poniedziałek, 25 października 2010

Niech rzuci.



Porzucona i wzgardzona
Ciałem płace za swój chleb
Nienawidzę siebie samej i ich wszystkich

Przyłapana, oszukana
Wpadłam w sidła własnych win
Z krzykiem wlekli mnie ulicą przez ten tłum


Nareszcie się wydało. Nareszcie się okazało, kim on jest. A taki święty się wydawał... Tak się krył pod płaszczykiem pobożności. Te modlitwy, te pieśni, te uduchowione mowy. Wszystko to ściema, pokazówka nie wiadomo dla kogo. Ale mnie nie oszuka. Zawalił tym jednym faktem. Podpadł na całej linii. Wcale nie jest taki dobry. Uff, co za ulga. Miałam rację: nie ma ideałów. Wcale nie jest lepszy ode mnie. Ja przynajmniej jestem uczciwa, nie udaję pobożnej. Jak grzeszę, to grzeszę, a nie udowadniam wszystkim naokoło, jaka to jestem święta. Ciekawe, co on tam jeszcze wyrabiał... Może inni wiedzą więcej? Koniecznie muszę się dowiedzieć. Przecież trzeba innych ostrzec...

Niech sam Mistrz zadecyduje, co z nią zrobić.
Skoro taki święty człowiek, niech ją sądzi.
Nasze prawo mówi - śmierć!
Za ten wyrok - rzymski sąd.
Jeśli jest tak mądry, niech osądzi ją.


Udało się. Wszyscy już wiedzą. Teraz nikomu nie zamydli oczu. Niech tylko spróbuje coś powiedzieć na kazaniu. Pierwsza wstanę i powiem: "Ty obłudniku, zacznij od siebie i od swojego domu! Wara od naszych grzechów, kto cię ustanowił sędzią nad nami?"

Przestraszona, zapłakana
Co dopiero powie On,
nawet tacy grzeszni ludzie gardzą mną

Otoczona, oskarżona
Na śmiertelny czekam cios
Od tych, którzy mi płacili za ten grzech


Widzieliście to? Odszedł... Niech nie myśli, że będę go żałować, że ktokolwiek będzie. Zasłużył sobie na to, za to, co zrobił. Jaki on przykład ludziom daje, jak on ma czelność kazania o moralności wygłaszać. Teraz nikt go nie będzie słuchał, nikt go nie będzie szanował. I tak ma być. Zło trzeba zdusić w zarodku...


A Jezus wstał
I na piasku pisał grzechy, lecz nie moje
Rzucił nieme potępienie, lecz nie dla mnie
Aż zabrakło wszystkich tych,
którzy chcieli zabić mnie
A On rzekł jedynie: "Idź i nie grzesz już!"


"Nic nie jest bardziej potrzebne do uzdrowienia grzesznego serca, niż poczucie, że mimo wyjawienia pełnej prawdy o sobie, wciąż jest się kochanym.Ci, którzy spotkali Jezusa, czuli, że On wszystko o nich wiedział, ale mimo to kochał ich. Wiedzieli, że On znał każdą ciemną tajemnicę i nawet najsłabszy lęk czający się w ich sercach, a mimo to On nie potępiał. Był przepełniony zarówno "łaską" jak i "prawdą". W Nim "sprawiedliwość i pokój pocałowały się." On kocha grzesznika jednocześnie nienawidząc grzechu. A nienawidzi grzechu tylko dlatego, że krzywdzi grzesznika, którego Bóg kocha."

Ty Gibson Spójrz nowymi oczyma

"Idźcie i nauczcie się, co to znaczy: Miłosierdzia chcę, a nie ofiary. Nie przyszedłem bowiem wzywać sprawiedliwych, lecz grzeszników."
Mat.9,13


...

sobota, 23 października 2010

W mym sercu mieszka radość... :D

"Wielu pyta: A któż nam pokaże szczęście? O Panie, niech nam zajaśnieje oblicze twoje!
Wlałeś w moje serce więcej radości niżbym jej miał z obfitości zboża i wina.
"
Ps.4,8 BWP


