czwartek, 29 grudnia 2011

Wiary skok w Nowy Rok



"Schronem pewnym jest Bóg wiekuisty,
A tu na dole ramiona wieczne;"

V Mojż.33,27

Czy oglądacie czasem występy akrobatów? Czy czujecie się spokojni i zrelaksowani, kiedy balansują wysoko w powietrzu, wykonując niezwykłe akrobacje, czy też siedzicie zestresowani, w obawie, że któryś spadnie i stanie się nieszczęście?

Ci, którzy należą do Boga, mają o wiele lepsze zabezpieczenie niż najlepsze zabezpieczenia cyrkowe. Takie, które nigdy się nie zużywa i zawsze chroni ich od popełniania fatalnych w skutkach błędów duchowych. Pismo Święte przypomina nam o tej prawdzie, zapewniając nas, że są "na dole ramiona wieczne". Bóg kołysze nas, zachowując nas w bezpieczeństwie do wiecznego życia w Jego obecności.
Wiedząc, że Ojciec chroni nasze dusze, możemy skierować naszą energię nie na budowanie naszego poczucia bezpieczeństwa, ale na budowanie Jego królestwa. Bezpieczni w Jego ramionach, możemy podejmować ryzyko, którego wymaga wiara. Jeżeli asekurujesz się, nie idąc w kierunku, o którym wiesz, że jest właściwy, poświęć trochę czasu dzisiaj na rozważanie wierności Boga. Powiedz Mu, że pragniesz Jego woli bardziej niż własnej. A potem zrób to, o co prosi Cię Ojciec!

Takiej odwagi i wiary życzę wszystkim czytelnikom Homo viatora w nadchodzącym Nowym Roku 2012.
Niech wam Bóg błogosławi.

sobota, 3 grudnia 2011

Czym jest pycha?

"Pycha chodzi przed upadkiem, a wyniosłość ducha przed ruiną."
Przyp.16,18

Dzisiaj nie mogłam pojechać na nabożeństwo, bo źle się czułam. Wstałam dosyć późno i akurat wtedy rozpoczynała się druga część nabożeństwa oraz transmisja internetowa kazania ze zboru na Foksal. Włączyłam zatem i wysłuchałam kazania pastora Pawła Lazara.

Czym jest pycha?


Historia buntu Koracha, Datana i Abirama (IV Mojż.16) pokazuje, jak urażone ambicje, duma, chęć odzyskania rzekomo utraconych przywilejów doprowadziły do zagłady całe buntownicze rodziny.
Zobaczmy, jakie znamiona nosi pycha:

1. Pycha wypacza rzeczywistość.

Pycha jest zwierciadłem, które zawsze schlebia:
pomniejsza nasze wady, powiększa nasze cnoty.

Charles Louis de Montesquieu (Monteskiusz)

2. Pycha nie przyznaje się do błędu.

"Człowiek, który po pouczeniach zacina się w uporze, zostanie nagle zdruzgotany i bez ratunku."
Przyp. 29,1 BP

3. Pycha uparcie trzyma się swojej drogi.

"Niejedna droga zda się człowiekowi prosta, lecz w końcu prowadzi do śmierci. "
Przyp.14,12

4. Pycha przypisuje sobie nieistniejące zasługi.
"Twoje serce wbiło się w pychę z powodu twej piękności. Zatraciłeś swą mądrość przez twój przepych."
Ezech.28,17 BP

5. Pycha nigdy nie jest zadowolona z tego, co ma.

"Tyś był Cherubinem pomazanym, nakrywającym; Jam cię wystawił, byłeś na górze Bożej świętej, w pośród kamienia ognistego przechadzałeś się (...) Jakże ty spadłeś aż z niebios, ty gwiazdo poranna i synu jutrzenki? Jak się to stało, że leżysz na ziemi ty, któremu służyły wszystkie narody? Ty, któryś sobie mówił: Wstąpię na niebiosa i przejdę ponad gwiazdami Bożymi i tam sobie tron mój ustawię. I zasiądę na wzgórzu zgromadzenia, aż na północnych krańcach. Wstąpię na wierzchołek chmur czarnych i stanę się podobnym do Najwyższego. Jakże więc? To ty i aż do szeolu strącony na samo dno otchłani?" (Ezech.28,14 BG; Iz. 14, 12-15 BWP).

6. Pycha nie dostrzega własnej potrzeby.
"Chlubisz się tym, że jesteś bogaty, że nadal się wzbogacasz, że nie brak ci niczego, a nigdy nie pomyślałeś o tym, że w rzeczywistości jesteś nieszczęśliwy, godny politowania, biedny, ślepy i nagi.
Radziłbym ci kupić sobie u Mnie złota oczyszczonego w ogniu, byś mógł stać się naprawdę bogatym; radzę ci nabyć sobie białe szaty, byś mógł okryć nimi hańbę swojej nagości; kup sobie również balsamu do namaszczenia twoich oczu, abyś mógł widzieć."

Obj.3,17.18 BWP

Jaki straszny los spotkał Koracha i jego wspólników! Jaki straszny koniec czeka największego buntownika wszechczasów, Lucyfera! Tak wysoko byli, a tak niskoupadli. A czy my, chrześcijanie, chodzący z Bogiem na co dzień, znający Boże zasady, dający z siebie wszystko dla Jego chwały, nie jesteśmy od tego wolni?

"Nie poszukujcie niczego w celu wynoszenia się jedni ponad drugich, nie gońcie za próżną chwałą, lecz z całą pokorą uważajcie innych za lepszych od was samych. Niech nikt nie szuka tylko własnego dobra, lecz niech myśli o sprawach innych. Niech was ożywiają uczucia znamienne dla Jezusa Chrystusa:
On to, istniejąc [od wieków] w postaci Boga, nie uznał za stosowne korzystać ze swej równości z Bogiem, lecz [przeciwnie] wyzbył się wszystkiego, co Boskie, pojawił się w postaci sługi. Stał się podobnym do ludzi i - zgodnie z tym, czym był na zewnątrz - został uznany za człowieka. Zgodził się dobrowolnie na stan poniżenia, stał się posłuszny aż do śmierci - i to aż do śmierci na krzyżu.
Dlatego Bóg Go wywyższył ponad wszystko i nadał Mu imię godniejsze od wszelkiego imienia, po to, aby na imię Jezus zginało się wszelkie kolano: istot, które są w niebie, na ziemi i pod ziemią, i aby wszyscy wyznawali, że Jezus Chrystus jest Panem, ku chwale Boga Ojca."

Fil.2,3-11 BWP

Zajrzyjmy w głąb siebie z modlitwą i prośmy Boga, by nas uratował od siebie samych.

_________________________________________
powyższy konspekt jest rozszerzony o własne wersety, znalezione podczas dalszego studium tego tematu.

piątek, 2 grudnia 2011

Tapety z tekstami biblijnymi


Jeśli ktoś chciałby przyozdobić swój pulpit podobnym pięknym krajobrazem oraz pokrzepiającym tekstem biblijnym, zapraszam do pobrania folderu z zestawem tapet. Teksty w języku angielskim.
Tapety z tekstami biblijnymi - Dropbox

wtorek, 22 listopada 2011

Lead me to the rock that is higher than I.


Psalm 61

1 Hear my cry, O God;
Attend to my prayer.
2 From the end of the earth I will cry to You,
When my heart is overwhelmed;
Lead me to the rock that is higher than I.

3 For You have been a shelter for me,
A strong tower from the enemy.
4 I will abide in Your tabernacle forever;
I will trust in the shelter of Your wings. Selah

5 For You, O God, have heard my vows;
You have given me the heritage of those who fear Your name.
6 You will prolong the king’s life,
His years as many generations.
7 He shall abide before God forever.
Oh, prepare mercy and truth, which may preserve him!

8 So I will sing praise to Your name forever,
That I may daily perform my vows.

niedziela, 20 listopada 2011

"Pójdźcie, odpocznijcie chwilę"


"I rzekł im: wy sami idźcie na osobność, na miejsce ustronne i odpocznijcie nieco."
Mar.6,31

Chrystus jest pełen tkliwości i współczucia dla pozostających w Jego służbie. Chciał pokazać swym uczniom, że Bóg nie wymaga od nich ofiary, lecz miłosierdzia. Włożyli wszystkie siły duszy w pracę dla ludzi i to wyczerpało ich fizycznie i umysłowo. Teraz ich obowiązkiem było odpocząć.
Pełne współczucia słowa Chrystusa odnoszą się w takim samym stopniu do uczniów, jak i tych wszystkich, którzy obecnie pracują dla Niego. (...) Nie jest słuszne pozostawanie pod stałym przymusem pracy i zdenerwowania, nawet wtedy, kiedy się pragnie zaspokojenia duchowych potrzeb ludzi, gdyż w tych warunkach nie można zadość uczynić osobistej pobożności, a siły umysłu i ciała są przeciążone. Chrystus wymaga od Swych uczniów poświęcenia i ofiary, lecz należy również dbać o to, aby poprzez nadmierną gorliwość nie pozwolić szatanowi owładnąć osłabionym ciałem ludzkim, niwecząc tym sposobem osiągnięcia dzieła Bożego.
Według poglądów rabinów szczytem religijności był stan nieustannej aktywności; dlatego też dla pokazania jej uciekli się do różnych zewnętrznych środków. W ten sposób odłączyli się od Boga i obwarowali w kręgu samowystarczalności. Takie niebezpieczeństwa istnieją również dziś. W miarę wzrostu aktywności i powodzenia w pracy dla Boga powstaje niebezpieczeństwo pokładania wiary w ludzkich planach i metodach. Narodziła się dzięki temu tendencja, aby mniej się modlić i mniej wierzyć. Podobnie jak uczniom również nam grozi niebezpieczeństwo utraty z oczu zależności od Boga i dążenie do uczynienia z naszej działalności celu samego w sobie. W tej sytuacji stale musimy mieć nasz wzrok zwrócony na Jezusa i zdawać sobie sprawę, że to dzięki Jego mocy odbywa się nasza praca. Pracując z powagą na rzecz ludzi zgubionych, powinniśmy zawsze znaleźć czas na rozmyślanie, modlitwę i studiowanie Słowa Bożego. Jedynie praca dokonana za pomocą usilnej modlitwy i uświęcona zasługą Chrystusa okaże się w ostatecznym wyniku pożyteczną w naszym dążeniu ku dobremu.

_______________________________
fragmenty rozdziału XXXVIII "Pójdźcie, odpocznijcie chwilę" z książki "Życie Jezusa" E. White

piątek, 11 listopada 2011

List do chrześcijan I i XXI wieku


Piotr, apostoł Jezusa Chrystusa, do wybranych, którzy (...)zostali wybrani według przedwiecznych planów Boga Ojca, aby osiągnęli uświęcenie przez Ducha i stali się posłuszni [Bogu], ponieważ zostali pokropieni krwią Jezusa Chrystusa. Łaska i pokój niech zstąpią na was w wielkiej obfitości.

Niech będzie błogosławiony Bóg, Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa. On to w swym wielkim miłosierdziu przez zmartwychwskrzeszenie Jezusa Chrystusa odrodził nas i obdarzył nadzieją nowego życia. Dlatego też możemy oczekiwać dziedzictwa niezniszczalnego, niczym nie skażonego, zawsze jednakowo cennego, przygotowanego dla was w niebie.
Was bowiem, przez wiarę waszą, zachowuje Bóg mocą swoją do zbawienia, jakie ma być objawione w czasach ostatecznych, z czego powinniście się już radować, mimo że wypadnie wam doznać jeszcze niejednego smutku z powodu rozmaitych utrapień [jakie was czekają]. Zresztą wskutek owych utrapień wiara wasza będzie wypróbowana i stanie się cenniejsza od przemijającego złota, które przecież oczyszcza się w ogniu.
W ten sposób, gdy przyjdzie Jezus Chrystus, zasłużycie sobie na chwałę, uwielbienie i cześć. Miłujecie Go przecież, choć nie widzieliście Go nigdy; wierzycie w Niego, choć Go nie widzicie. Dlatego też uradujecie się kiedyś radością niewysłowioną i wspaniałą, kiedy dojdziecie do tego, co stanowi cel waszej wiary, to jest do zbawienia waszych dusz. Sprawę owego zbawienia badali dokładnie prorocy, czyli ci, którzy mówili już dawno o łasce, jaką wy dopiero mieliście otrzymać. Zastanawiali się nad tym, jaki będzie ów czas, na który wskazywał działający przez nich Duch Chrystusa. On to przepowiadał mające przyjść na Chrystusa naprzód cierpienie, a potem chwalebne wywyższenie.
Prorocy także dowiedzieli się, że to nie im, ale wam raczej miało służyć sprawowane przez nich poselstwo zbawienia. Tę samą posługę sprawują teraz słudzy Ewangelii, głosząc wam, za sprawą Ducha Świętego zesłanego z nieba, radosną nowinę [zbawienia]. A są to sprawy, w które pragnęliby wniknąć sami aniołowie.
Dlatego miejcie w pogotowiu wasz umysł, tak jak człowiek przewiązujący własne biodra przygotowuje się do działania. Bądźcie trzeźwi i całą waszą nadzieję pokładajcie w łasce, która będzie wam dana, gdy przyjdzie Jezus Chrystus. Bądźcie posłuszni jak dzieci i nie poddawajcie się już waszym dawnym pożądaniom, jak to czyniliście, kiedyście jeszcze pozostawali w nieświadomości. W całym waszym postępowaniu starajcie się być świętymi na wzór Świętego, który was powołał.
Napisane jest bowiem: Świętymi bądźcie, bo i Ja jestem Święty.

