sobota, 18 grudnia 2010

Do trzech razy sztuka.

Chciałam opowiedzieć wam, jak w ciągu trzech ostatnich dni Bóg trzy razy do mnie przemówił, aby pomóc mi zrozumieć mój problem.

I
W piątek miałam okazję uczestniczyć w niezwykłym spotkaniu w kaplicy na Foksal, mianowicie w trzeciej, corocznej Adwentówce u adwentystów. Było to nabożeństwo wieczorne, na które byli zaproszeni przedstawiciele kilku zaprzyjaźnionych protestanckich warszawskich zborów, m.in. baptyści, zielonoświątkowcy i oczywiście adwentyści. Program był wypełniony głęboką treścią, nastrojowymi pieśniami, poruszającymi doświadczeniami i modlitwami, a zakończył się owocowym poczęstunkiem, po którym grupa kilku osób została jeszcze do późna, dyskutując nad tematami biblijnymi.
Głównym mówcą był Jarek Wajk i skierował dobitne słowa do ludzi, mówiąc o istocie bycia chrześcijaninem i o wielkiej potrzebie miłości do ludzi. Wiecie, to nie były łatwe ani przyjemne słowa. Nie miały na celu głaskać żadnego kościoła tam zgromadzonego ani hołubić jakąś jedną jedyną prawdę. Były to słowa skierowane do każdego osobiście: czy mam w sobie miłość, taką miłość, jaką miał Jezus do ludzi, by przytulić każdego człowieka, który potrzebuje akceptacji, zainteresowania i wsparcia? Czy akceptuję go w całości, wraz z jego nieraz dziwnym wyglądem, zachowaniem, poglądami, czy raczej oceniam go jako dziwaka i grzesznika i chciałabym go uformować po swojemu? Czy obwarowując się różnymi murami nie oddzielam się od innych ludzi?

II
Ten temat nie dał mi spokoju przez cały weekend. W sobotę rano czytałam ostatni rozdział książki "Liczy się człowiek" Jima Hohnbergera pt. "Bezwarunkowa miłość". Uderzyły mnie następujące myśli:
Wszak Chrystus, gdy jeszcze byliśmy słabi, we właściwym czasie umarł za bezbożnych. Rzadko się zdarza, że ktoś umrze za sprawiedliwego; prędzej za dobrego gotów ktoś umrzeć. Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł.
Rzym.5,6-8


Kim są ci bezbożni? To ty i ja! Kiedy byłem słaby, niezdolny do tego, by Go kochać, niechętny aby nawet Mu odpowiedzieć, Jezus umarł za moje i twoje grzechy. Za każdą osobę która żyła lub dopiero się narodzi. Jezus chętnie przyjął nasze grzechy, mając zarazem świadomość, że większość ludzi nigdy nie odwzajemni się Mu miłością. Miłość do tych, którzy nie mogą nic dla ciebie zrobić lub nie chcą nic zrobić, jest dla człowieka nie do pojęcia - to domena Boga.
Jezus kochał ludzi bezwarunkowo. Nie mówił: "Jeśli się zmienisz, to cię pokocham." Miłość Jezusa została na mnie wylana zanim w ogóle dokonałem najmniejszej zmiany. Jezus nie mówił: "Jeżeli przyjmiesz moją teologię i doktryny, to cię zaakceptuję." Jezus nie mówił: "Jeżeli przyjmiesz reformy i Mój styl życia, to obdarzę cię miłością." Nie powiedział tego ani mnie, ani nikomu innemu. A co my mówimy innym?
My mówimy w ten sposób: "Będę cię kochał i dbał o ciebie, jeżeli przyłączysz się do mojego kościoła." Jaka jest nasza motywacja do ewangelizacji? Czy na pewno chcemy kochać innych? Gdybyśmy szczerze na to popatrzyli, to większość działań ewangelizacyjnych jest obrazem miłości warunkowej - miłości z dużym "jeżeli". Jeżeli nasze wysiłki skierowane są tylko na tych, którzy zamierzają się do nas przyłączyć, to znaczy, że kochamy warunkowo i mamy powód, aby przeprosić tych, których skrzywdziliśmy taką ewangelizacją. Nie objawiliśmy im charakteru Boga, ale własny interes.
Ewangelizacja powinna być motywowana chęcią przyprowadzenia ludzi do Jezusa, który może odkupić ich dusze, jednak naszą motywacją jest zazwyczaj pragnienie przekonania ludzi do naszych wierzeń. Chcemy, aby myśleli tak jak my, żeby się do nas przyłączyli, byli tacy jak my, wspierali nas i nasze plany. To nie jest miłość, moi bracia i siostry. Miłość jest kształtowaniem ludzi na obraz Boga, a nie na nasz własny.