Misja to jest coś takiego, że jak raz tego spróbujesz, to będziesz za tym tęsknił... Sierpień był dla mnie niesamowitym czasem, kiedy trwał obóz misyjny w Warszawie. Wyjścia do ludzi, znajdowanie tych, którzy chcą studiować Biblię, wspólne modlitwy, nabożeństwa, pieśni, kazania... Człowiek żył jakby w innym świecie, nie martwił się o pieniądze, pracę, jedzenie... Każda chwila była spędzona pod parasolem modlitwy, Bóg dawał szczególne więzi ze sobą i z ludźmi...
Dzisiaj powróciły wspomnienia z sierpnia. Znowu ruszyliśmy grupą na Pragę, jechaliśmy razem tramwajem, dzieliliśmy bloki, szliśmy do klatek, pukaliśmy do drzwi, oni otwierali, odpowiadali na pytania... A potem opowiadaliśmy fantastyczne doświadczenia w drodze powrotnej:) dla mnie dzisiejszy dzień był ukoronowaniem wszystkich wyjść, jakie mi się przydarzyły: 3 osoby były chętne do studiowania Biblii i 3 osoby chętne na drugi kontakt po opinię książki, którą im zostawiliśmy:) a tak się gorliwie modliliśmy niemal przed każdym mieszkaniem, tak prosiliśmy o opiekę... :) co za radość:)
Cieszę się, że była moja siostra, że poszłam z dwoma Krzysztofami, że tak gorąco się modlili i Bóg działał. Tęskniłam za tym, żeby przeżyć znów takie doświadczenia. I czuję, że znowu mam plan działania w tym mieście:)

wtorek, 19 października 2010

Chodzenie po bagnach wciąga.

Czy znacie to powiedzenie? Jest nad wyraz prawdziwe. Przypomniała mi się dzisiaj taka historia z dzieciństwa, która to obrazuje.
Całe moje dzieciństwo, odkąd pamiętam, spędziłam na wsi. Nasi rodzice pozwalali nam bawić się na zewnątrz niemal bez ograniczeń, no może z wyjątkiem czasu na naukę i obowiązki. Któregoś dnia, a była to wczesna wiosna, udaliśmy się z rodzeństwem i kolegami w okolicę pól. Śniegi już zaczynały topnieć, ziemia zrobiła się bardzo grząska. Już nie pamiętam, kto wtedy wpadł na pomysł, żeby pójść przez te pola na przełaj. Jak wymyśliliśmy, tak zrobiliśmy. Ależ było wesoło, kiedy buty zapadały się w błocie;) myśleliśmy: ależ rodzice by mieli miny, jakby nas widzieli;) czuliśmy się niemal bohaterami. Nikt nie został na brzegu. Chyba tylko ja się wycofałam trochę. Ale przestało być wesoło, kiedy zapadające się buty nie dawały się wyciągnąć, kiedy woda moczyła ubrania i robiło się zimno. Zaczęliśmy się bać, że utoniemy w tym bagnie. To nie było prawdziwe bagno, ale mieliśmy wtedy po 10 lat, większego nie było nam trzeba, to i tak było przerażające.
W końcu ktoś rozejrzał się wokoło i zauważył na brzegu żerdzie. Zawołali do mnie: Kika, wyciągnij nas! Nie wiem, jak tego dokonałam, ale położyłam żerdzie wzdłuż i po nich wychodzili wszyscy kolejno na brzeg, a ja przeprawiałam się po nich i wyciągałam pozostawione buty. Nie dało się inaczej wyjść, jak tylko wyciągając stopy z butów i czołgając się boso po żerdziach do brzegu. Błoto wciągało...
Powrót z pól całej umorusanej bandy był smutny i żałosny. Nie czuliśmy się wcale bohaterami. Raczej każdy z nas myślał o solidnym laniu, które nas czekało w domu... Strasznie się baliśmy. Wcale nie mieliśmy ochoty pokazywać się z takim stanie w domu. Ale dokąd mieliśmy pójść? Trudno, weszliśmy do domu. Jak można było się spodziewać, mama załamała ręce na nasz widok... Nigdy jednak nie zapomnę tego, co wydarzyło się dalej. Nie było lania. Nie było żadnego napomnienia czy wyrzutu w stylu: a nie mówiłam? Mama wyciągnęła balię, ściągnęła z nas brudne ubrania i zaczęła nas myć. A brudne ubrania leżały i czekały... Kiedy byliśmy już wyszorowani, mama pokazała nam, jak powinniśmy wyczyścić nasze ubrania. Żmudna i nieprzyjemna praca to była. Ale dobitnie nam uświadomiła, jakiego "bohaterskiego" czynu dokonaliśmy i co tak naprawdę osiągnęliśmy, szukając wolności...
Pewnie ciekawi was, co stało się z kolegami, którzy byli z nami? Ich lanie nie ominęło. Natomiast całe pranie zrobiła za nich matka. Niestety, niczego ich to nie nauczyło. Kiedy dorośli, wpadli w jeszcze większe bagno. Tylko tym razem nie dało się tego tak łatwo wyprać... Nie dało się wypłukać nikotyny, alkoholu... Nie było łatwo żyć z niechcianą ciążą... Nie wszystkie brudy życia schodzą tak łatwo, jak błoto...
Pamiętacie ten tekst:

"Niech złoczyńcy nadal źle czynią, rozpustnicy niech nadal pławią się w rozpuście; sprawiedliwy niech zaś będzie jeszcze sprawiedliwszym, a święty jeszcze bardziej świętym."
Apokalipsa 22:11 BWP).