Jeżeli Ojcem nazywacie Tego, który sądzi każdego według jego uczynków, nie czyniąc żadnych rozróżnień między ludźmi, to trwajcie w ustawicznej bojaźni Bożej, jak długo przebywacie na tej obczyźnie. Wiecie przecież, że z waszego przewrotnego życia przekazanego wam przez ojców waszych zostaliście wykupieni i to nie jakimiś przemijającymi dobrami, jak srebro czy złoto, ale najdroższą krwią Chrystusa, Baranka niepokalanego i bez żadnej skazy. Był On co prawda ustanowiony [Odkupicielem] jeszcze przed stworzeniem świata, lecz ze względu na was objawił się dopiero w tych ostatnich czasach. I właśnie przez Niego wyście uwierzyli w Boga, który wzbudził Go z martwych i obdarzył chwałą. W ten sposób zarówno wiara, jak i nadzieja wasza są skierowane ku Bogu.
Posłuszni prawdzie dostąpiliście uświęcenia po to, by posiąść prawdziwą miłość braterską: miłujcie więc jedni drugich gorąco i z głębi serca. Jesteście bowiem powołani do nowego życia nie z nasienia, które ginie, lecz z tego, które nigdy nie niszczeje: ze słowa Bożego wiecznie żywego, nie przemijającego.
Wszelkie ciało jest niczym trawa, a cała jego świetność - jakby kwiat polny: trawa usycha, kwiat opada. A słowo Pańskie trwa na wieki. Słowem tym zaś jest ogłoszona wam już Dobra Nowina.
Odrzućcie tedy od siebie przewrotność, podstęp, obłudę, zazdrość i wszelkie złe słowo! A jako nowo narodzone dzieci starajcie się wzbudzić w sobie pragnienie duchowego, prawdziwego mleka, abyście dzięki niemu mogli wzrastać coraz bardziej ku zbawieniu. Bo przecież przekonaliście się już, jak słodki jest Pan.
Tak więc przybliżcie się do Tego, który jest żywym kamieniem. Ludzie odrzucili go co prawda, lecz jest to kamień wybrany i drogocenny dla Boga. Wy również, niby żywe kamienie, tworzyć będziecie duchową świątynię, staniecie się świętym kapłaństwem po to, by przez Jezusa Chrystusa składać duchowe, miłe Bogu ofiary.
Tak bowiem mówi Pismo: Oto kładę na Syjonie kamień węgielny, wybrany, kosztowny. Kto w niego uwierzy, nie będzie zawiedziony.
I to spotka was, wierzących, jako wyraz szczególnego wyróżnienia. Dla tych zaś, którzy nie wierzą, właśnie ten kamień - odrzucony przez budujących, a przecież podtrzymujący fundament całej budowli - stał się kamieniem upadku i skałą zgorszenia. Ponieważ buntują się przeciw słowu, upadają, zgodnie zresztą ze swym przeznaczeniem.
Wy natomiast jesteście plemieniem wybranym, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem przeznaczonym na własność dla Boga. Wy macie ogłaszać dzieła potęgi Tego, który powołał was z ciemności do swego cudownego światła:
Właśnie wy, którzy nie byliście kiedyś ludem Bożym, a którzy teraz ludem Bożym jesteście; wy, którzyście kiedyś nie dostąpili miłosierdzia, a teraz doznaliście owego miłosierdzia.


Proszę was, najmilsi, byście jako pielgrzymi nie mający tu swojej ojczyzny odsuwali od siebie pożądliwości, które występują przeciwko waszej duszy. Wasze zachowanie się wśród pogan niech będzie nienaganne, a wówczas oni również, przypatrując się waszym dobrym uczynkom, przestaną was znieważać jako złoczyńców, a poczną wychwalać Boga w dniu Nawiedzenia.
Ze względu na Pana bądźcie ulegli każdej ludzkiej władzy: królowi posiadającemu władzę najwyższą, namiestnikom, którzy z polecenia króla karzą złoczyńców i nagradzają dobrze czyniących. Chce bowiem Bóg, abyście waszymi dobrymi uczynkami zamknęli usta głupocie i nieuctwu ludzkiemu.
Postępujcie tak, jak ludzie naprawdę wolni, jak słudzy Boga, a nie jak ci, dla których wolność jest tylko pretekstem do czynienia zła. Szanujcie wszystkich, braci miłujcie, Boga się bójcie, królowi czci nie odmawiajcie. Niewolnicy z całą bojaźnią niech będą poddani panom, i to nie tylko dobrym i łagodnym, lecz także surowym.
Dowodem posiadania łaski [Bożej] jest bowiem to, że ktoś właśnie ze względu na Boga potrafi znosić krzywdy i cierpienia, choć na nie wcale nie zasłużył. Jakaż to bowiem chwała dla was, gdy za przewinienia wasze cierpicie zasłużoną karę? Natomiast wyrazem łaski Bożej jest to, że postępujecie sprawiedliwie, a mimo to musicie znosić cierpienia. W rzeczywistości bowiem do tego właśnie jesteście powołani.
Przecież Chrystus również cierpiał za was i pozostawił wam przykład, który powinniście naśladować.
Nie popełnił żadnego grzechu, nie wypowiedział nigdy podstępnego słowa.
Nie odpłacał złorzeczeniem, gdy Mu złorzeczono, nie odgrażał się, kiedy musiał cierpieć, lecz z całym poddaniem się słuchał Tego, który sądzi sprawiedliwie.
W swoim własnym ciele poniósł nasze grzechy na drzewo [krzyża], byśmy już obumarli grzechowi, a żyli tylko dla sprawiedliwości. Krwią Jego ran zostaliście uleczeni.

Byliście bowiem kiedyś jak owce zbłąkane, ale teraz wróciliście znów do Tego, który jest Pasterzem i Stróżem dusz waszych.

Tak więc ukórzcie się pod mocną ręką Boga, a Bóg wywyższy was za to w odpowiedniej chwili. We wszystkich potrzebach waszych zaufajcie Jemu, gdyż On troszczy się o was.
Bądźcie trzeźwi i czuwajcie, bo przeciwnik wasz, diabeł, krąży niby lew ryczący wokół was, wypatrując, kogo by pożreć. Przeciwstawiajcie się mu waszą [silną] wiarą. Wiecie przecież, że waszych braci na [całym] świecie spotykają te same cierpienia.

Bóg zaś, dawca wszelkiej łaski, Ten, który was powołał do wiecznej chwały w Chrystusie, On sam, po krótkich cierpieniach waszych, uczyni was w pełni dojrzałymi, umocni was, utwierdzi i ugruntuje.
Jemu chwała i moc na wieki wieków. Amen.


I List Piotra, rozdziały 1 i 2, 5,6-11 Biblia Romaniuka

wtorek, 27 września 2011

Duch Święty i ożywienie



Właśnie zakończyłem seminarium na temat ożywienia w pewnym zborze, gdy jeden ze starszych wyznawców podszedł do mnie. Najwyraźniej był chrześcijaninem od wielu lat. Grzecznie zapytał, czy może mi zadać pytanie. Gdy odpowiedziałem twierdząco, szybko zaczął przytaczać różne wersety biblijne. Było jasne, że dosyć dobrze znał Biblię. Zastanawiałem się, do czego zmierza, ale szybko przeszedł do sedna.
Czy Duch Święty jest boskim wpływem, siłą emanującą z Boga, czy też trzecią osobą Bóstwa? Wielu chrześcijan nie ma jasności w tej kwestii.
Czy Duch Święty jest mocą pochodzącą od Boga, swego rodzaju bezosobowym wpływem, czy też jest boską osobą? Wyjaśniłem mojemu rozmówcy, że ta kwestia jest niezwykle doniosła.
Jeśli Duch Święty jest trzecią osobą Bóstwa, równą Ojcu i Synowi, a my uważamy Go tylko za bezosobowy wpływ, wówczas okradamy boską osobę z należnej czci, szacunku i miłości. Jeśli jest On tylko wpływem czy mocą, będziemy skłonni uchwycić tę moc i posługiwać się nią. Ale jeśli uznajemy Ducha Świętego jako osobę, będziemy się poddawać Jego wpływowi, ulegać Jego kierownictwu, otwierać serce na jego pouczenia i podporządkowywać się Jego woli. Naszym jedynym pragnieniem będzie pozwolić Mu, by posługiwał się nami.
Prawdziwe duchowe ożywienie jest dziełem Ducha Świętego. Nie jesteśmy w stanie ożywić się sami. Jedynie Duch Święty może sprawić ożywienie. Mając prorocze zrozumienie, Ellen G. White stwierdza: „Ożywienie prawdziwej pobożności wśród nas jest największą i najpilniejszą ze wszystkich naszych potrzeb. Musimy mieć święte namaszczenie od Boga, chrzest Jego Ducha, gdyż jest to jedyny skuteczny czynnik w głoszeniu świętej prawdy. To Duch Boży budzi pozbawione życia siły duszy ku docenieniu niebiańskich rzeczy i przyciąga uczucia ku Bogu i prawdzie” (Gospel Workers, wyd. 1892, s. 370).
Jeśli mamy doświadczyć autentycznego ożywienia, konieczne jest zrozumienie, kim jest Duch Święty i jak działa. Fałszywe pojęcie o Duchu Świętym jedynie, jako o mocy czy sile, może doprowadzić do wywyższania siebie. „Popatrz, jaką mam moc”. W przeciwieństwie do tego, właściwe pojęcie o Duchu Świętym, jako o trzeciej osobie Bóstwa, prowadzi do uległości wobec Jego woli.
Niestety, wielu chrześcijan w Kościołach na całym świecie nie ma właściwego zrozumienia, kim jest Duch Święty i jaką pełni rolę. Dr Bill Bright, założyciel i były przewodniczący Campus Crusade for Christ, wskazuje, że jego organizacja przeprowadziła ankietę wśród „tysięcy chrześcijan w Kościołach na całym świecie” i niestety „niemal 95 procent respondentów wskazało, iż mają niewielką wiedzę, kim jest Duch Święty i dlaczego istnieje”.
A. W. Tozer napisał: „Pojęcie przeciętnego wyznawcy o Duchu Świętym jest tak mgliste, iż właściwie żadne”. Nauczanie Jezusa o Duchu Świętym zapisane w ewangeliach jest wyraziste i jednoznaczne. Jednak, jak podkreśla Tozer, dla przeciętnego chrześcijanina zrozumienie tego nauczania jest „mgliste” i „żadne”.
To prawdziwa tragedia. Zrozumienie biblijnej nauki o Duchu Świętym jest absolutnie konieczne dla chrześcijańskiego rozwoju.
W książce zatytułowanej The Secret: How to Live with Purpose and Power (Tajemnica — jak żyć celowo i z mocą) dr Bright dzieli się swoim najgłębszym przekonaniem odnoszącym się do chrześcijańskiego życia: „Jestem osobiście przekonany, że jeśli współcześni chrześcijanie lepiej rozumieliby podstawy biblijnego nauczania o Duchu Świętym, a następnie zaprosili Go, by działał z mocą w ich życiu każdego dnia, doświadczyliby nieznanej dotąd radości i osobistego spełnienia. Ponadto nasze werbalne i niewerbalne świadectwo o Jezusie Chrystusie wywróciłoby świat do góry nogami” (s. 34).
Czy chciałbyś doświadczyć więzi z Bogiem jak nigdy dotąd? Czy chciałbyś otrzymać nadprzyrodzoną moc Chrystusa by żyć zwycięskim chrześcijańskim życiem? Czy chciałbyś być potężnym świadkiem Jezusa w świecie? Zrozumienie, kim jest Duch Święty, i przyjęcie Go jako osobistego Przewodnika, to klucz do spełnienia w chrześcijańskim życiu.

Kim jest Duch Święty?

Dość łatwo jest nam myśleć o Bogu Ojcu i Jezusie jako osobach. W umyśle tworzymy mentalny obraz każdego z Nich. Jednak Duch Święty jest postrzegany jako tak tajemniczy i nieuchwytny, a jednocześnie wszechobecny, iż czasami nie potrafimy pojąć, kim On jest naprawdę.
Często błądzimy w tej kwestii. Przeważnie usiłujemy zrównać boską osobowość z widzialnością. Fakt, iż Duch Święty jest wszechobecny, rodzi w nas odczucie, że musi On być mocą czy obecnością Boga, a nie boską istotą. Tego rodzaju myślenie nastręcza dwa zasadnicze problemy.
Po pierwsze, jest to ludzki sposób wyjaśniania boskiej istoty. Jest to próba kształtowania boskiej prawdy tak, by pasowała do naszego ograniczonego sposobu pojmowania. W ten sposób usiłuje się podzielić najwznioślejszą prawdę o Bóstwie na małe, przyswajalne przez nas części. Wydaje się, iż zapominamy przy tym, że mamy do czynienia z Bogiem!
Nigdy nie pojmiemy złożoności Boga. Pewien wybitny teolog powiedział: „Usiłowanie zrozumienia Trójcy prowadzi do pomieszania umysłu. Zaprzeczanie prawdzie o Trójcy prowadzi do zatracenia duszy”.
Dobrą nowiną jest, że nie musimy rozumieć wszystkiego na dany temat, by docenić to, co znamy choćby częściowo. Nie rozumiem, jak działa prąd elektryczny, ale to nie znaczy, że póki tego nie pojmę, wieczorem muszę siedzieć w ciemności.
Podobnie, choć nie w pełni pojmujemy istotę Ducha Świętego, możemy przyjąć przez wiarę biblijną naukę o Duchu Świętym i zaprosić boskiego Pocieszyciela, by mieszkał w naszych sercach.
Po drugie, istnieje przeciwny nauczaniu Pisma Świętego pogląd, iż Duch Święty to jedynie siła czy potężny wpływ Boga, a nie trzecia osoba Bóstwa. Biblia zawiera trzy jednoznaczne nowotestamentowe fragmenty opisujące Bóstwo jako boską Trójcę. Żaden z nich nie wskazuje, jakoby którakolwiek z osób Bóstwa była mniejsza czy mniej ważna od pozostałych. W swoim ostatnim zleceniu danym uczniom nasz Pan powiedział: „Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” (Mt 28,19). Gdy nowotestamentowi wierzący stawali się chrześcijanami, wkraczali w więź z Bogiem — niebiańską jedność z Ojcem, Synem i Duchem Świętym.
W Ef 2,18 apostoł Paweł wskazuje na jedność celu Bóstwa: „Przez Chrystusa bowiem wszyscy my [Żydzi i nie-Żydzi], korzystając z pomocy tego samego Ducha, mamy dostęp do Ojca” (Biblia Romaniuka). W Hbr 10,9-15 podkreśla on jedność Bóstwa, zwracając uwagę na fakt, iż Ojciec wyraża wolę, Syn działa, a Duch wydaje świadectwo.
W Piśmie Świętym Ojciec, Syn i Duch Święty są przedstawieni jako współdziałający w dążeniu do realizacji zamierzeń Bóstwa w planie odkupienia. Są obecni przy stworzeniu, chrzcie i życiu Jezusa, na Golgocie, przy zmartwychwstaniu Chrystusa i w Jego służbie w niebiańskiej świątyni.
Apostoł Paweł kończy 2 List do Koryntian takimi wymownymi słowy: „Łaska Pana Jezusa Chrystusa i miłość Boga, i społeczność Ducha Świętego niech będzie z wami wszystkimi” (2 Kor 13,13).
Ten werset mówi o miłości Boga, łasce Chrystusa i społeczności Ducha Świętego.
W Starym Testamencie Bóg objawił swoją miłość w ostrzeżeniach i pouczeniach przekazanych przez proroków. W Nowym Testamencie objawił ją w życiu i śmierci Jezusa. Tę miłość nazywamy łaską. Od czasu zmartwychwstania Jezusa i rozpoczęcia Jego służby w niebiańskiej świątyni Bóg objawia swoją miłość przez osobistą obecność, czyli społeczność Ducha Świętego z nami.
To przez Ducha Świętego jesteśmy prowadzeni do łączności z Ojcem i Synem. To przez Ducha Świętego wkraczamy w bliską więź z Bóstwem. Zanim Chrystus przyszedł w ciele, Ojciec był najlepiej pojmowaną osobą Bóstwa, wypełniającą horyzont myślowy ludzi. Z chwilą przyjścia Chrystusa, pojawiła się na nim druga osoba Bóstwa. Nowotestamentowy świat ujrzał miłość Bożą objawioną przez Jezusa. Dlatego Jezus powiedział: „Kto mnie widział, widział Ojca” (J 14,9).
Gdy Jezus wstąpił do nieba, wkroczyliśmy w kolejną erę. Jest to era Ducha Świętego! Duch Święty jest tak samo realny i tak samo jak Ojciec i Syn jest osobą Bóstwa. Nie jest jedynie nieuchwytnym, ulotnym wpływem emanującym od Ojca. Nie jest bezosobową, niedającą się określić siłą, czy też niewidzialną życiową zasadą.