Vincent van Gogh "Miłosierny Samarytanin"

Czy pamiętacie historię Żyda napadniętego przez zbójców i uratowanego przez Samarytanina? Samarytanin został postawiony przed wyborem. Musiał włożyć wiele trudu, a przy tym się ubrudzić, zapłacić za lekarstwa i opiekę nad rannym. Mężczyzna w rowie był Żydem, należał do grupy religijnej rywalizującej z Samarytanami. Wierzyli w tego samego Boga i podobnie Go czcili, jednak nie zgadzali się w kilku bardziej szczegółowych doktrynach i praktykach. A ten przecież z pewnością nie zgodziłby się z jego poglądami. A jednak nie mógł pozwolić, aby ten mężczyzna zmarł w rowie.
A jak wy postąpilibyście w takiej sytuacji? Jak postępujecie z tymi osobami w waszej rodzinie, zborze, domu, których niełatwo kochać lub tymi, które nie dają nic w zamian za wasze wysiłki?
Bóg dokonuje operacji na mnie i na tobie. Czy będziesz okazywał mi miłość w trakcie tych wszystkich operacji, kiedy Bóg szlifuje mój charakter, czy opuścisz mnie, jeżeli nie jestem tym, kim według ciebie powinienem być?


III
Po przeczytaniu tego rozdziału już mnie natchnęło, aby to opisać, ale potrzebowałam jeszcze trzeciego uderzenia, by zrozumieć. I trzeci raz nastąpił w Podkowie, na zajęciach u pastora Jankowskiego, który zastępował swoją żonę. Tematem jego zajęć była potrzeba miłości do ludzi... "Miłość jest podstawą pobożności", jak napisała Ellen White w książce "Przypowieści Chrystusa." Jeśli nie mamy Bożej miłości do ludzi, szybko wstąpi na to miejsce egoizm, krytykanctwo, oskarżanie, wyszukiwanie błędów, wywyższanie się, poniżanie innych, stawianie wygórowanych wymagań, fałszywe wzbudzanie współczucia i wiele innych.
Wstrząsającym obrazem był obraz przedstawiający walkę Chrystusa z szatanem. Ten ostatni charakteryzuje się tym, że jest mściwy, gniewny, uważa, że ma zawsze rację, walczy i nigdy się nie poddaje, chociaż dawno przegrał. Kogo my reprezentujemy, kiedy zachowujemy się podobnie?
Płakałam, kiedy słyszałam te słowa. Jaki Bóg jest cierpliwy, że aż trzy razy do mnie mówił, żebym jak najlepiej go zrozumiała... Jaki On jest mądry i wiedział, czego mi najbardziej brakuje... I jaki człowiek jest pusty i biedny bez Niego... Jezus szuka możliwości, gdzie tylko może, kiedy tylko Mu na to pozwolimy, i opatruje nasze rany. Patrzy na mnie, beznadziejny przypadek, i mówi: Jesteś bezradna i bez nadziei, Karolino Harasim, ale twój ciężki stan tylko pozwala Mi pokazać ci Moją miłość do ciebie.
To jest zbawcza ewangelia Chrystusa. Sięga ona daleko poza określenie, kto jest dobry, a kto zły, poza doktryny i przynależność denominacyjną, poza reformy i zmiany stylu życia. Sięga sedna sprawy - miłości bezwarunkowej.

"Nowe przykazanie daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem; abyście się i wy wzajemnie miłowali. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli miłość wzajemną mieć będziecie."
Jan 13, 34.35

Bóg wzywa cię dzisiaj swoją wielką miłością. Prosi cię, abyś obdarzał taką samą miłością innych, nie z siebie i przez siebie, gdyż nie ma jej w tobie. Drogą do takiej miłości jest życie, w którym wszystkie wybory poddane są Jemu, dzięki czemu może On wlewać swoją miłość do twojego serca.

_________________________________________
opracowano na podstawie książki Jima Hohnbergera "Liczy się człowiek"

Tylko Jezus.

"Tak więc każdy z was, który się nie wyrzeknie wszystkiego, co ma, nie może być uczniem moim."
Łuk. 14,33

Zadziwiające, jak przez wiele lat, codziennie studiując Słowo Boże, nie znajdowałem Jezusa! Och, znalazłem prawdę, ale nie Jezusa.
Jezus mówi: Ja jestem drogą. Jezus jest jedyną Drogą. Kiedy mamy problem nawet z najmniejszą rzeczą, On jest drogą. Nie ma innej drogi do zbawienia.
Nie tylko jestem drogą, ale jestem prawdą - mówi Jezus. Trzymamy się prawy, ale nie znaleźliśmy Tego, który jest Prawdą. Możemy mieć wiele prawd, ale to On jest Prawdą, na którą wskazują pozostałe.
Chrystus powiedział również w J 10,9: Ja jestem drzwiami. Innymi słowy: musisz przejść przeze Mnie. Kiedy próbujemy wejść do Królestwa innymi drogami, możemy dobrze wyglądać i nabrać wielu ludzi, ale to nie spowoduje zmiany naszego wnętrza. Jezus jest jedyną Drogą. Każdego dnia muszę wejść przez te drzwi. To jest Ewangelia. Mogę zostać zbawiony od siebie samego, przez Niego i tylko dla Niego.
w J 6,51 Jezus mówi nam: Ja jestem chlebem żywym. Tylko On może mnie podtrzymywać. Nic innego nie jest w stanie nas podtrzymywać. On jest witalnością życia. On jest Ewangelią.

