sobota, 7 sierpnia 2010

Liczy się człowiek



"A On, obróciwszy się, zgromił ich i rzekł: Nie wiecie, jakiego ducha jesteście. Albowiem Syn Człowieczy nie przyszedł zatracać dusze ludzkie, ale je zachować."
Łuk.9,55.56


Czy zdarzyło ci się kiedykolwiek walczyć uparcie z ludźmi o przeforsowanie własnych poglądów, pomysłów, wizji na sprawy i napotkać na niechęć, a nawet zdecydowany opór? Czułeś, że masz rację w tym, że twoje postrzeganie jest słuszne i że tylko upór i przekora drugiego człowieka nie pozwala na zrealizowanie twoich planów. I co wtedy zrobić? Szarpać się dalej? Knuć perfidną intelektualną zemstę? Obrazić się? Wzgardzić jako mniej rozumnym? Głupie myślenie, prawda?
A jednak, jako ludzie przesiąknięci egoizmem, nieraz reagujemy w taki sposób. I to nie tylko w dyskusjach teologicznych, ale w wielu różnych życiowych sprawach, o których jesteśmy przekonani, że są słuszne. Było to tematem moich rozmyślań wczoraj i dzisiaj rano. I właśnie wczoraj wieczorem wyszukałam książkę Jima Hohnbergera "Liczy się człowiek". Czytałam ją jakiś czas temu, ale z takim butnym nastawieniem, że ja to przecież wiem, to powinien przeczytać mój kolega, dla którego ludzie się raczej mniej liczyli, bardziej to, co on uważa za słuszne. Wczoraj doszło do mnie, że tej książki potrzebuję przede wszystkim ja...

Autor w pierwszym rozdziale stawia następujące pytania:
Co zrobiłbyś z Aaronem, który pod nieobecność Mojżesza uczynił złoty posąg cielca i wpędził naród w bałwochwalstwo? Bóg uczynił go najwyższym kapłanem...

Co zrobiłbyś z Dawidem, który nie tylko popełnił cudzołóstwo, ale i zabił człowieka, by je zatuszować? Po naganie i pokucie wywiódł z jego rodu Mesjasza...

Co uczyniłbyś z pewnym siebie Piotrem, który odciął ucho sługi arcykapłana mieczem? I który tej samej nocy zaparł się Jezusa...
-Szymonie, synu Jana, miłujesz mnie tak szczerze, wiernie i na śmierć?
-Panie, Ty wiesz, że cię zawiodłem. Wiesz, że nie potrafię jeszcze kochać taką pełną miłością. Ty wiesz wszystko.
-Wiem, Piotrze. Paś owieczki moje.

A jak postąpiłbyś z Saulem, zanim stał się Pawłem? Czy tak, jak Chrystus, który przemienił go w największego ewangelistę, jaki chodził po ziemi?

Sposób traktowania ludzi, mówi dalej autor, którzy się z nami nie zgadzają, objawia, jakiego ducha posiadamy. Duch niszczenia czy to jakiejś osoby, systemu czy poselstwa - nie pochodzi od Boga. Jeżeli kiedykolwiek mamy być gotowi, by wejść do Królestwa Bożego lub by Bóg wykorzystał nas w celu ratowania innych, powinniśmy pozwolić Mu na zrównoważenie naszej postawy. Tylko wówczas, gdy inni widzą, że kochamy ich bezwarunkowo i jesteśmy gotowi im służyć, ewangelia naprawdę będzie miała zbawczą moc w naszym życiu.

Zachęcam wszystkich chętnych do zapoznania się z tą książką z nadzieją, że przez wpływ Jezusa i Jego przykład miłości do ludzi także i nasze podejście będzie przemienione.

środa, 4 sierpnia 2010

Nadzieja, która nie zawodzi



Nadzieja jest jedną z najwspanialszych cnót. Paweł mówi:
"Teraz więc pozostaje wiara, nadzieja, miłość" (I Kor.13,13). Nadzieja sprawia, że dzieją się wielkie rzeczy, nawet wtedy, kiedy wszystko wydaje się stracone. Jeśli ktoś potrafi podtrzymać nadzieję, to przez wiarę i miłość potrafi dokonać wiele. Jednak Bóg pragnie, byśmy mieli nadzieję określonego rodzaju, mianowicie taką, która "nie zawodzi" (Rzym.5,5), opartą na Bożej miłości do nas.
Biblia mówi także o innego rodzaju nadziei. Jest to nadzieja, która sprawia sercu ból.

"Przewlekłe oczekiwanie sprawia sercu ból, lecz życzenie spełnione jest drzewem życia."
Przyp.13,12


Innymi słowy, nadzieja, która nigdy się nie spełnia, nie daje życia, czyni nas chorymi i pogrąża w beznadziejności. Jest to kwintesencja depresji i rezygnacji. Kiedy wciąż mamy nadzieję, a mimo to nic się nie dzieje i czujemy, iż nie ma sensu dalej żywić nadziei, wówczas ogarnia nas rozpacz.

Jak te fakty mają się do związków? Najczęściej zastanawiamy się, kiedy możemy mieć nadzieję, że osoba, na której nam zależy, zmieni się. Jak powiedzieliśmy, nadzieja musi być oparta na rzeczywistości. Nadzieja, która nas nie zawiedzie, musi być ugruntowana na czymś więcej niż naiwnych życzeniach. Musi być ugruntowana na czymś więcej niż pragnieniu, by osoba czy sytuacja się zmieniły. Muszą istnieć powody, by wierzyć, że zmiana jest możliwa.

1. Szaleństwem jest robienie ciągle tych samych rzeczy w nadziei na zmianę.
2. Jeśli warunki nie uległy zmianie, związek w przyszłości będzie prawdopodobnie taki sam, jak w przeszłości.


Najlepsza nadzieja powinna być związana z Bożym procesem twojego osobistego rozwoju i kształtowania właściwych cech charakteru. Im bardziej jesteś człowiekiem światłości, w tym większym stopniu będziesz w stanie rozpoznać ludzi, co do których warto mieć nadzieję.

"A nadzieja nie zawodzi, bo miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który nam jest dany."
Rzym.5,5


_________________________________________

Więcej praktycznych rad i wskazówek odnośnie nadziei na zmiany w związku, a także nadziei na coś więcej ze strony danej osoby znajdziecie w książce "Granice w randkowaniu" w rozdziale "Pożegnaj fałszywą nadzieję", s.201.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...