Duch Święty jest boską osobą!

LeRoy E. Froom w książce Przyjście Pocieszyciela wyraża to następująco: „Jezus był najwybitniejszą osobowością w historii świata, a Duch Święty przyszedł, by Go zastąpić. Nikt prócz innej osoby nie mógł zająć miejsca tej cudownej osoby — Jezusa Chrystusa. Nie mógł tego uczynić żaden bezosobowy wpływ czy energia” (s. 32).
Ellen G. White wyjaśnia: „Są trzy żywe Osoby Trójcy nie¬biańskiej. W imieniu tych trzech wielkich Potęg — Ojca, Syna i Ducha Świętego — ci, którzy przyjmują Chrystusa w żywej wierze, dostępują chrztu. Otóż Moce te będą współdziałać i współpracować z okazują¬cymi im posłuszeństwo poddanymi nieba w ich wysiłkach zmierzają¬cych do tego, aby mogli zacząć żyć nowym życiem w Chrystusie” (Ellen G. White, Ewangelizacja, s. 390).
Jak trio śpiewające niebiańską muzykę, tak iż każdy wykonuje swoją partię, Ojciec, Syn i Duch Święty harmonijnie łączą swoje głosy w pieśni zbawienia, by dokonać naszego odkupienia. Duch Święty jest prawdziwie trzecią osobą Bóstwa. Zwróć uwagę na te mocne słowa: „Zło gromadziło się przez wieki i mogło zostać zahamowane i odparte jedynie przez potężną moc Ducha Świętego, trzeciej osoby Bóstwa, który miał przyjść nie z ograniczoną energią, ale w pełni boskiej mocy” (Testimonies to Ministers, s. 392).
Duch Święty zstąpił w pełni boskiej mocy na uczniów Jezusa w dniu Pięćdziesiątnicy. Zgodnie z planem nieba przychodzi On w pełni tej samej mocy do każdego wierzącego.
W J 14—16 Jezus opisał szczegółowo służbę Ducha Świętego. Jest to jedna z najważniejszych nauk Jezusa. To, czego nauczał On o Duchu Świętym, zmienia życie ludzi.
Znaczenia tej doniosłej prawdy o Duchu Świętym nie sposób przecenić. Oto słowa Jezusa: „Ja prosić będę Ojca i da wam innego Pocieszyciela, aby był z wami na wieki — Ducha prawdy, którego świat przyjąć nie może, bo go nie widzi i nie zna; wy go znacie, bo przebywa wśród was i w was będzie” (J 14,16-17).
Przez wszystkie minione wieki Duch Święty towarzyszył wierzącym, ale od czasu Pięćdziesiątnicy Bożym zamiarem było, aby „był w was”. Jest to boska rzeczywistość. Nie są to jedynie miło brzmiące słowa. Świat wierzy tylko w to, co widzi. Żyjemy w czasach, w których zobaczyć znaczy uwierzyć. Ludzie XXI wieku negują istnienie wszystkiego, co nadprzyrodzone. Jeśli czegoś nie mogą dotknąć, jeśli jest niematerialne, nie dające się zmierzyć i policzyć, to dla nich nie istnieje.
Dla zeświecczonego społeczeństwa myśl o zamieszkaniu Ducha Świętego w człowieku wydaje się śmieszna. Jest to dla niego zupełna niedorzeczność. Ale tego właśnie nauczał Jezus. To, czego świat nie rozumie i nie może pojąć, chrześcijanie przyjmują przez wiarę.
Pierwsza i druga osoba Bóstwa — Ojciec i Syn — mieszkają w naszych sercach za pośrednictwem trzeciej osoby Bóstwa — Ducha Świętego.
Nie jesteśmy sierotami. Nie jesteśmy jak dzieci porzucone na rogu ulicy tego świata przez Chrystusa, który wstąpił do niebiańskiego domu i pozostawił nas samych. Czasem czytamy o takich, zawiniętych w kocyk i pozostawionych u drzwi jakiegoś domu dzieciach, znalezionych przez przypadkowego przechodnia. Obiecując nam swoją obecność przez Ducha Świętego, Jezus zapewnia nas: „Nie zostawię was sierotami, przyjdę do was” (J 14,18).
Nasze osamotnienie nie jest ostateczne. Nie jesteśmy zdani na poczucie wewnętrznej pustki, nieugaszone pragnienie wspólnoty i miłości. Jezus napełnia nas swoją osobistą obecnością przez Ducha Świętego. Gdy łakniemy osobistej obecności Chrystusa, On przez Ducha Świętego mieszka w nas.
Komentując J 14,16-18 Ellen G. White mówi o zstąpieniu Ducha Świętego na uczniów: „Dzień Pięćdziesiątnicy przyniósł im obecność Pocieszyciela, o którym Chrystus powiedział:
»W was będzie« (J 14,17). (...) »Lepiej dla was, żebym Ja odszedł. Bo jeśli nie odejdę, Pocieszyciel do was nie przyjdzie, jeśli zaś odejdę, poślę go do was« (J 16,7). Od tej chwili Chrystus miał stale przebywać w sercach swoich dzieci poprzez Ducha Świętego. Ich wspólnota z Nim była ściślejsza, niż gdy był z Nimi osobiście” (Ellen G. White, Pokój, za którym tęsknisz, wyd. II, s. 61).
Zastanów się nad tym. Wydaje się to niewiarygodne. Dzisiaj nasza więź z Jezusem przez Ducha Świętego może być bliższa, niż gdybyśmy byli Jego uczniami dwa tysiące lat temu. Dzisiaj możemy mieć z Jezusem ściślejszą więź, niż mieli Jego wyznawcy przed Pięćdziesiątnicą.
Ellen G. White tak to ujęła: „Dzieło Ducha Świętego jest niezmiernie wielkie. To On jest źródłem mocy i efektywności tych, którzy pracują dla Boga. Duch Święty jest Pocieszycielem jako osobista obecność Chrystusa w duszy” (Review and Herald, 29 XI 1892).
Na czym polega to niezmiernie wielkie dzieło Ducha Świętego? Co pragnie On — ów największy dar nieba — uczynić dla każdego wyznawcy Chrystusa? Czego Jezus pragnie dokonać przez dar Ducha Świętego dla nas?

Duch Święty jest naszym osobistym Pocieszycielem

W J 14,16 Jezus oświadczył: „Ja prosić będę Ojca i da wam innego Pocieszyciela, aby był z wami na wieki”. W J 16,7 Pan dodaje: „Jeśli nie odejdę, Pocieszyciel do was nie przyjdzie, jeśli zaś odejdę, poślę go do was”.
Dwadzieścia cztery razy w J 14—16 użyte zostały zaimki osobowe w odniesieniu do Ducha Świętego. On jest naszym osobistym Pocieszycielem.
Nowy Testament został napisany w języku greckim. Greckie słowo przetłumaczone jako „Pocieszyciel” to parakletos. Jest to niezwykłe słowo. Dokładnie znaczy „powołany, by stać u czyjegoś boku jako pomocnik”. Niektórzy tłumaczą je jako „obrońca” czy „adwokat”. W starożytnym Rzymie adwokatem nazywano asystenta prawnego, który w rzymskim systemie sądowniczym służył pomocą stronie procesu.
Według Leona Morrisa, autora komentarza do Ewangelii Jana, „przyjaźnie nastawiona osoba, podejmująca działania w celu niesienia pomocy prawnej, mogła zostać nazwana parakletos czyli adwokatem” (s. 665). Parakletos to ktoś, kto stoi przy nas, nieustannie niosąc pocieszenie, pouczenie, wzmocnienie, kierownictwo i nadzieję na przyszłość.
Czy znasz kogoś, kto pomimo nieszczęścia czy cierpienia wydaje się emanować nadnaturalnym spokojem przez łzy? Najpewniej Duch Święty — Przyjaciel, który pociesza i podtrzymuje na duchu wszystkich wierzących — mieszka w jego sercu. Duch Boży nie uwalnia nas od cierpień będących udziałem ludzkości. Jezus także doświadczył pełni ludzkiego bólu i emocjonalnego cierpienia. Czuł się osamotniony i wyobcowany, gdy poniósł winę naszych grzechów na krzyż.
Jednak pomimo cierpienia mamy Tego, który stoi przy nas — Przyjaciela, który daje nam pokój przewyższający wszelkie zrozumienie. Duch Święty jest naszym osobistym Pocieszycielem, który obdarza nas nadnaturalną siłą, odwagą i pokojem, gdy wszystko wokół wydaje się rozpadać.
Pewnego wieczora w Los Angeles, po tym jak wygłosiłem wykład na temat proroctw, oznajmiono mi, że jeden z moich współpracowników źle się czuje i zasłabł. Wraz z innymi poszedłem sprawdzić, co się stało. Objawy wskazywały na zawał serca. Natychmiast wezwaliśmy karetkę pogotowia i pojechaliśmy z nim do szpitala. Choć początkowo wydawało się, że jego stan się poprawia, jednak po paru dniach nagle się pogorszył. Zanim lekarze zdołali mu pomóc, zmarł. Do dziś nie przestaje mnie zdumiewać pokój, jaki Duch Święty dał jego żonie wobec tej rozdzierającej, niespodziewanej tragedii. Pomimo smutku i cierpienia, zachowała ona wewnętrzny spokój. Duch Święty był przy niej, niosąc pomoc, pocieszenie, wsparcie i kierownictwo, jak najlepszy przyjaciel.
W J 14,16 Jezus nazwał Ducha Świętego „innym Pocieszycielem”. Duch Święty mieszkający w naszych sercach jest jak bliski przyjaciel, któremu możemy zaufać, iż w każdym nieszczęściu i doświadczeniu przyniesie nam pocieszenie.

Pomoc w codziennych potrzebach

Jakie słabości odziedziczyłeś po przodkach? Jakim pokusom ulegasz raz za razem? Jakie grzechy stale cię nękają? Czy masz problem z gniewem, żądzą, rozgoryczeniem? Czy jakiś nałóg wymknął ci się spod kontroli? Czy nie potrafisz uwolnić się od zgryźliwości i krytykanctwa? Bóg dobrze zna duchową walkę, jaka toczy się w duszy każdego z nas. Dlatego posłał swego Ducha Świętego jako naszego Pocieszyciela, który pokonuje moce ciemności, usiłujące zatrzymać nas w niewoli. Dał Ducha Świętego, by zerwał nasze kajdany i wypuścił na wolność.
Bóg posłał Ducha Świętego, byśmy dzięki Jego mocy mogli stawić czoło wrogowi. Ożywienie następuje wtedy, gdy otwieramy serca na Jego potężne działanie w nas. „Nikt nie jest tak zły, nikt nie upada tak nisko, aby nie dotarła do niego ta moc. Kto podporządkowuje się Duchowi Świętemu, w tym zrodzą się nowe poglądy na życie, odnajdzie zatracone podobieństwo Boże” (Ellen G. White, Przypowieści Chrystusa, wyd. III, s. 55).
Dzięki mocy Ducha Świętego możemy zostać zupełnie przemienieni.

Duch Święty jest naszym osobistym Nauczycielem

W J 14,17 Jezus nazywa Ducha Świętego „Duchem prawdy”. W J 16,13 Jezus mówi: „Gdy przyjdzie On, Duch Prawdy, wprowadzi was we wszelką prawdę, bo nie sam od siebie mówić będzie, lecz cokolwiek usłyszy, mówić będzie, i to, co ma przyjść, wam oznajmi”.
Duch Święty jest naszym osobistym Nauczycielem, wskazującym objawioną w Słowie Bożym drogę do życia wiecznego. Duch Święty prowadzi nas do pełni prawdy, którą powinniśmy poznać.
Jedynym sposobem, w jaki możemy zrozumieć Słowo Boże, jest studiowanie go z pomocą Ducha Świętego. Niektórzy usiłują studiować Biblię po to, by dowieść innym, że się mylą. Inni studiują Słowo Boże, chcąc poznać prawdę dzięki ludzkiej mądrości. Angażują swoje zdolności umysłowe w zrozumienie Biblii, ale wciąż błądzą.
W książce Pokój, za którym tęsknisz czytamy o potrzebie pomocy Ducha Świętego w zrozumieniu Biblii. „Możemy osiągnąć zrozumienie Słowa Bożego jedynie dzięki oświeceniu przez tego Ducha, który to Słowo wcześniej przekazał” (Ellen G. White, Pokój, za którym tęsknisz, wyd. II, s. 88). Ten sam Duch Święty, który natchnął proroków do spisania Biblii, inspiruje też nas, gdy ją czytamy. Ten boski Nauczyciel objawia głębię ukrytych prawd Słowa Bożego, a jednocześnie wskazuje na rzeczywisty stan naszego serca.
W zakamarkach ludzkich serc czają się ukryte grzechy, postawy i myśli przeciwne zasadom Chrystusa. Duch Święty wywodzi je na światło, abyśmy mogli właściwie się do nich odnieść. Gdy studiujemy Słowo Boże, nieustannie poucza nas, byśmy złożyli nasze wątpliwości, lęki, troski i zmartwienia u stóp Jezusa.
Ten sam Duch Święty, który objawił prawdę prorokom spisującym księgi biblijne, objawia ją nam, gdy te księgi studiujemy. Psalmista modlił się: „Jestem bardzo utrapiony, Panie, ożyw mnie według słowa swego!” (Ps 119,107). Dalej prosił: „Prowadź sprawę moją i wyzwól mnie; ożywiaj mnie według obietnicy swojej!” (Ps. 119,154). Słowo Boże jest podstawą wszelkiego ożywienia. Duch Święty prowadzi nas do stosowania go w naszym codziennym życiu.
Gdy studiujemy Słowo Boże, powinniśmy modlić się: „Jezusie, wiem, że nie jestem w stanie zrozumieć Twojego Słowa bez pomocy Ducha Świętego. Gdy czytam Twoje Słowo, pragnę, by Duch Święty przekonał mnie o grzechu, pouczył mnie o sprawiedliwości i natchnął mnie świadomością, że żyję w godzinie sądu. O, Panie, pragnę całej prawdy, jaką masz dla mnie. Pragnę, byś zmienił mnie stosownie do Twej woli. Niech Duch Święty będzie moim Nauczycielem”.
Prawdziwy Zastępca Chrystusa na ziemi nie zasiada na papieskim tronie w Watykanie. Prawdziwy Zastępca Chrystusa na ziemi to Duch Święty, posłany od tronu Bożego jako nasz Nauczyciel i Przewodnik, prowadzący nas do pełni prawdy.
Jest jeszcze jeden ważny aspekt służby Ducha Świętego — aspekt, którego nie powinniśmy przeoczyć.