Ewangelią nie jest twoje uczęszczanie do kościoła ani nawet twoja przynależność do kościoła. Nie jest nią reforma diety, sposób ubierania się, edukacja czy nauczanie domowe. Ewangelią nie jest poselstwo o życiu na wsi ani nawet wierność w udzielaniu lekcji biblijnych, nasza wiedza o proroctwach czy nasze wysiłki ewangelizacyjne, lub obrona prawdy.
Wszystkie te rzeczy, choć same w sobie są poprawne, mogą i stają się substytutem dla mieszkającego w sercach Chrystusa. Staliśmy się jak naród żydowski. Jego przywódcy i on sam mieli wszystkie zewnętrzne elementy religijności i uczynili je swoją ewangelią. Co w efekcie mają? Nic.
Jezus powiedział do Żydów, którzy byli dumni ze swojej wiedzy: "Badacie Pisma, bo sądzicie, że macie w nich żywot wieczny" J 5,39. Czy badali Pisma, aby znaleźć żywe doświadczenie w Chrystusie? Za nic w świecie! Badali Pisma dla wiedzy, jak się spierać i prowadzić dyskusje, ale nie dla żywego doświadczenia. Byli usatysfakcjonowani tylko promieniami światła, zamiast szukać samego słońca.
Paweł mówi o tym tak: "Przybierają pozór pobożności, podczas gdy życie ich jest zaprzeczeniem jej mocy" 2 Tm 3,5. Musimy szczerze zadać sobie pytanie: czy te słowa dotyczą nas?

"Jeśli tedy ty mienisz się Żydem i polegasz na zakonie, i chlubisz się Bogiem, i znasz wolę jego, i umiesz rozróżnić dobre od złego, będąc pouczonym przez zakon, i uważasz siebie samego za wodza ślepych, za światłość dla tych, którzy są w ciemności, za wychowawcę nierozumnych, za nauczyciela dzieci, mającego w zakonie ucieleśnienie wiedzy i prawdy, ty więc, który uczysz drugiego, siebie samego nie pouczasz? Który głosisz, żeby nie kradziono, kradniesz? Który mówisz, żeby nie cudzołożono, cudzołożysz? Który wstręt czujesz do bałwanów, dopuszczasz się świętokradztwa? Który się chlubisz zakonem, przez przekraczanie zakonu bezcześcisz Boga? Albowiem z waszej winy, jak napisano, poganie bluźnią imieniu Bożemu."
Rz 2,17-24


Bądźmy szczerzy, jeśli twoje chrześcijaństwo nie działa w domu, to go nie eksportuj. Przestań eksportować, a zacznij importować. Jeśli w naszych domach nie nauczyliśmy się, jak żyć ewangelią, to czym będziemy mogli dzielić się z naszymi sąsiadami? Niczym. Jeżeli nie mogę iść naprzód ze swoim współmałżonkiem, jeżeli walki, sprzeczki i kłótnie są tygodniową rutyną, to czym mogę podzielić się z innymi, co by ich zmieniło?
Ellen White napisała: "Nasza religia będzie miała małą wartość dla naszych bliźnich, jeżeli jest tylko teoretyczna, a nie jest praktyczna." Testimonies to the church, t.4, s.236. Praktyczna, czyli taka, która działa, zmienia życie. Działa wtedy, gdy pojawia się w moim życiu irytacja, kiedy przychodzi frustracja, kiedy apetyt i pasje napierają, albo kiedy chcą mnie dopaść skłonności i popędy. Wtedy zwracam się do Jezusa i mówię: Panie, ratuj! i poddaję Mu pożądanie i jestem zależny od Niego, i współpracuję z Nim. Moje uczucia i emocje już nie rządzą mną dłużej. Irytacja i pasje nie mają nade mną władzy. Jeżeli to nie działa, to moja religia nie jest praktyczna.

"Tak więc każdy z was, który się nie wyrzeknie wszystkiego, co ma, nie może być uczniem moim."
Łuk. 14,33


Oto gotowość do poddania się Bogu w każdym momencie, każdej godziny, każdego dnia. Wszystko, czego się od nas wymaga, to pełne poddanie naszych myśli, celów i woli - wszystkiego, co mamy i kim jesteśmy - Bogu, aby być przez Niego użytym. Nic nie tracimy, oddając wszystko Bogu - nic poza grzechem i egoizmem. W niczym innym tego doświadczenia nie uzyskamy - tylko w Jezusie.

____________________________________
tekst pochodzi z artykułu Jima Hohnbergera "Jezus czy coś innego", zamieszczonego w listopadowym wydaniu "Głosu adwentu".
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...