Mówi on o trwaniu w Bogu, kiedy wszystko będzie się sprzysięgać przeciwko nam. Mówi o unikaniu błota, bo nadejdą czasy, kiedy woda będzie towarem deficytowym i trudno będzie wyprać wszystko.
Mówi, jak trudno jest odwrócić się od złego ludziom, którzy nie oddali swoich ubrań do wyprania w krwi Jezusa, tylko liczyli, że poradzą sobie sami, że tym razem się uda, bo nie odczuli konsekwencji.
Nasi rodzice polecili nam wyprać ubrania własnoręcznie, bo wiedzieli, że takie konsekwencje jesteśmy w stanie unieść. Ale co z prawdziwym życiowym błotem, które nas wciąga? Bóg jest lepszy niż nasi rodzice. Nie daje nam lania, nie robi nam wyrzutów. Ściąga z nas nasze brudne ubrania, myje nas i daje nam nowe, czyste ubrania. Nasze stare ubrania wrzuca w głębokości morza i nigdy ich stamtąd nie wyciąga. Uczy nas, że nie musimy padać sami pod ciężarem konsekwencji, że On nam będzie pomagał i pokaże, jak więcej się nie brudzić.

Bóg zapłacił najwyższą cenę, abyśmy mogli być czyści. Doceń to.

wtorek, 12 października 2010

Z nich zaś największa jest miłość.

Najlepsza inwestycja w wnętrze, najtrwalszy dar duchowy, największa siła oddziaływania, najsilniejszy mechanizm hamujący przed złymi decyzjami, najpotężniejsza cecha Boga i najcenniejszy prezent dla ludzkości, który nie może być zatrzymany tylko dla siebie…

„Nie jest jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie.”

I Kor.13,8 BT

Im więcej się dowiaduję o miłości, tym mocniej uświadamiam sobie, jak bardzo mi jej brakuje. Czy i ty tak odczuwasz? Jeżeli tak, módl się wraz ze mną. Napisałam te słowa na podstawie Hymnu do miłości apostoła Pawła.

Proszę o miłość, która…
Jest cierpliwa, zwłaszcza wtedy, gdy sprawy zdają się iść nie po mojej myśli;
• Jest łaskawa/dobrotliwa, nie stawia wygórowanych wymagań i nie rozlicza drugiego z każdego błędu;
Nie zazdrości drugiej osobie jej zdolności czy osiągnięć, a także innym, że mają lepsze relacje albo znaleźli ciekawszą osobę;
Nie szuka poklasku, nie robi dobrych rzeczy po to, aby inni ją widzieli i podziwiali;
Nie unosi się pychą, nie wzbija się na chmurze swoich osiągnięć czy cech i nie czuje się przez to lepsza od innych;
Nie dopuszcza się bezwstydu, nie prowokuje sytuacji, w których moralność byłaby zagrożona;
Nie szuka swego, nie koncentruje się tylko na własnych odczuciach i potrzebach, na własnych wyobrażeniach i ambicjach, na własnym wizerunku, ale przede wszystkim szuka najlepszego porozumienia z drugą osobą;
Nie unosi się gniewem, nie traci panowania nad sobą w trudnych momentach, poddaje emocje pod kontrolę Bogu;
Nie pamięta złego, nie wypomina dawnych błędów, nie koncentruje się na słabościach i negatywach, ale na dobrych cechach drugiej osoby;
Nie cieszy się z niesprawiedliwości, nie wyśmiewa drugiego, gdy potknie mu się noga, nie mówi: „A nie mówiłam?”
Współweseli się z prawdą, cieszy się, gdy prawda wyjdzie na jaw, kiedy zwycięża dobro i szczerość;
Wszystko znosi, nie porzuca drugiego, gdy pojawiają się problemy, ale stoi przy nim i wspiera go;
Wszystkiemu wierzy, nie doszukuje się ukrytych znaczeń, nie podejrzewa o niecne zamiary, stara się widzieć człowieka zawsze w pozytywnym świetle;
We wszystkim pokłada nadzieję, wierzy, że każda, choćby najmniejsza pozytywna cecha może się rozwinąć w coś wspaniałego, gdy zaistnieją warunki do rozwoju;
Wszystko przetrzyma, ma świadomość celu i nie rezygnuje z niego, nawet gdy okoliczności sprawiają, że ciężko jest go widzieć;
Nigdy nie ustaje, nie robi sobie przerwy, nie wycofuje się, nie pozostawia w połowie drogi.