Duch Święty jest naszym osobistym Przewodnikiem w procesach decyzyjnych

Jako twój osobisty Przewodnik, Duch Święty wskaże ci grzechy, których jeszcze nie wyznałeś. Przede wszystkim, będzie starał się zachować cię od upadków, przekonując o grzechu, zanim jeszcze go popełnisz. Przywoła na pamięć przykazania zawarte w Piśmie Świętym. Da ci wyraźną świadomość dotyczącą twoich zamierzeń. Będzie cię kierował ku woli Bożej we wszystkich twoich decyzjach.
W J 16,13 Duch Święty jest przedstawiony jako ten, który nas prowadzi. W Iz 58,11 Bóg obiecuje: „Pan będzie ciebie stale prowadził”. W Ps 32,8 czytamy: „Pouczę ciebie i wskażę ci drogę, którą masz iść; będę ci służył radą, a oko moje spocznie na tobie”.
1. Bóg prowadzi nas przez wewnętrzne przekonanie udzielane nam przez Ducha Świętego.
2. Bóg prowadzi nas przez natchnione przez Ducha Świętego słowa Pisma Świętego.
3. Bóg prowadzi nas przez słowa mądrości i rady innych ludzi, natchnione przez Ducha Świętego.
4. Czasami Bóg prowadzi nas w ten sposób, że Duch Święty aranżuje opatrznościowe doświadczenia w naszym życiu tak, iż otwiera przed nami drogę i pozwala nam odczuć Jego kierownictwo.
Tak więc, jakkolwiek Bóg nas prowadzi, zawsze czyni to za pośrednictwem Ducha Świętego.

Człowiek z gołębiem

Wiele lat temu na Pustyni Arabskiej żył przewodnik, który nigdy nie zabłądził. Nosił w kieszeni swojej szaty gołębia pocztowego z długą, mocną nicią uwiązaną do nogi. Gdy nie wiedział, jaką obrać drogę, wypuszczał gołębia, który kierował się zawsze w stronę domu. Ludzie nazywali tego przewodnika „człowiekiem z gołębiem”.
Duch Święty — niebiański Gołąb, będzie prowadził nas do domu. Otwórz przed Nim swoje serce. Przyjdź do Boga szczerze z taką modlitwą: „Panie, poddaję się Twojej woli. Poddaję Tobie wszystkie moje egoistyczne ambicje. Panie, pragnę czynić to, co Ty chcesz, bym czynił. Jakiekolwiek nawyki powinienem porzucić, porzucę je z Twoją pomocą. Panie, Ty jesteś moim Pocieszycielem, Nauczycielem i Przewodnikiem. Pragnę, byś mieszkał we mnie przez Ducha Świętego, teraz i na zawsze”.
Duch Święty dokona w nas duchowego ożywienia. „Chrzest Ducha Świętego, podobny do tego w dniu Pięćdziesiątnicy, będzie prowadził do ożywienia prawdziwej pobożności i dokonywania wspaniałych czynów” (Selected Messages, t. II, s. 57).
Teraz jest czas, byśmy prosili o chrzest Ducha Świętego i prawdziwe ożywienie. Czy otworzysz dziś serce dla niebiańskiego Gołębia?

Duchu Święty, boska światłości,
Oświeć moje serce.
Usuń cienie nocy,
Zmień moją ciemność w światło dnia.

Osobiste zastosowanie

W tym rozdziale omówiliśmy służbę Ducha Świętego w życiu każdego chrześcijanina. Jednym z dokonań Ducha Świętego jest to, że wzbudza On w naszych sercach pragnienie prowadzenia innych do zbawienia i królestwa Bożego. Jak Duch Święty wiódł ewangelistę Filipa do etiopskiego dostojnika, Piotra prowadził do Korneliusza, a Pawła do naczelnika więzienia w Filippi, tak prowadzi nas do ludzi, którym pragnie objawić swoją miłość.
W tym tygodniu, w swoich osobistych nabożeństwach módl się gorliwie za określone osoby. Mojżesz modlił się do Boga za swój lud. Daniel modlił się za Izraelitów. Jezus modlił się za Piotra (Łk 22,31-32). Paweł modlił się za chrześcijan w Efezie, Filippi i Kolosach. Im bardziej gorliwe są nasze modlitwy za rodziny, przyjaciół, sąsiadów i kolegów, tym potężniej Bóg działa w odpowiedzi na nie. Otwórz Biblię i polegaj na obietnicach takich jak te:
„Proście, a będzie wam dane, szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam” (Mt 7,7).
„Taka zaś jest ufność, jaką mamy do niego, iż jeżeli prosimy o coś według jego woli, wysłuchuje nas” (1 J 5,14).
„Przystąpmy tedy z ufną odwagą do tronu łaski, abyśmy dostąpili miłosierdzia i znaleźli łaskę ku pomocy w stosownej porze” (Hbr 4,16).
Polegając na tych obietnicach, wymień trzy osoby, za które będziesz się modlił codziennie w nadchodzącym tygodniu.

1. __________________________

2. _____________________________

3. ______________________________

środa, 21 września 2011

Modlitwa i ożywienie



Największe ożywienia w dziejach świata były wynikiem gorliwej, serdecznej modlitwy wstawienniczej. Iskry ożywienia zostają rozpalone na ołtarzu modlitwy. Ożywienie i modlitwa są ze sobą nierozerwalnie związane. Bez wytrwałej, zwycięskiej modlitwy, nie ma mocy, jaka powinna towarzyszyć ożywieniu. Ellen G. White wyraziła tę zależność najtrafniej jak to możliwe. „Odrodzenia należy oczekiwać jedynie jako odpowiedzi na modlitwę” (Wybrane poselstwa, t. I, s. 119).
Kościół nowotestamentowy był zanurzony w modlitwie. Wierzący trzymali się polecenia Jezusa, by „czekać” na obietnicę Ojca (Dz 1,4). Gdy razem trwali w modlitwie przed Bogiem, wierzyli, że otrzymają „moc”, kiedy Duch Święty zstąpi na nich z nieba (Dz 1,8).
Narracja w Dziejach Apostolskich jest prosta. O tych pierwszych uczniach czytamy: „Ci wszyscy trwali jednomyślnie na modlitwie i prośbach” (Dz 1,14 Biblia gdańska). W odpowiedzi na te pełne wiary modlitwy, w dniu Pięćdziesiątnicy Duch Święty został wylany z wielką mocą. Jednego dnia ochrzczono trzy tysiące osób. W Dziejach Apostolskich czytamy: „I trwali w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach” (Dz 2,42). Ci pierwsi chrześcijanie byli zjednoczeni w modlitwie, która zmieniała świat. Ich modlitwy wywierały wpływ. „A gdy skończyli modlitwę, zatrzęsło się miejsce, na którym byli zebrani” (Dz 4,31). „Apostołowie zaś składali z wielką mocą świadectwo o zmartwychwstaniu Pana Jezusa” (Dz 4,33). Uczniowie nieustannie trwali w modlitwie (Dz 6,4).
Dzięki modlitwie Piotr został skierowany do domu Korneliusza — poganina, a dla głoszenia ewangelii otworzyła się nowa droga (Dz 10,1-33). Gdy Kościół wczesnochrześcijański jednoczył się w modlitwie, Bóg posłał anioła z nieba, by wyzwolił Piotra z więzienia. Modlitwa była sednem mocy Kościoła nowotestamentowego.

Modlitwa i wczesny ruch adwentystyczny

Modlitwa była także sednem wczesnego ruchu adwentystycznego. Jego pionierzy byli wielkimi ludźmi modlitwy, którzy poświęcali jej często wiele nocnych godzin. Opisując swoje doświadczenie związane ze spotkaniami modlitewnymi, Ellen G. White napisała: „Podczas naszych ważnych spotkań ci ludzie [przywódcy wczesnego adwentyzmu] spotykali się i poszukiwali prawdy jak ukrytego skarbu. Uczestniczyłam w tych spotkaniach, podczas których studiowaliśmy i modliliśmy się gorliwie, gdyż byliśmy przekonani, że musimy poznać prawdę Bożą. Często spotkania te trwały do późnych godzin nocnych, a nieraz przez całą noc modliliśmy się o światło prawdy i studiowaliśmy Słowo. Gdy pościliśmy i modliliśmy się, zstępowała na nas wielka moc” (Manuscript Releases, t. III, s. 413).
Ellen White nieustannie zalecała wczesnym adwentystom, by przychodzili do Boga w modlitwie. „Największe zwycięstwa odniesione dla sprawy Bożej nie są wynikiem odnalezienia celnych argumentów, starannych przygotowań, obszernych wpływów czy olbrzymich środków materialnych. Są one osiągane w sali audiencyjnej Boga, kiedy z gorliwą, usilną wiarą ludzie wspierają się na potężnym ramieniu dającym siłę” (Słudzy ewangelii, s. 173).
Wierząc, że powtórne przyjście Chrystusa jest bliskie, ci wcześni adwentyści korzyli swoje serca, wyznawali swoje grzechy i wstawiali się w modlitwie za swoimi bliskimi, przyjaciółmi i sąsiadami.
W marcu 1840 roku William Miller przeprowadził serię proroczych wykładów w jednym ze zborów w Portland w stanie Maine. Setki osób przybywały, by słuchać. Niektórzy z nich przychodzili rano i pozostawali w zborze aż do późnego wieczora. Duch Święty działał z mocą wśród zgromadzonych. W swojej książce Life Sketches Ellen G. White opisała wpływ tych spotkań.
„Silnie przekonanie ogarnęło mieszkańców miasta. Zwoływano spotkania modlitewne, a w rozmaitych zborach zapanowało powszechne ożywienie, gdyż wszyscy w większym czy mniejszym stopniu odczuli wpływ nauczania o powtórnym przyjściu Chrystusa” (Life Sketches, s. 137).
Mówiąc o tym ożywieniu w Portland, R. D. Nichol dodaje: „Mniejsze spotkania modlitewne odbywały się niemal we wszyst¬kich częściach miasta” (The Midnight Cry, s. 29).
Oto dowód na autentyczność ożywienia. Modlitwa inicjuje ożywienie. Modlitwa podtrzymuje ożywienie. Modlitwa pielęgnuje ożywienie i następuje po nim.
Specjalista w dziedzinie ożywienia Leonard Ravenhill wyraził to następująco: „Wszystkie bez wyjątku autentyczne ożywienia w przeszłości zaczęły się po latach usilnej, przeciwstawiającej się piekłu, wstrząsającej ziemią, zainspirowanej przez niebo wstawienniczej modlitwy. Tajemnicą prawdziwego ożywienia w naszych czasach jest nadal to samo. Ale gdzie dzisiaj są ci, którzy wstawiają się za bliźnimi w modlitwie?”.

Ożywienie w Walii

Jednym z największych ożywień religijnych w dziejach było ożywienie w Walii, w 1904 roku. Dwudziestosześcioletni Evan Roberts modlił się przez trzynaście lat o to, by Duch Święty całkowicie kierował jego życiem. Prosił Boga o szczere serce — całkowicie oddane królestwu Bożemu. Evan często modlił się do późna w nocy, wstawiając się za młodzieżą i młodymi dorosłymi z jego zboru. Modlił się regularnie także o to, by Bóg dokonał w Walii ożywienia pobożności. Ożywienie to rozpoczęło się podczas spotkania młodzieżowego w zborze Evana Robertsa w Moriah Loughor, gdy opowiadał on o swoim doświadczeniu z Bogiem. Evan wezwał swoich przyjaciół, by prosili Boga o napełnienie ich Duchem Świętym. Duch Święty poruszył ich serca. Szesnaścioro młodych ludzi nawróciło się. Iskry ożywienia rozpaliły się w tym skromnym wiejskim zborze i stały się początkiem płomienia ożywienia w całym kraju. Ocenia się, że w ciągu dziewięciu miesięcy w niewielkiej Walii nawróciło się sto tysięcy osób. Wskaźniki przestępczości znacząco zmalały. Pijacy i prostytutki zmieniali swoje życie dzięki mocy Bożej. Puby notowały spadek dochodów. Lloyd George, ówczesny premier Anglii, napisał, że któregoś sobotniego wieczora w szczytowym punkcie walijskiego ożywienia, w pewnej tawernie tylko jeden klient zakupił kieliszek alkoholu. Wiele tawern zamieniono na domy modlitwy.
Wiece polityczne i mecze piłki nożnej były przekładane a nawet odwoływane, gdyż kościoły były wypełnione modlącymi się ludźmi. Nierzadko te nabożeństwa modlitewne trwały nieprzerwanie od sześciu do ośmiu godzin. Twardzi, dotąd obojętni na sprawy duchowe walijscy górnicy tłumnie przybywali na te uduchowione nabożeństwa i wracali do pracy jako odmienieni ludzie. Wulgaryzmy i bluźnierstwa znikały z ich ust bezpowrotnie. Podobno konie pracujące w kopalniach przestały rozumieć komendy górników, którzy, zaniechawszy przekleństw, wyrażali się językiem nieba.
Ożywienie osłabło około 1906 roku, ale jego wpływ na dziesiątki tysięcy osób nadal trwał. Kiedy pewną starszą kobietę zapytano, dlaczego ożywienie w Walii zanikło, odpowiedziała bez namysłu: „Ono nigdy nie zanikło. Nadal płonie w moim sercu”. Płonęło w sercu tej pobożnej kobiety przez ponad siedemdziesiąt lat.
Cały naród został zmieniony z powodu jednego młodego człowieka, Evana Robertsa, gdy grupa jego młodych przyjaciół, poważnie potraktowała dany przez Pana przykład żarliwej, wstawienniczej modlitwy.

