. Ale skoro prosiłeś, musisz sam na własnej skórze przekonać się, czy to naprawdę było to, czego tak bardzo chciałeś." I potem, kiedy tak zaplątamy przez nasze działania całe to nasze "genialne rozwiązanie", przyznajemy rację Bogu.


I odpowiedział Samuel ludowi: Nie bójcie się: Wprawdzie popełniliście wszystko to zło, lecz przynajmniej nie odstępujcie od Pana, a służcie Panu z całego swego serca. Nie odstępujcie od niego do nicości, które nie mogą pomóc ani wyratować, gdyż są nicościami. Nie porzuci bowiem Pan swego ludu przez wzgląd na wielkie imię swoje, gdyż raczył uczynić was swoim ludem. Również i ja daleki jestem od tego, aby zgrzeszyć przeciwko Panu przez zaniechanie modlitwy za wami. Owszem, uczyć was będę drogi dobrej i prawej. Tylko bójcie się Pana i służcie mu wiernie z całego swego serca, widząc, jak wielkich rzeczy dokonał z wami. Jeżeli atoli będziecie źle postępować, to zginiecie zarówno wy, jak i wasz król.

I Sam.12,20-25

niedziela, 9 maja 2010

Judasz.

Dzisiaj czytałam rozdział z książki "Życie Jezusa" o Judaszu i mocno mnie zastanowił. Uderzające w tej historii było to, że Judasz przebywał w tak bliskiej obecności Jezusa, otrzymał od Niego moc do uzdrawiania chorych i wypędzania demonów, widział wszystkie cuda, które On czynił, a jednak opanował go szatan.

Jego nadzieje sięgały bardzo wysoko, a więc i rozczarowanie musiało być bardzo gorzkie.

Życie Jezusa, s. 515


Judasz uważał siebie za lepszego od innych apostołów i nie dostrzegał swoich wad. Pomimo iż był jednym z nielicznych, którzy rozumieli duchowy charakter misji Jezusa, nie zgadzał się z nim, wywoływał spory między uczniami, przytaczając nawet teksty biblijne, żeby obalić nauki Jezusa i wywołać zamęt, ponieważ to, co On głosił, nie pasowało do jego wyobrażeń. Wszelkie przeszkody towarzyszące głoszeniu ewangelii traktował jako dowód jej nieprawdziwości.

Po otrzymaniu nagany przez Jezusa poczuł się ogromnie urażony. Zraniona duma i chęć zemsty przełamały bariery, a niepohamowana od dłuższego czasu chciwość ogarnęła całą jego istotą. taki też los czeka tych wszystkich, którzy igrają z grzechem. Nie odpierane i nie przezwyciężane czynniki deprawacji są potęgowane przez szatana, a dusza poddaje się jego woli.

ŻJ, s.516


Judasz jest tragicznym przykładem człowieka, który tak dał się opanować własnym ambicjom i wyobrażeniom, podsuwanym mu przez szatana, że zniszczyły one jego życie.
Warto się zastanowić, na ile ja w swoim życiu poddałam swoje plany Jezusowi i czy w pokorze uznałam innych za wyższych od siebie...

czwartek, 29 kwietnia 2010

Dwadzieścia dobrych powodów, aby uwielbiać Boga (Ps.103)


1. On odpuszcza moje winy.
2. On leczy moje choroby.
3. On ratuje moje życie od zguby.
4. On wieńczy mnie łaską i litością.
5. On nasyca moje życie dobrem.
6. On wymierza sprawiedliwość i przywraca prawo uciśnionym.
7. On objawia nam swoje drogi.
8. On jest miłosierny.
9. On jest łaskawy.
10. On jest cierpliwy.
11. On jest pełen dobroci.
12. On nie gniewa się na wieki.
13. On nie postępuje z nami według naszych grzechów.
14. Jego dobroć jest wielka dla tych, którzy się Go boją.
15. On oddala nasze występki.
16. On ma nad nami litość.
17. On pamięta, że jesteśmy prochem.
18. Jego łaska trwa od wieków na wieki.
19. On błogosławi dzieci i wnuki tych, którzy są mu posłuszni.
20. On panuje nad wszystkim i utwierdził swój tron.


"Uwielbiaj, duszo moja, Pana, i wszystko, co jest we mnie,
niech sławi święte imię Jego.
Uwielbiaj, duszo moja, Pana
i nie zapominaj o tym, co ci dobrego uczynił.
Wysławiajcie Pana, aniołowie jego i wy, mocarze wszyscy,
pełniący jego rozkazy i słów jego słuchający.
Wysławiajcie Pana, wszystkie zastępy jego
i wszyscy słudzy, czyniący Jego wolę.
Wysławiajcie Pana, wszystkie dzieła jego,
na każdym miejscu Jego panowania,
wysławiaj, duszo moja, Pana!"


Ps.103,1.2.20-22 BWP

sobota, 17 kwietnia 2010

Odbierają zapłatę swoją.

"Baczcie też, byście pobożności swojej nie wynosili przed ludźmi, aby was widziano; inaczej nie będziecie mieli zapłaty u Ojca waszego, który jest w niebie."
Mat.6,1


Jezus kieruje szczególne słowa w swoim Kazaniu na Górze o prawdziwej pobożności. Wspomina uczynki obłudników, którzy dają jałmużnę szukając rozgłosu i uznania dla ich wspaniałomyślności (w.2), modlą się, stojąc w synagogach i na rogach ulic, aby pokazać się ludziom (w.5), a także szpecą swoje twarze i chodzą smętni, aby pokazać ludziom, że poszczą (w.16). Podsumowuje ich wspólnym zdaniem: "Zaprawdę powiadam wam: Odbierają zapłatę swoją."
Przeciwstawia im natomiast inne postawy: ukryte, nie na pokaz czyny, które widzi tylko Bóg. Podkreśla także, że to Bóg właściwie to oceni i wynagrodzi.
Jakże trudno jest nieraz w to uwierzyć. Boimy się, że nasze dobre czyny nie będą należycie docenione i zawczasu rozgłaszamy je, zbierając grosze pochwał, aby nie ominęła nas zapłata. Ale o ileż wspanialsza jest pensja od Boga! Mielibyśmy z niej zrezygnować dla paru marnych napiwków?

"Nie bądźcie do nich podobni, gdyż wie Bóg, Ojciec wasz, czego potrzebujecie, przedtem zanim go poprosicie. (...) Ale szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane. "
Mat.6,8.33
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...