Miłość jest świadomą decyzją, nie chwilowym uniesieniem emocjonalnym. Jest deklaracją na dobre i na złe, na czasy pogodne i smutne, na okresy silne i słabsze.

„Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy; z nich zaś największa jest miłość.”

I Kor.13,13 BT

Związki i relacje, czyli między teorią a praktyką

Początki relacji wyglądają zawsze tak samo… Poznajemy nową osobę. W pierwszym momencie wydaje się nam bardziej interesująca, niż pozostali. Dalsze próby nawiązania znajomości utwierdzają nas w przekonaniu, że to osoba wyjątkowa, o szczególnie wartościowych cechach, które wybitnie nam odpowiadają, a serce podpowiada żarliwie, że przy tej osobie bije najmocniej… Decydujemy się pogłębiać tę znajomość bliżej, pojawia się uczucie. I co dalej?...
Dalej… Sami wiemy. Entuzjazmu starcza może na dwa miesiące. Potem przychodzi szarość życia, rutyna, odzywa się wrodzone lenistwo i dążenia do własnej wygody. I tak jakoś już mniej chęci jest, niż na początku, by podtrzymywać kontakt, a podjęło się jakieś zobowiązania. Człowiek przywołuje na myśl wszelkie swoje wpajane przez lata teorie o związku i relacjach, ale okazuje się, że mimo najszczerszych chęci teorie nie potrafią czynić cudów…
Ta sytuacja odnosi się nie tylko do relacji międzyludzkich. Podobne reakcje możemy zaobserwować w naszych relacjach z Bogiem. Wtedy też się przekonujemy, że pierwsze zauroczenie szybko mija i potem już tylko wyrzuty sumienia podpowiadają, że coś jest nie tak. Odwołujemy się do całej naszej wiedzy o Bogu i liczymy, że wywoła to w nas dawny entuzjazm. Ale wiedza nie pomaga, bowiem sama w sobie nie ma mocy do zmiany…
Tak to już w życiu jest, że pobożne teorie rzadko działają w danym momencie. Możemy wiedzieć nieograniczenie dużo, a i tak w życiu popełniamy błędy, bo nas coś zaskoczy. Albowiem w danym momencie liczy się to, co zrobisz, nie to, co wiesz, jak to powinieneś zrobić.
Czy myślałeś kiedyś o tym, że poleganie na wiedzy i swoim sposobie myślenia, czy nawet na wypracowanych przez siebie zasadach to wciąż poleganie na sobie, nie na Bogu?...

W książce „Umysł, charakter, osobowość” znajdujemy ciekawe myśli odnośnie powyższego. Ellen White pisze, że ludzie mają odbywać służbę dla Boga w sposób niezgodny z ich wrodzonymi skłonnościami.
I dalej rozwija temat:

„Żadna nauka nie może się równać z taką, która rozwija w życiu ucznia charakter Boży. Ci, którzy stają się naśladowcami Chrystusa, dochodzą do przekonania, że rodzą się nowe motywy działania, powstają nowe myśli i w rezultacie tego muszą pojawić się nowe działania. Ale to wszystko razem może doprowadzić do postępu jedynie poprzez walkę, bowiem istnieje wróg, który przeciwstawia się im zawsze, podsuwając pokusy, aby doprowadzić duszę do zwątpienia i grzechu. Istnieją wrodzone i kultywowane skłonności do złego, które muszą zostać przezwyciężone. Apetyt i namiętność muszą być poddane kontroli Ducha Świętego. Walka nie kończy się po tej stronie wieczności. Ale chociaż mamy do czynienia ze stałą walką, czekają także wspaniałe zwycięstwa do odniesienia, a zwycięstwo nad własnym ja i grzechem ma taką wartość, jakiej nie jest w stanie ocenić w pełni nasz umysł.”

Umysł, charakter, osobowość, s.15


Kiedy czujesz, że wszystkie Twoje teorie zawiodły, wiedz, że jedyną słuszną i niezawodnie działającą teorią jest ta, że Bóg się nie zmienia, ale może zmienić nas i nasze wrodzone nawyki, jeśli Go tylko poprosimy. Z Bogiem dostajemy siłę do przełamywania się każdego dnia i nawet najbardziej uciążliwe sprawy stają się nagle przyjemnością.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...