Naród odmieniony przez modlitwę

Alfred Tennyson słusznie zauważył: „Więcej dokonano przez modlitwę, niż ten świat jest w stanie pojąć”. Jednym z najbardziej dramatycznych wydarzeń w historii najnowszej jest upadek muru berlińskiego. Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę z istnienia potężnego, skonsolidowanego ruchu modlitewnego, który doprowadził do wydarzeń zapoczątkowanych w Berlinie Wschodnim 9 listopada 1989 roku. W 1982 roku Christian Führer, młody niemiecki pastor z Lipska, w poniedziałkowe wieczory prowadził w swoim kościele spotkania poświęcone modlitwie i dyskusji o wolności. Te spotkania modlitewne rozwijały się tak, iż pewnego wieczora w październiku 1989 roku, do kościoła przybyło osiem tysięcy osób. Kolejnych kilka tysięcy nie zmieściło się w kościele św. Mikołaja. Narodowy ruch wolnościowy narodził się w kolebce modlitwy. Dziesiątki tysięcy ludzi we wsiach, miasteczkach i miastach w całych wschodnich Niemczech przyłączały się do modlitewnego ruchu z Lipska. W tamten poniedziałkowy wieczór w październiku, niemal milion ludzi modliło się o wolność. Dwadzieścia lat po upadku muru berlińskiego, mówiąc o absolutnej konieczności gorliwej modlitwy wstawienniczej, pastor Christian Führer oświadczył: „Zdawaliśmy sobie sprawę, że jeśli przestaniemy się modlić, nie będzie nadziei na zmianę dla Niemiec” („Prayer and the Berlin Wall”, Cimarronsong (blog), 12 II 2009, http://cimarronsong.wordpress.com/2009/02/12).
Pewien komunistyczny urzędnik państwowy, który współpracował z niemiecką służbą specjalną Stasi, wydał takie oto zdumiewające świadectwo: „Byliśmy przygotowani na wszystko, ale nie na świece i modlitwę”. Mur berliński nie mógł się ostać wobec gorliwych modlitw ludu Bożego zjednoczonego z Bogiem.
Ellen G. White wyraziła podobną prawdę o mocy modlitwy: „Na dźwięk gorliwej modlitwy wszystkie zastępy szatańskie drżą” (Testimonies for the Church, t. I, s. 346). Modlitwa zmienia rzeczywistość. Wstawiennicza modlitwa jest potęgą. Jak mur berliński upadł, gdy lud Boży się modlił, tak mury, które odgradzają nas od bliskiego doświadczenia z Jezusem, upadną, gdy będziemy prosić o to Boga. Mury, które powstrzymują potężne ożywienie, jakie Bóg pragnie sprawić w swoim Kościele, kruszą się na dźwięk gorliwej wstawienniczej modlitwy. Mury pychy, uprzedzenia, gniewu, goryczy, żądzy, utyskiwania, letniości i materializmu ustępują pod działaniem Ducha Świętego w odpowiedzi na modlitwę.
Modlitwa jest absolutną koniecznością, jeśli ożywienie ma nastąpić. A. T. Pierson trafnie zauważa: „Od dnia Pięćdziesiątnicy nie było ani jednego duchowego ożywienia w żadnym kraju, jak tylko w odpowiedzi na modlitwę. Choćby tylko dwie, czy trzy osoby się modliły, żaden taki ruch dążący w górę nie trwał długo, gdy ustawały spotkania modlitewne” (cyt. w: Arthur Wallis, In the Day of Thy Power, s. 112).
W modlitwie korzymy nasze serca przed Bogiem, uznając naszą zupełną zależność od Niego. W modlitwie jednoczymy się z Dawidem w błaganiu: „Serce czyste stwórz we mnie, o Boże, a ducha prawego odnów we mnie!” (Ps 51,12). Z Danielem wyznajemy: „Nie słuchaliśmy głosu Pana, Boga naszego, by postępować według jego wskazań, które nam dał przez swoje sługi, proroków” (Dn 9,10). Z Pawłem wołamy: „Nędzny ja człowiek! Któż mnie wybawi z tego ciała śmierci?” (Rz 7,24). A gdy wraz z nim się modlimy, nasza wiara chwyta obietnice Boże
i z radością wykrzykujemy: „Bogu niech będą dzięki przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego!” (w. 25).
Modlitwa otwiera nas na oczyszczającą moc Bożą. Podczas modlitwy Duch Święty prześwietla naszą duszę. Dostrzegamy w naszym charakterze ukryte grzechy i wady, niepozwalające nam stać się potężnymi świadkami, jakimi Bóg pragnie nas uczynić. Modlitwa prowadzi nas do bliskiej więzi z Jezusem. W modlitwie otwieramy umysły na kierownictwo Ducha Świętego. Szukamy Jego, a nie naszej mądrości.

Modlitwa i wielki bój

W kontekście wielkiego boju między dobrem a złem, modlitwa umożliwia Bogu działanie z mocą, jakie nie jest możliwe, gdy się nie modlimy. Ten bój między Chrystusem a szatanem, jest bojem między siłami piekła a siłami sprawiedliwości. Jest to bój realny. Uczestniczą w nim tysiące tysięcy dobrych i złych aniołów. Ostatnia księga Biblii, Apokalipsa Jana, opisuje ten bój następująco: „I wybuchła walka w niebie: Michał i aniołowie Jego stoczyli bój ze smokiem. I walczył smok i aniołowie jego” (Ap 12,7). Jedna trzecia aniołów w niebie zbuntowała się przeciwko Bogu (Ap 12,4). Te siły zła przynoszą w naszym świecie rozczarowania, choroby, nieszczęścia i śmierć. Siły sprawiedliwości zaś, niosą radość, pokój, zdrowie i życie.
Każdy z nas uczestniczy w tym konflikcie. Nasza planeta znalazła się w samym centrum buntu przeciwko Bogu. Gdy nasi prarodzice — Adam i Ewa — ulegli pokusie złego, utracili dane im przez Boga panowanie nad ziemią. Szatan stał się „władcą tego świata” (J 12,31). Biblia nazywa go także „władcą, który rządzi w powietrzu” (Ef 2,2). W tym wielkim konflikcie „bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich” (Ef 6,12).
Modlitwa jest bronią, służącą pokonaniu mocy piekła. „Oręż nasz, którym walczymy, nie jest cielesny, lecz ma moc burzenia warowni dla sprawy Bożej” (2 Kor 10,4). Przez modlitwę dajemy Bogu pozwolenie, by działał potężnie dla nas. W tej wszechświatowej walce Bóg dobrowolnie przyjmuje pewne ograniczenia. Między innymi, szanuje naszą wolność wyboru. Bóg nigdy nie zmusza nikogo, by Mu służył.
Czyni On wszystko, co może, w ramach reguł konfliktu między dobrem a złem, by uratować całą ludzkość. Czy się modlę, czy nie, On stara się dotrzeć do moich bliskich. Czy oni modlą się za mnie, czy nie, On w moim życiu działa. Bez względu na to, czy się modlę, czy nie, Bóg chroni mnie w pewnym stopniu za pośrednictwem aniołów.
Jednak gdy się modlę i przybliżam do Boga, otwieram przez modlitwę nowe kanały, które pozwalają Mu (w kontekście wielkiego boju między dobrem a złem), czynić to, czego nie mógłby On uczynić w innym razie. Bóg szanuje zarówno wolność wyboru człowieka, który się nie modli, jak i tego, który oddaje się modlitwie. „Częścią planu Bożego jest zapewnienie, w odpowiedzi na naszą modlitwę wiary, tego, czego Bóg nie udzieliłby nam, gdybyśmy o to nie prosili” (Ellen G. White, Wielki bój, wyd. XIV, s. 364).
Gdy się modlimy, Bóg wylewa przez nas swego ducha. Modlitwa pozwala nieskończonemu Bogu pomagać potrzebującym. Zdumiewający fragment Biblii — 1 J 5,14-17 — opisuje, co się dzieje, gdy się modlimy. Wiele tekstów Biblii pobudza nas do modlitwy, ale ten fragment to coś więcej niż zachęta czy wezwanie. Nie dość, że zachęca nas, lecz także wyjaśnia, dlaczego modlitwa jest tak efektywna. W 1 J 5,14-16 apostoł oświadcza: „Taka zaś jest ufność, jaką mamy do niego”. Nasza ufność nie jest pokładana w samej modlitwie. Nasza ufność nie jest pokładana w wierze. Nasza ufność jest ufnością do Boga. Apostoł kontynuuje: „Jeżeli prosimy o coś według Jego woli, wysłuchuje nas. A jeżeli wiemy, że nas wysłuchuje, o co prosimy, wiemy też, że otrzymaliśmy już od Niego to, o co prosiliśmy”. Możemy mieć absolutną pewność, że gdy przychodzimy do Boga, On wysłucha naszych próśb.
Następny werset pokazuje, co się dzieje, gdy modlimy się za innych. „Jeżeli ktoś widzi, że brat jego popełnia grzech, lecz nie śmiertelny”. Grzech śmiertelny to grzech nieprzebaczalny. To stan, w którym ludzie zupełnie zatwardzili serca wobec Boga. „Niech się modli”. Kim jest ten, kto się modli? To ten, kto wstawia się za bliźnich. Co się wówczas dzieje? „Bóg da mu żywot, to jest tym, którzy nie popełniają grzechu śmiertelnego”. Bóg przelewa swoje życie przez nas do naszych bliźnich. Jesteśmy strumieniami, przez które Bóg przelewa swoją nieograniczoną moc. Bóg szanuje naszą serdeczną, wstawienniczą modlitwę za innych. Taka modlitwa zmienia rzeczywistość.

Modlitwa w życiu Jezusa

Jezus jest naszym wielkim wzorem we wstawienniczej modlitwie. Regularnie udawał się na pustkowie, by się modlić. Prosił Boga o siłę do sprostania wyzwaniom kolejnego dnia. Prosił swego Ojca o siłę do pokonania pokus szatana. O jednej z takich porannych modlitw Jezusa czytamy w Ewangelii Marka: „A wczesnym rankiem, przed świtem, wstał, wyszedł i udał się na puste miejsce, i tam się modlił” (Mk 1,35). Skoro Jezus, Syn Boży, rozumiał modlitwę jako konieczność, to czy my nie potrzebujemy jej jeszcze bardziej? Jezus wiedział, że duchowa, wewnętrzna moc staje się Jego udziałem poprzez modlitwę. W Ewangelii Łukasza czytamy o modlitewnych zwyczajach Jezusa. „Sam zaś oddalił się na pustkowie i modlił się” (Łk 5,16). Modlitwa nie była czymś, co Jezus czynił okazjonalnie, w miarę pojawienia się określonej potrzeby czy problemu. Modlitwa była istotną częścią życia Jezusa. Była kluczem do Jego więzi z Ojcem — sednem żywego uduchowienia. Życie modlitwy Jezusa było podstawą Jego egzystencji. Zbawiciel przez modlitwę, codziennie odnawiał swoją więź z Ojcem. To ona dawała Mu odwagę i siłę do przeciwstawienia się pokusom. Czas spędzony na modlitwie ożywiał Go duchowo i pogłębiał Jego poddanie woli Ojca. Opisując jedną z takich modlitewnych sesji Jezusa, Łukasz napisał: „A gdy się modlił, wygląd oblicza Jego odmienił się, a szata Jego stała się biała i lśniąca” (Łk 9,29). Dzięki modlitwie Jezus jaśniał siłą pochodzącą z Bożej obecności. Skoro więc On, Syn Boży, potrzebował spędzania czasu w obecności Ojca, o ileż bardziej my go potrzebujemy.
Jezus nigdy nie zaniedbywał modlitwy. Jego plan dnia zawsze uwzględniał czas potrzebny na osobistą łączność z Ojcem. Nigdy też nie brał na siebie tylu obowiązków, by spieszyć się nad miarę i lekceważyć sposobność do przebywania w obecności Ojca. Czas spędzany sam na sam z Bogiem dawał Jezusowi duchową odnowę. Był On napełniany mocą, gdyż poświęcał czas na modlitwę.
R. A. Torrey ubolewa nad tym, jak zapracowani, a jednocześnie jak bardzo pozbawieni mocy są współcześni chrześcijanie. „Jesteśmy zbyt zajęci, by się modlić, więc jesteśmy zbyt zajęci, by otrzymać moc. Angażujemy się w liczne działania, ale dokonujemy tak niewiele. Odprawiamy wiele nabożeństw, ale niewielu pozyskujemy nowo nawróconych. Wdrażamy liczne mechanizmy, ale ich skuteczność pozostawia wiele do życzenia”.
Ellen G. White pisała w podobnym duchu. „Wielu, nawet w nabożnym skupieniu, nie otrzymuje błogosławień¬stwa, wynikającego z rzeczywistego obcowania z Bogiem. Szybkimi kro¬kami przekraczają próg chwalebnej obecności Chrystusa, może przeby¬wają przez chwilę w granicach świętości, lecz nie czekają na radę. Nie mają czasu zatrzymać się przy Boskim Nauczycielu i z tym samym brze¬mieniem, z którym stanęli przed Panem, wracają do swoich prac” (Ellen G. White, Wychowanie, s. 183).
Jedno jest pewne. Nie jesteśmy w stanie stawić czoła diabłu o własnych siłach. Odpowiedzią jest modlitwa, przez którą Bóg zanurza nas w Jego obecności i mocy. Przez modlitwę dotyka serc naszych bliskich. Uzbrojeni w modlitwę, możemy stawić czoło wrogowi w czasach ostatecznych. Niemożliwe jest wieść pobożne życie w czasach końca, bez konsekwentnego i wytrwałego życia modlitwy. Gdy nasza więź z Bogiem jest zerwana, wówczas nie mamy mocy od Boga. Gdy brakuje modlitwy, brakuje także mocy. Modlitwa jest naszym pokornym wyznaniem, że nie możemy żyć chrześcijańskim życiem bez mocy Bożej. Jest uznaniem naszej niezdolności do samodzielnego uporania się z szatańskimi pokusami, które jesteśmy w stanie znieść tylko dzięki modlitwie. Diabeł nie ma szans w działaniu przeciwko modlącemu się, ufnemu dziecku Bożemu.
Na kolanach, modląc się do Boga, doświadczymy cudów. W większym stopniu ujrzymy cudowne Boże działanie. Podobnie jak Jezus, będziemy czerpać z tych chwil modlitwy odnowę i ożywienie. Będziemy odczuwać, że Bóg działa przez nasze modlitwy, by zmieniać także ludzi wokół nas.
Czy chciałbyś doświadczyć osobistego duchowego ożywienia? Czy pragniesz odnowionego duchowego doświadczenia? Czy masz już dosyć duchowego samozadowolenia? Czy pragniesz duchowego ożywienia w twoim zborze?
Nasz Pan obiecał odpowiedzieć na gorliwe pragnienia swoich dzieci. On odpowie nam, gdy będziemy się zwracać do Niego. Jego obietnice są przeznaczone także dla nas. On powiedział: „Ukorzy się mój lud, który jest nazwany moim imieniem, i będą się modlić, i szukać mojego oblicza, i odwrócą się od swoich złych dróg, to Ja wysłucham z niebios, i odpuszczę ich grzechy i ich ziemię uzdrowię” (Krn 7,14).
Jezus dodaje taką obietnicę: „Jeśli więc wy, którzy jesteście źli, umiecie dobre dary dawać dzieciom swoim, o ileż bardziej Ojciec niebieski da Ducha Świętego tym, którzy go proszą” (Łk 11,13).

Cztery zasady modlitwy zmieniającej życie

Jeśli będziesz stosował cztery podstawowe zasady wymienione poniżej, jako regularny element twojej osobistej pobożności, Bóg w obfitości wyleje na ciebie swego Ducha. Twoje życie duchowe zostanie ożywione, a Bóg posłuży się tobą jako katalizatorem ożywienia w rodzinie, szkole, miejscu pracy, sąsiedztwie i zborze.

1. Każdego dnia wyznacz określony czas na osobistą łączność z Bogiem.
Nadaj najwyższy priorytet temu spokojnemu czasowi poświęconemu na osobiste przebywanie w obecności Boga. Wielu przyjęło model składający się z czterech elementów — uwielbienia, wyznania, dziękczynienia i prośby — który pozwala im ukierunkować myśli podczas osobistego nabożeństwa.
Uwielbienie. Zacznij modlitwę od uwielbienia i chwały. Chwal Boga za to, kim On jest i co Jego istnienie oznacza dla ciebie. Psalmista oświadcza, że Bóg mieszka w chwałach swego ludu (Ps 22,4). W innym psalmie czytamy: „Kto mi ofiaruje chwałę, uczci mię” (Ps 50,23 Biblia gdańska). Chwała podnosi nasze umysły od tego, kim my jesteśmy, do tego, kim On jest. Kieruje naszą uwagę na Jego wielkość, nie naszą słabość — Jego mądrość, nie naszą niewiedzę — Jego potęgę, nie naszą znikomość.
Wyznanie. Proś Boga, by ukorzył twoje serce i objawił ci to wszystko, co w twoim życiu nie jest zgodne z Jego wolą. Otwarcie wyznaj postawy, nawyki i praktyki, które On wskazuje ci jako niechrześcijańskie. Wyznanie oczyszcza drogę dla Ducha Świętego, by mógł działać z mocą dla nas. Czytamy, że uczniowie tuż przed Pięćdziesiątnicą właśnie w ten sposób badali do głębi swoje dusze. „Te dni przygotowania były dniami głębokiego badania serc. Uczniowie odczuwali swoją duchową potrzebę i wołali do Pana o święte namaszczenie, które miało ich przygotować do pracy dla zbawienia ludzi” (Ellen G. White, Działalność apostołów, wyd. IV, s. 23). Duch Święty został wylany na tych proszących uczniów, którzy ukorzyli swoje serca w skrusze i wyznaniu.
Dziękczynienie. Pomyśl o konkretnych rzeczach, które Bóg ostatnio uczynił dla ciebie, i podziękuj Mu. Apostoł Paweł zaleca nam: „Bądźcie pełni Ducha, rozmawiając z sobą przez psalmy i hymny, i pieśni duchowne, śpiewając i grając w sercu swoim Panu, dziękując zawsze za wszystko Bogu i Ojcu w imieniu Pana naszego, Jezusa Chrystusa” (Ef 5,18-20). Wymień te rzeczy, za które jesteś wdzięczny Bogu. Nie traktuj błogosławieństwa Bożego jak czegoś, co ci się należy. Dziękuj Bogu za to, co dla ciebie uczynił. Być może nie jesteś utalentowanym śpiewakiem, ale pozwól Bogu włożyć pieśń wdzięczności w twoje serce podczas modlitwy i śpiewaj w dziękczynieniu Temu, który okazuje ci dobroć.
Prośba. Bóg pragnie, byśmy przychodzili do Niego z naszymi prośbami, jak małe dzieci, zależne od naszego niebiańskiego Ojca. Jezus zapewnił: „Proście, a będzie wam dane” (Mt 7,7). Jakub zachęca nas, byśmy „prosili z wiarą, bez powątpiewania” (Jk 1,6). Paweł był pewny, że „Bóg mój zaspokoi wszelką potrzebę waszą” (Flp 4,19).
Możemy klęknąć przed tronem Boga z zupełną pewnością, że „dostąpimy miłosierdzia i znajdziemy łaskę ku pomocy w stosownej porze” (Hbr 4,16). Przedstaw Mu pragnienia twojego serca. Proś Go, by uczynił twoje serce jedno z Jego sercem, tak, by twoje pragnienia były odzwierciedleniem Jego pragnień.
Im więcej czasu spędzamy z Bogiem, tym bardziej będziemy pragnąć przebywać w Jego obecności. Chrześcijańskie życie to poznanie Boga. Im lepiej Go znamy, tym bardziej Go miłujemy. Model modlitwy polegający na uwielbieniu, wyznaniu, dziękczynieniu i prośbie pomoże nam poznać Go jeszcze lepiej.
A teraz druga zasada żywej osobistej pobożności.

2. Czytaj Biblię z modlitwą, pozwalając Duchowi Świętemu wpływać na twój umysł.
Niech Słowo Boże stanie się treścią twoich modlitw. Jeśli modlitwa jest tchnieniem ożywienia, studiowanie Biblii jest jego sercem. Modlitwa i studiowanie Biblii idą ze sobą w parze w ożywieniu. Są ze sobą ściśle związane. Im więcej się modlisz, tym bardziej łakniesz Słowa Bożego. Im więcej studiujesz Słowo, tym bardziej pragniesz się modlić. Oto kilka praktycznych sugestii.
a. Wybierz jeden z psalmów. Przeczytaj kilka wersetów. Zastanów się, co Bóg w nich mówi do ciebie. Powiedz Mu w modlitwie, na co kieruje twoją uwagę Duch Święty w tym fragmencie. Modląc się i studiując psalmy, będziesz słyszał głos Boży przemawiający do twojego serca, tak, jak przemawiał do psalmistów.
b. Możesz także skupić się w swoim nabożeństwie na ostatnich scenach z życia Chrystusa. Biblia zawiera sześć rozdziałów opisujących śmierć Chrystusa: Ps 22, Iz 53, Mt 27, Mk 15, Łk 23 i J 19. Za każdym razem studiuj jeden z tych rozdziałów. Przeczytaj kilka wersetów. Wyobraź sobie, jak Chrystus cierpiał za ciebie. Niech Duch Święty uświadomi ci wielkość ofiary Jezusa. Twoje serce skruszy się pod wpływem świadomości twoich grzechów, które zaprowadziły Jezusa na krzyż. Jego miłość napełni cię wewnętrznym ciepłem, Jego łaska przyciągnie do Niego, a Jego ofiara wprawi cię w zdumienie.
Studiuj z modlitwą wielkie fragmenty Biblii. Dokona to istotnej zmiany w twoim osobistym nabożeństwie. Niech Bóg przemawia do ciebie przez Jego Słowo. Módl się wraz z psalmistą: „Ożywiaj mnie według obietnicy swojej!” (Ps 119,154).
Jeśli skorzystamy z rady Bożej posłannicy w dniach ostatecznych, ujrzymy zdumiewające rezultaty: „Weźcie do rąk Biblię i na kolanach proście Boga, by oświecił wasz umysł. Gdybyśmy codziennie z modlitwą studiowali Biblię, codziennie na nowo dostrzegalibyśmy piękno prawdy, jej wyraźne i mocne światło” (Review and Herald, 4 III 1884).
Przejdźmy teraz do trzeciej zasady ożywionej praktyki modlitwy.

3. Ucz się modlić głośno.
Osobista modlitwa niekoniecznie musi być bezgłośna. Podczas naszych codziennych zajęć najczęściej stosowne jest modlić się w duchu. Ale podczas osobistego nabożeństwa modlenie się na głos pozwala skupić umysł na Bogu. Jezus modlił się głośno.
Uczniowie byli pod wrażeniem, gdy słyszeli Jezusa modlącego się głośno, więc poprosili Go, by nauczył ich modlić się podobnie jak On (Łk 11,1). W Getsemane Jezus powierzył się woli Ojca bez względu na cenę. W Ewangelii Mateusza czytamy, że Jezus upadł na twarz i trzy razy prosił: „Nie jako Ja chcę, ale jako Ty”. Najwyraźniej Jezus modlił się głośno (zob. Mt 26,36-44).
List do Hebrajczyków mówi nam, że „zanosił On z wielkim wołaniem i ze łzami modlitwy i błagania do tego, który go mógł wybawić od śmierci” (Hbr 5,7).
Ellen G. White zaleca, byśmy „nauczyli się modlić głośno, gdy tylko Bóg was słyszy” (Our High Calling, s. 130). Nie musimy się obawiać, że szatan słyszy nasze modlitwy, wie, o co się modlimy i przygotowuje strategię, by nas zwieść. Mamy bowiem zapewnienie, że „na dźwięk gorliwej modlitwy wszystkie zastępy szatańskie drżą”, a Bóg odpowiada na nasze prośby posyłając legiony niebiańskich aniołów i zmuszając szatańskie zastępy do wycofania się (Testimonies, t. 1, s. 346).
Naśladuj przykład Jezusa, modląc się głośno podczas swoich osobistych nabożeństw. Początkowo może to być nieco trudne, ale gdy będziesz to czynił, Duch Święty będzie cię prowadził do pełniejszego doświadczenia z Panem.
To kieruje nas do czwartej zasady zwycięskiej modlitwy i duchowego ożywienia.

4. Zorganizuj niewielką grupę, składającą się z trzech do pięciu osób, zdeklarowanych spotykać się przynajmniej raz w tygodniu na wspólnej modlitwie.
Kościół nowotestamentowy był zjednoczony w modlitwie o Ducha Świętego (Dz 1,14; 4,31). Jezus pouczył swoich uczniów, by modlili się razem. „Nadto powiadam wam, że jeśliby dwaj z was na ziemi uzgodnili swe prośby o jakąkolwiek rzecz, otrzymają ją od Ojca mojego, który jest w niebie. Albowiem gdzie są dwaj lub trzej zgromadzeni w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18,19-20).
Komentując ten fragment, Ellen G. White dodaje: „Ta obietnica jest dana pod warunkiem wspólnych modlitw ludu Bożego, a w odpowiedzi na nie należy się spodziewać większej mocy niż ta, która jest rezultatem modlitwy osobistej. Udzielona moc będzie proporcjonalna do jedności wyznawców w ich umiłowaniu Boga i siebie nawzajem” (The Central Advance, 25 II 1903). Jest to zdumiewające stwierdzenie, pełne zachęty dla współczesnego ludu Bożego. We wspólnej modlitwie jest szczególna, niezwykła moc. Gdy odkładamy na bok osobiste plany, jednocząc się w modlitwie i otwierając serca przed Bogiem, On odpowiada w sposób znacznie wykraczający poza nasze oczekiwania.
Historia ożywień religijnych jest historią modlących się ludzi. Jest historią Kościoła wspólnie przychodzącego w modlitwie do Boga. Kościół doznaje ożywienia, gdy jego wyznawcy tworzą liczne grupy modlitewne i otwierają serca przed Bogiem.
Dlaczego nie miałbyś zorganizować grupy modlitewnej w twoim domu? Dlaczego nie miałbyś zaprosić kilkoro przyjaciół, by przyłączyli się do ciebie w modlitwie do Boga o głębsze duchowe doświadczenie? Dlaczego nie miałbyś z kilkorgiem współwierzących wstawiać się w modlitwie za twoimi bliskimi, przyjaciółmi i sąsiadami, którzy nie znają Jezusa i Jego przesłania na obecny czas?
Modlący się ojciec czy matka mogą dokonać niesamowitej zmiany w życiu swoich dzieci. Modlący się mąż czy żona mogą dokonać zdumiewającej zmiany w swoim małżeństwie. Modlący się wyznawcy mogą dokonać ogromnej zmiany w zborze. Grupy modlitewne zmieniają społeczeństwo. Modlący się uczniowie mogą zmienić atmosferę panującą w szkole. Dziedzictwo modlitwy takich mocarzy wiary jak Mojżesz, Józef i Daniel, świadczy, że modlący się ludzie mogą zmienić bieg dziejów.
Czy chcesz zasiać ziarno ożywienia? Zanurz się w modlitwie. Okryj modlitwą swoją rodzinę. Nasyć nią swoje sąsiedztwo. Wstawiaj się za współmałżonkiem, kolegami z pracy, przyjaciółmi i sąsiadami. Przynoś swoje prośby do Boga, który słyszy. Przychodź do Tego, który zawsze pochyla się, by słuchać próśb swoich dzieci. Otwórz serce przed Zbawicielem, który jest bardziej zainteresowany odpowiedzią na twoje modlitwy niż ty modleniem się do Niego.
Gdy to uczynisz, odkryjesz ważny klucz ożywienia zarówno w twoim osobistym życiu, jak i w Bożym Kościele Ostatków.

Osobiste zastosowanie

„Ożywienie oznacza odnowę duchowego życia, obudzenie mocy umysłu i serca, zmartwychwstanie z duchowej śmierci” (Review and Herald, 25 II 1902). Ożywienie następuje nie pod wpływem lektury na jego temat, ale w wyniku stosowania biblijnych elementów, które się na nie składają. Kościół nowotestamentowy zachowywał żywe doświadczenie z Jezusem przez modlitwę, studiowanie Biblii i wydawanie świadectwa wiary.
Oto pierwsze z serii praktycznych zastosowań duchowych zasad, które będziemy omawiać w poszczególnych rozdziałach. Stosując te zasady w praktyce swojego życia, odkryjesz klucz do osobistego duchowego ożywienia. Twoje doświadczenie z Jezusem będzie głębsze i bliższe niż kiedykolwiek uważałeś za możliwe.
Każda część do osobistego zastosowania będzie się skupiać szczególnie na temacie rozdziału, w którym jest zawarta. Poniżej wymienione są duchowe zadania na nadchodzący tydzień. Możesz skorzystać z nich jako planu twojej praktyki modlitewnej.
W rozdziale 1 wprowadziliśmy model modlitwy oparty na uwielbieniu, wyznaniu, dziękczynieniu i prośbie. Modląc się do Boga:
1. Wybierz trzy szczególne powody uwielbienia Boga. Poświęć jakiś czas wyłącznie na uwielbianie Boga.
2. Pomyśl o czymś, co sprawia, że twoje życie nie jest zgodne z wolą Bożą, i wyznaj to Bogu.
3. Wybierz trzy powody do dziękczynienia Bogu.
a. dotyczące twoich osobistych cech i twojego życia.
b. dotyczące twojej rodziny.
c. dotyczące twojego zboru.
4. Przedstaw Bogu twoją aktualną największą potrzebę i polegaj na obietnicy zawartej w Flp 4,19: „Bóg mój zaspokoi wszelką potrzebę waszą według bogactwa swego w chwale, w Chrystusie Jezusie”.

Ożyw nas ponownie - Mark Finley


Gdy rozpoczynasz osobistą lekturę tej książki, zapewniam, iż znajdziesz się na krawędzi jednego z najbardziej emocjonujących duchowych przełomów w swym życiu, a w miarę czytania kolejnych rozdziałów, Duch Święty poprowadzi cię do bliższej więzi z Jezusem.
Zamiarem moim, nie jest przedstawienie jakichś nowych, zdumiewających czy sensacyjnych informacji na temat ożywienia i Ducha Świętego. Choć czytając, będziesz odkrywał nowe, żywotne prawdy, jednak moim celem jest poprowadzenie cię przez Słowo Boże i pisma Ellen G. White ku duchowym zasadom zmieniającym życie.
Gdy z uwagą będziesz studiował kolejne rozdziały, poświęć czas na modlitwę i rozważenie praktycznych wniosków płynących z ich lektury. Czyniąc to, spostrzeżesz, że twój umysł otwiera się na głębokie działanie Ducha Świętego. Znajdziesz się w atmosferze duchowego ożywienia.
Rozdziały te wymagają doświadczenia z modlitwą — nie jedynie pobieżnej lektury. Każdy z nich kończy się częścią do osobistego zastosowania, która ma pokierować cię w stronę modlitwy i nabożeństwa w duchowym ożywieniu. Będziesz też prowadzony w kierunku praktycznego dzielenia się wiarą i wydawania świadectwa.
W trakcie pisania inspirowały mnie dwa mocne cytaty Ellen G. White. Nieustannie zachowywałem je w mojej pamięci.
„Ożywienie prawdziwej pobożności wśród nas jest największą i najpilniejszą ze wszystkich naszych potrzeb” (Selected Messages, t. I, s. 121).
„Szatan niczego tak się nie boi, jak tego, że lud Boży oczyści drogę, usuwając wszelkie przeszkody, aby Pan mógł wylać swego Ducha na oczekujący Kościół i zgromadzenie, któremu obecnie brak skruchy. Gdyby szatanowi udało się zrealizować jego zamysły, nigdy nie nastąpiłoby kolejne ożywienie, wielkie czy małe, aż do końca czasu” (Review and Herald, 22 III 1887).
Kościół Adwentystów Dnia Siódmego niczego nie potrzebuje bardziej niż autentycznego duchowego ożywienia. Szatan niczego się tak nie boi, jak tego obiecanego ożywienia. Nie ma nic ważniejszego dla kościelnych przywódców, pastorów i szeregowych wyznawców, niż wspólne dążenie do niego. Nie ma ważniejszego priorytetu.
Co mogłoby być ważniejsze dla ludu Bożego niż wylanie Ducha Świętego w mocy Pięćdziesiątnicy dla dokończenia dzieła Bożego na ziemi? To zagadnienie musi być kluczowe podczas wspólnych zebrań na wszystkich poziomach struktury kościelnej. Jednak ożywienie zawsze zaczyna się od jednego mężczyzny, kobiety, chłopca czy dziewczyny, którzy na kolanach przychodzą do Boga. Właśnie ty możesz być tą osobą, którą Bóg posłuży się, by dokonać ożywienia w twojej rodzinie, zborze, szkole czy diecezji.
Boża obietnica jest przeznaczona dla ciebie. „I ukorzy się mój lud, który jest nazwany moim imieniem, i będą się modlić, i szukać mojego oblicza, i odwrócą się od swoich złych dróg, to Ja wysłucham z niebios, i odpuszczę ich grzechy i ich ziemię uzdrowię” (2 Krn 7,14). Słowo Boże jest pewne. Jego obietnice są niezmienne.
Na przestrzeni dziejów Bóg dokonywał ożywień w odpowiedzi na modlitwy swego ludu. Obecnie długo wyczekiwane ożywienie w czasach końca także wreszcie nadejdzie. Duch Święty zostanie wylany. Dzieło Boże na ziemi zostanie dokończone. Jezus przyjdzie powtórnie i wkrótce pójdziemy wraz z Nim do domu.
Gdy będziesz czytał tę książkę, niech twoją modlitwą będzie: „Panie, ożyw nas ponownie”.

___________________________________
Książka niestety już nieosiągalna w wersji drukowanej. Będę umieszczać po fragmentach na tym blogu.

wtorek, 9 sierpnia 2011

Mężczyzna na obraz Boga


Mężczyzna został uczyniony wyjątkowym i każdy ma prawo do dziedzictwa prawdziwego męstwa. Jednak niewielu z nas odnajduje tę nieuchwytną spuściznę. Nie jesteśmy pewni, na czym właściwie polega to dziedzictwo, a jeszcze mniej wiemy, w jaki sposób je odzyskać. W konsekwencji ścigamy mity, ustalamy substytuty lub udajemy, że wszystko jest w porządku, podczas gdy w głębi serca czegoś nam brakuje.

Jim Hohnberger wskazuje to „brakujące coś”. Nie boi się poruszać trudnych tematów, ale podaje też proste rady, które – jeśli stosowane konsekwentnie – pozwolą doświadczyć uzdrawiającej prawdy, uwolnienia od kłamstw i autentycznej przemiany. Na podstawie doświadczeń swoich i innych mężczyzn, obrazuje, jak powrócić do korzeni i odzyskać w sobie właściwy obraz siebie, jak również w jaki sposób ożywić małżeństwo i odnowić więzi rodzinne.

Bez względu na twoją przeszłość i niezależnie od obecnych okoliczności życia, możesz odnaleźć swoje prawdziwe powołanie. Możesz być mężczyzną na obraz Boga.
Książkę możesz zamówić tutaj.

wtorek, 2 sierpnia 2011

Pomnik Marii Magdaleny


Myślałem, że Bóg używa wstydu i negatywnych uczuć, aby obudzić moje sumienie i przyprowadzić mnie do siebie. Jeśli nie odczuwałbym wewnętrznego niepokoju z powodu swych grzechów i błędów, nie mógłbym zdać sobie sprawy ze swego grzesznego stanu i zostać zbawionym.


Powyższy obraz ilustruje historię Marii Magdaleny, która przyszła na ucztę, na której znajdował się Jezus, wylała na Jego stopy słoik cennego nardowego olejku i wytarła je swoimi włosami. Według wszystkich zgromadzonych tam osób dopuściła się najbardziej haniebnego czynu i ludzie oczekiwali na potępienie ze strony Jezusa. Lecz, co niezwykle interesujące, Jezus nie odpowiada tak, jak tego oczekiwał od Niego gospodarz domu.
Aby zrozumieć zachowanie Jezusa, należy zadać sobie kilka pytań dotyczących tego, w jaki sposób Jezus jako Bóg widział i oceniał ten czyn.

?? Czy Bóg reaguje na nasze zachowania tak samo jak inni ludzie?
?? Czy Maria Magdalena powinna czuć się winna?
?? Czy powinna czuć się zawstydzona, jeśli nie z powodu swego zachowania, to przynajmniej dlatego, że postawiła Mistrza w złym świetle?
?? Czy wina i wstyd są tożsame?
?? Czy są ze sobą nierozerwalnie związane?
?? Czy można odczuwać winę, nie czując wstydu?
?? Czy istnieją oddzielne definicje dla jednego i drugiego?
?? A co najważniejsze, jak Bóg postrzega owe uczucia i je wykorzystuje?

WINA
"czyn naruszający normy postępowania, zwłaszcza złamanie prawa, co wymaga kary".
Wina nie jest rzeczą subiektywną. Nie zależy od tego, czy ktoś uważa się za osobę winną lub przyznaje się do winy.
Wina nie jest także uczuciem. To uświadomienie sobie naruszenie prawa w oparciu o stwierdzenie faktu. Wina jest zatem stanem świadomości - nie uczuciem. Osoba może powiedzieć, że "czuje się winna", ale chociaż takie słowa można często usłyszeć, to nie są one właściwie użyte. Jest niemożliwością, żeby odczuwać fakt. "Odczuwanie winy" nie jest możliwe, możliwe jest uświadomienie sobie tego faktu.

WSTYD
"bolesne uczucie spowodowane świadomością winy, własnych braków lub niewłaściwego postępowania."
Wstyd jest uczuciem lub stanem emocjonalnym, ogarniającym określoną osobę, kiedy uznaje siebie za winną. Ale, co interesujące, jak wskazuje definicja, wstyd może istnieć niezależnie od winy. Ktoś może odczuwać wstyd, kiedy widzi swoje braki albo kiedy wypada poniżej oczekiwań. Ważne rozróżnienie między wstydem i winą dotyczy tego, że wstyd jest uczuciem, natomiast wina to stan świadomości. Jednakże uczucie wstydu nieomal zawsze towarzyszy świadomości winy i można je pomylić z winą.

Prawie zawsze odczuwamy wstyd, kiedy wiemy, że zrobiliśmy coś złego. Ale chociaż wstyd może towarzyszyć poczuciu winy, może też występować zupełnie sam, nawet wtedy, gdy nie naruszyliśmy żadnego kodeksu postępowania albo prawa. Na przykład często ogarnia nas wstyd, kiedy uświadamiamy sobie, że nie spełniliśmy czyichś oczekiwań. Z tego powodu wstyd pojawia się sam bez poczucia winy. Kiedykolwiek pojawia się wstyd, wtedy z pewnością zjawi się potępienie i poczucie braku własnej wartości!
Wstyd ogarnia chrześcijan, kiedy czują, że nie są w stanie sprostać oczekiwaniom, jakie ich zdaniem, ma wobec nich Bóg, a które są konieczne do prowadzenia zwycięskiego chrześcijańskiego życia. I, jak możecie sobie wyobrazić, nie zawsze ma to związek z tym, czy owi chrześcijanie rzeczywiście są winni naruszenia Bożych nakazów. Czasami mają po prostu wewnętrzne przekonanie, że nie osiągnęli "wyższego poziomu" duchowego. Czują, że ponieważ wstydzą się siebie, są z pewnością winni jakiegoś grzechu, który sprawia, że Bóg się ich wstydzi.

WSTYD - NIECHCIANY PREZENT NA CAŁE ŻYCIE
Poczucie winy może się wiązać z określonym wydarzeniem lub zachowaniem i często w sposób niezauważalny dla innych ogranicza się do pewnego miejsca, czasu lub wydarzenia. Natomiast wstyd może być wszechogarniającym uczuciem, które dręczy człowieka przez cały czas.
Nawet w kościele zdarzają się sytuacje, kiedy wstydu używa się jako instrumentu karcącego lub napominającego członków kościoła, aby podporządkowali się kościelnym standardom (np. uwagi wobec kobiet używających szminki lub makijażu, że zachowują się jak królowa Izebel). Najbardziej przykre bywa wmawianie nam, że Bóg aprobuje taką krytykę i że On również się nas wstydzi.

KORZENIE WSTYDU
Skąd się wziął wstyd u człowieka? Według Biblii wstyd jest nierozerwalnie związany ze skutkami grzechu. Nie pochodzi od Boga. W Księdze Rodzaju czytamy historię, jak Adam i Ewa, kiedy zgrzeszyli, postanowili ukryć się przed Bogiem, ponieważ się wstydzili.

CZTERY KONSEKWENCJE
Historia Adama w raju ukazuje kilka podstawowych cech wstydu.

1) Wstyd zawsze sprawia, że człowiek pragnie się gdzieś ukryć. Wstyd nigdy nie prowadzi do otwartości i pojednania.
2) Wstyd powoduje, że odsuwamy się od osoby, która nas zawstydza.
3) Podobnie, jak to było w przypadku Adama i Ewy usiłujących zakryć się liśćmi, wstyd sprawia, że my też chcemy zakryć pewne rzeczy, które go w nas wywołują.
4) Wstyd rodzi w nas niechęć do samych siebie.

Każdy z tych elementów jest śmiertelnym wrogiem chrześcijańskiego wzrostu i dojrzałości.

"Gdzie się ukryję przed Twoim duchem, gdzie się schowam przed Twoim obliczem? Gdy do niebios wstąpię, jesteś tam, gdy zstępuję w zaświaty, wychodzisz mi naprzeciw. Gdybym mógł mieć skrzydła jutrzenki i zdołał się znaleźć na odległym morzu, tam też dosięgłaby mnie Twoja ręka, tam również by mnie podtrzymała Twoja prawica. Gdybym się domagał, by mnie ciemności okryły i światłość otoczyła mnie zamiast nocy, to ciemność nie byłaby dla Ciebie mroczna: noc byłaby jak dzień jasna, a ciemność byłaby jak światło."
Ps.139, 7-12 BWP

WSTYD JAKO MECHANIZM KONTROLUJĄCY
Wstyd ma swój cel, mimo iż nie kryje się w nim nic pozytywnego. Bywa dość skuteczny w kontrolowaniu zachowania. Można powiedzieć, że to młodszy brat przemocy. Osoba, wobec której zastosuje się jeden z tych dwóch instrumentów kontrolujących zachowanie (wstyd i przemoc), ma identyczne odczucia: zarówno bezsilność, jak i zniechęcenie. Wstyd usiłuje wpłynąć na nasze zachowanie w sposób niezgodny z zasadami, jakie Bóg stworzył, abyśmy prawidłowo funkcjonowali.
Przypomnijmy sobie historię sprowadzenia Skrzyni Przymierza przez Dawida do Jeruzalemu (II Sam. 6) i radosny taniec króla na czele korowodu. Gdy zobaczyła to jego żona, Michal, nie powstrzymała się od napomnienia, że tym wybrykiem zszargał swoją królewską godność. Ale Dawid zignorował jej krytykę i zapewnił, że ponieważ tańczył przed Panem, to kiedy nadarzy się okazja, uczyni to ponownie!

Ostatecznie wstyd dotyczy osoby, która usiłuje nas zawstydzić - czyli osoby pragnącej kontrolować nasze poczynania. Jest to mechanizm obronny. Ludzie używają tego instrumentu, by uniknąć zakłopotania związanego ze słowami, czynami lub sytuacjami, w których czują się nieswojo albo których nie potrafią zrozumieć lub poradzić sobie z nimi. Trudno im porozumieć się z ludźmi lub odnieść się do sytuacji, które wymagają od nich zmiany w sposobie myślenia czy zachowania. Znacznie łatwiej jest przenosić swój niepokój na kogoś za pomocą wstydu, mając nadzieję, że zmusi to do zaakceptowania winy i poradzenia sobie z nią. Tak było w przypadku Michal, która potępiła Dawida; dzieje się tak również i dzisiaj. To pokazuje nam prawdziwy cel wstydu. Ktoś, kto nas zawstydza, nie troszczy się o nas. Troszczy się jedynie o siebie, o swój wizerunek i reputację.

CHODZI O REPUTACJĘ (ALBO JEJ BRAK)

Czy Bóg kiedykolwiek używa wstydu jako instrumentu oddziaływania?
Czy Bogu zależy na tym, byśmy się wstydzili tego, co było grzeszne w naszym życiu?
Czy chrześcijaństwo kiedykolwiek propagowało wstyd jako właściwą odpowiedź na nasze ludzkie niedostatki i grzechy, gdy stoimy w obliczu Boga?
Czy Bóg kiedykolwiek wstydził się za nas?
Czy próbuje kontrolować nasze zachowanie przez wzbudzanie w nas negatywnych myśli o nas samych?

Krótko mówiąc, świadomość winy i własnych "niedostatków" ma wiele wspólnego z naszą reputacją. Posiadanie reputacji oznacza, że "coś przynosimy ze sobą do stołu". Oznacza że jest coś w nas lub co nas dotyczy, i ma wartość samą w sobie, której należy strzec.
Biblia jasno mówi na temat naszej reputacji lub braku takowej, kiedy stoimy przed obliczem Boga.

"I wszyscy staliśmy się podobni do tego, co nieczyste, a wszystkie nasze cnoty są jak szata splugawiona, wszyscy więdniemy jak liść, a nasze przewinienia porywają nas jak wiatr."
Iz.64,6

Musimy przyznać, że w oczach Nieba rodzaj ludzki nie ma wrodzonej czci, nie mamy nieskalanej reputacji, o którą należy dbać. To oznacza, że nie posiadamy niczego, czym możemy się szczycić albo chwalić.

BÓG I ROZCZAROWANIE
Ponieważ Bóg zna koniec na początku, nigdy nie doznaje rozczarowania z powodu czegokolwiek, co dzieje się we wszechświecie. Czy zdarzyło się wam kiedykolwiek, że gdy zgrzeszyliście, czuliście, że zawiedliście Boga? Możecie być rozczarowani swymi niedostatkami, ale też i inni mogą doznać rozczarowania wami (z powodu waszych oczekiwań). Bóg jednak nigdy nie jest rozczarowany i choć to wyda się wam dziwne, ale właśnie dlatego to jeden z powodów, dla jakich możemy przystępować z ufną odwagą do tronu łaski (Hebr.4,16).
Wstyd nigdy nie pomaga w uzdrowieniu lub konstruktywnej zmianie człowieka. Zawsze prowadzi do nienawiści wobec siebie i zniechęcenia. Tak nigdy Bóg nie działa! Bóg działa za pomocą poczucia winy, ponieważ to właśnie przez uświadomienie sobie tego, że zgrzeszyliśmy, a nie z powodu wstydu, znów do Niego przychodzimy. Wina sama w sobie skłania nas do naprawienia problemu. Prowadzi do pojednania. Ale wina w połączeniu ze wstydem powoduje nasze wycofanie.
Uznanie winy i reakcja na nią stanowią właściwą odpowiedź. Dzieje się to za sprawą Ducha Świętego. Prawdziwa motywacja pochodzi z wnętrza człowieka, inaczej być nie może. Wywołanie u kogoś poczucia wstydu przez innych może spowodować chwilową zmianę w zachowaniu po to, by uniknąć ponownego zawstydzenia w przyszłości. Ale ta zmiana jest tylko powierzchowna.

ZASTOSOWANIE W PRAKTYCE
Ze względu na negatywne skutki wstydu, powinno się go unikać jak zarazy w naszych kontaktach z dziećmi, współmałżonkami, przyjaciółmi, a nawet wrogami. Musimy dołożyć wszelkich starań, żeby wyeliminować to bezużyteczne, szkodliwe i poniżające uczucie, które służy do manipulowania innymi ludźmi. Aby uwolnić się od tego groźnego doznania, gdy sami odczuwamy wstyd, wystarczy mieć świadomość, że Bóg nigdy nie wykorzystuje wstydu w swych kontaktach z ludźmi.

A jak potoczyła się dalej historia Marii Magdaleny? Bóg, którego teraz znam jeszcze lepiej, mówi: "Zaprawdę powiadam wam, gdziekolwiek na całym świecie będzie zwiastowana ta ewangelia, będą opowiadać na jej pamiątkę i o tym, co ona uczyniła" (Mat.26,13). Jezus nie zawstydził Marii Magdaleny. Nie postawił jej w trudnym położeniu. Zbawiciel nie tylko zaakceptował ją i jej dar, ale również uczynił ze zdarzenia w domu Szymona "pomnik" akceptacji i miłości dla wszystkich swoich naśladowców. Bóg rozumie, że potrzebuję bardziej zachęty, niż krytyki, nadziei a nie rozpaczy i miłości, a nie potępienia. Jeśli o tym pamiętam, zawsze będę do niego biec, kiedy upadnę, wiedząc, że mogę liczyć na Jego akceptację.

_____________________________________________________
fragmenty rozdziału II "Wina i wstyd. Pomnik Marii Magdaleny" z książki "Myślałem, że znam Boga"

środa, 27 lipca 2011

Lecz to jest post... - Izajasz 58


Jeden z niesamowitych fragmentów Biblii, który przemówił dzisiaj do mnie na nowo w innym przekładzie, tuż przed książką, którą już tutaj podawałam. To zadziwiające, że kiedy mam konkretny problem, dostaję lawinę cytatów z każdej strony...

Bóg przemawia przez proroka Izajasza do Izraela:

Wołaj, ile masz sił, nie ukrywaj się nigdzie! Podnoś swój głos jak dźwięk trąby, ujawnij mojemu ludowi jego grzechy, a domowi Jakuba wszystkie jego winy.

Okazuje się, że ludzie ci mieli całkiem chwalebne zamiary, prawie tak, jak my nieraz:

Szukają Mnie dzień po dniu i chcieliby poznać me drogi, jak naród pragnący żyć tylko sprawiedliwie, bez zaniedbywania praw swojego Boga. Mnie wypytują o prawa sprawiedliwości i chcieliby, aby Pan Bóg przybliżył się do nich.


...tylko sposób realizacji pozostawia wiele do życzenia.

Lecz po co pościć, skoro Ty tego nie widzisz, po co się umartwiać, skoro Ty o tym nie wiesz? Otóż, kiedy pościcie, własnych spraw pilnujecie i uciskacie tych, co dla was pracują. Co prawda, pościcie, lecz wśród kłótni i swarów i bicia pięściami waszych najuboższych. Nie pośćcie już więcej tak, jak to teraz czynicie, po to tylko by głos wasz było słychać wysoko. Czyż ma Mi się podobać post człowieka dokładnie w tym dniu, kiedy się umartwia? Czy post na tym polega, by się jak trzcina pochylać lub wór pokutny wkładać i nurzać się w popiele? Czy to nazywasz postem, a dzień nim wypełniony miłym dla twego Pana?

Więc jeśli nie tak, to jak?

Czy wy nie wiecie, w jakim to poście mam upodobanie? Oto, co Pan i Bóg zawyrokował: zerwijcie pęta niesprawiedliwości, odwiążcie sznury mocujące brzemię, wypuśćcie na wolność uwięzionych i wszystkie jarzma połamcie. Chlebem swoim podzielcie się z głodnymi, udzielcie schronienia ubogim, bez dachu nad głową, przyodziejcie nagiego, gdy go zobaczycie, i nie odwracajcie się od kogoś, w kim wasza krew płynie.

Rezultaty? Uzdrowienie fizyczne i duchowe!

Wtedy twoja światłość zabłyśnie jak jutrznia, a twoje rany zabliźnią się szybko. Twoja sprawiedliwość będzie szła przed tobą a chwała Pana iść będzie za tobą.

Zbliżamy się do Boga wtedy, gdy dajemy innym wolność, kiedy porzucamy oskarżenia pod ich adresem, kiedy przestajemy myśleć o nich źle, a następnie kiedy podejmujemy działania dla ich dobra.
Gdy zaczniesz wtedy wołać, Pan ci odpowie, i na głos twój rzeknie: Oto jestem. Jeśli zdejmiesz z innych twe jarzmo i gróźb zaprzestaniesz, i odejdziesz od twoich wszystkich złych zamiarów, jeśli podzielisz się twoim chlebem z głodnymi, jeśli nakarmisz do syta wszystkich uciskanych, twoja światłość ukaże się w ciemnościach, a mrok, w którym trwałeś, rozjaśni się światłem południa.

Ciąg dalszy błogosławieństw. Pan jest niezmordowany!
Pan będzie ci nieustannie przewodził i karmił cię do syta nawet na pustyni. On ci przywróci siły i staniesz się jak świeżo podlany ogród albo jak źródło wody nie dającej się nigdy wyczerpać. I zaczniesz wznosić budowle na dawnych ruinach, budował będziesz śmiało na starych fundamentach. Będą cię nazywać odnowicielem wyłomów i budowniczym domów niedawno zburzonych.

Bóg nie jest zainteresowany naszym pognębianiem siebie i innych przy okazji. Bóg wcale nie czeka na nasze usilne starania, by się Mu przypodobać, bo i tak nie mamy Mu nic atrakcyjnego do zaoferowania. Bóg jest zainteresowany nami, takimi, jakimi jesteśmy. Chce, abyśmy porzucili nasze ciasne skorupy uprzedzeń, ograniczeń, gniewów i zazdrości, abyśmy dzięki Niemu rozwinęli się jak ogród i przez Niego czynili świat lepszym.
Chwała Mu za wolność, którą daje w sobie.

Kocha, lubi czy szanuje?


Myślałem, że Bóg domaga się rzeczy niemożliwych - prosi bym zmienił swoje emocje, żeby żyć w zgodzie z Jego nakazami.


Pomyśl o historii małej izraelskiej dziewczynki i trędowatego Naamana. Wydaje się to dziwne, ale dziewczynka zamiast życzyć swojemu prześladowcy najgorszego, była bardziej zainteresowana jego powrotem do zdrowia. Jakim dzieckiem była ta mała izraelska dziewczynka? Co sprawiło, że postąpiła wbrew temu, czego można było się spodziewać po kimś w jej położeniu?
Przez większą część czasu ludzie reagują odruchowo na wydarzenia dziejące się wokół. Typową reakcją na doznaną zniewagę lub krzywdę jest odpłacenie tą samą monetą. Rodzi się pytanie: Czy takiego przyzwyczajenia nabywamy z czasem, czy też jest ono wynikiem jakiegoś wrodzonego dziwactwa zapisanego w naszych genach?
Na pierwszy rzut oka nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby uprowadzona do niewoli izraelska dziewczynka zareagowała pragnieniem zemsty za to, co ją spotkało. Co sprawiło, że dziewczynka tak nienaturalnie zareagowała na doznane krzywdy? Co takiego stało się w jej życiu, że zamiast odczuwać całkiem zrozumiałą nienawiść, troszczyła się o zdrowie wroga? Odpowiedź jest prosta: to miłość. Tak, miłość dana przez Boga.

Czym jest miłość? W naszym świecie słowo "miłość" ma wiele znaczeń: od euforii, poprzez ekscytującą reakcję hormonalną, tęsknotę za drugą połową poprzez pożądanie seksualne. Biblijna definicja miłości nie ma nic wspólnego z określeniami podanymi powyżej. Miłość, o jakiej mówi Biblia, przedstawiając wzajemne relacje pomiędzy chrześcijanami a resztą świata (chrześcijańskiego lub niechrześcijańskiego), nie opiera się na zewnętrznej ludzkiej atrakcyjności. Boża miłość nie jest uczuciem, które pociągają cechy zewnętrzne lub emocje.

MIŁOŚĆ to zasada, która wymaga uczynków, wypływających z troski o potrzeby drugiej osoby, bez oczekiwania na odwzajemnienie się, i jest wyrażona w taki sposób, że druga osoba czuje się doceniona i akceptowana.

Fascynacja biernie czeka, aż ktoś sprawi zadowolenie, natomiast miłość pierwsza wychodzi z inicjatywą, gdy tylko nadarza się okazja. Fascynacja zmienia się wraz z okolicznościami; miłość jest stała i nigdy się nie zmienia.
Nie możemy nakazać lub żądać określonej emocjonalnej reakcji. Nikogo nie możemy zmusić, by coś polubił. Fascynacja jest zawsze odpowiedzią na przyjemną sytuację lub przedmiot. To reakcja oparta na wewnętrznych czynnikach znajdujących się poza naszą kontrolą. Jeśli coś się nam nie spodoba, nie polubimy tego. Dlatego właśnie Bóg nigdy nas nie prosi, żebyśmy lubili innych ludzi. Bóg nigdy nie oczekuje, że będziemy każdego lubić. "Lubienie" następuje bez naszej woli, ponieważ jest to odruch spowodowany tym, co widzimy lub czego doświadczamy. Bóg nigdy nie wymaga od nas, że będziemy reagowali życzliwie i pozytywnie na każdą napotkaną osobę - zwłaszcza jeśli te osoby są opryskliwe albo mają inne nieprzyjemne cechy charakteru. Bóg nigdy nie nakazuje ludziom wzbudzania u siebie pozytywnych emocji. Z tego powodu nigdy nie powiedział, że musimy lubić swoich wrogów. Zrozumienie tej kwestii pozwala na zgłębienie jednego z najbardziej błędnie rozumianych tekstów biblijnych.

"Słyszeliście, iż powiedziano: Będziesz miłował bliźniego swego, a będziesz miał w nienawiści nieprzyjaciela swego. A Ja wam powiadam: Miłujcie nieprzyjaciół waszych i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście byli synami Ojca waszego, który jest w niebie, bo słońce jego wschodzi nad złymi i dobrymi i deszcz pada na sprawiedliwych i niesprawiedliwych.
Mat.5, 43-45

Powyższy tekst jasno tłumaczy, na czym polega miłość i jak ona się przejawia. Nasze wysiłki powinny się skupić na dobrym postępowaniu wobec wrogów, a nie na uczuciach, jakie do nich żywimy. Tak wygląda istota Bożej miłości! Zazwyczaj mamy skłonność, aby zachowywać się zgodnie z emocjami, jakie w danej chwili nami rządzą. Ale człowiek otrzymał unikalną zdolność postępowania w określony sposób wbrew własnym uczuciom (co jest odbiciem faktu, że ludzie zostali stworzeni na obraz i podobieństwo Boga).
Jest możliwe, by zmieniać własne uczucia poprzez czyny. Uczucia są zawsze reaktywne, czyli są wynikiem czynów lub myśli albo są na nie podatne. Uczucia nie rodzą się same z siebie. To rezultat jakiejś myśli lub czynu, który je poprzedza i wywołuje.
Co robię, kiedy jestem ogromnie wzburzony? Czy w interakcjach z ludźmi ponoszą mnie emocje, czy też wstrzymuję się z gwałtowną odpowiedzią, starając się ochłonąć tak, by spokojnie zastanowić się nad tym, jakie potrzeby mają inne osoby i co naprawdę chcą mi powiedzieć swoim zachowaniem?
Zachowanie się w ten sposób jest jednym z największych wyzwań chrześcijańskiego życia. Wcześniej myślałem, że Bóg wymaga ode mnie, abym lubił swoich wrogów i postępował zgodnie z żywionymi do nich uczuciami. Teraz wiem, że Bóg oczekuje ode mnie, abym traktował ich tak, jak ja chciałbym być traktowany - i tak wygląda okazywanie komuś miłości. Patrząc na to, co Chrystus uczynił dla mnie z miłości, czy mogę uczynić mniej? Czy mogę mniej kochać innych ludzi?

Bóg nie reaguje emocjonalnie. Miłość stanowi stałą cechę Jego charakteru i jest niezmienna. Bez względu na to, gdzie się obecnie znajduję i jak postępuję, Bóg zawsze czyni to, co jest dla mnie najlepsze, zabiega, abym do Niego wrócił i pragnie, bym tak samo postępował wobec innych. Jedynie wtedy, gdy pomimo swoich uczuć czynię to, co powinienem, odzwierciedlam Jego charakter.

________________________
fragmenty rozdziału 1 "Miłość: co to takiego? Jak kochać nieprzyjaciół"
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...