czwartek, 19 grudnia 2013

Igrzyska śmierci - reality show czy realna rzeczywistość?




Niezwykły triumf święci ostatnio ekranizowana trylogia Susanne Collins "Igrzyska śmierci", opowieść o dwojgu nastolatkach pochodzących z Dwunastego Dystryktu fikcyjnego państwa Panem, którzy zostali zmuszeni do udziału w Głodowych Igrzyskach, corocznym turnieju organizowanym przez bezwzględne władze, transmitowanym na żywo przez telewizję. Arena staje się miejscem walki o przetrwanie, gdyż zwycięzca może być tylko jeden, ale także próbą charakteru: jakim okażę się człowiekiem? Czy system może mnie złamać? 


Jest jeszcze inna księga, która swoją popularność świętuje od tysięcy lat, opisująca równie ciekawą historię, a być może jeszcze ciekawszą, bo mającą miejsce naprawdę.

"I nastąpiła walka na niebie: Michał i jego aniołowie mieli walczyć ze Smokiem. I wystąpił do walki Smok i jego aniołowie, ale nie przemógł, i już się miejsce dla nich w niebie nie znalazło. I został strącony wielki Smok, Wąż starodawny, który się zwie diabeł i szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię, został strącony na ziemię, a z nim strąceni zostali jego aniołowie. Dlatego radujcie się, niebiosa i ich mieszkańcy! Biada ziemi i morzu - bo zstąpił na was diabeł, pałając wielkim gniewem, świadom, że mało ma czasu."
Ap 12,7-9.12 BT

Po tym, jak został wypędzony z nieba, szatan nieustannie próbował przedstawić w złym świetle charakter Boga. Zrobił tak w Edenie (zob. Rdz 3,1-5). Nawiązując kontakt z Ewą przez medium w postaci węża, otwarcie zaszczepił w jej umyśle ideę, iż Stwórca pozbawił ją i jej męża czegoś dobrego dla nich, ukrywając przed nimi to, co powinni byli posiąść. W ten sposób szatan podstępnie oczernił Boga, fałszywie przedstawiając jego charakter. Planeta Ziemia, wskutek decyzji pierwszych ludzi o poddaniu w wątpliwość charakteru Boga i złamaniu Jego zakazu niespożywania z drzewa poznania dobra i zła, dostała się pod panowanie szatana, przeciwnika Bożego. Od tej pory rozpoczęły się surowe igrzyska śmierci, w których ludzie stali się przymusowymi trybutami. Ich życie stało się "widowiskiem dla świata i aniołów, i ludzi" (1 Kor 4,9). 

"Zdarzyło się pewnego dnia, gdy synowie Boży udawali się, by stanąć przed Panem, że i szatan też poszedł z nimi. I rzekł Bóg do szatana: Skąd przychodzisz? Szatan odrzekł Panu: Przemierzałem ziemię i wędrowałem po niej.  Mówi Pan do szatana: A zwróciłeś uwagę na sługę mego, Hioba? Bo nie ma na całej ziemi drugiego, kto by tak był prawy, sprawiedliwy, bogobojny i unikający grzechu jak on. Szatan na to do Pana: Czyż za darmo Hiob czci Boga?  Czyż Ty nie ogrodziłeś zewsząd jego samego, jego domu i całej majętności? Pracy jego rąk pobłogosławiłeś, jego dobytek na ziemi się mnoży. Wyciągnij, proszę, rękę i dotknij jego majątku! Na pewno Ci w twarz będzie złorzeczył. Rzekł Pan do szatana: Oto cały majątek jego w twej mocy. Tylko na niego samego nie wyciągaj ręki. I odszedł szatan sprzed oblicza Pańskiego."
Hi 1,6-12 BT
Od początku Bóg nie pozostawił żadnych wątpliwości, iż obali oskarżenia szatana oraz dowiedzie swojej miłości i sprawiedliwości. Jego sprawiedliwość wymaga, by zapłacona została kara za grzech ludzkości. Jednak Pan w swojej miłości pragnie ocalić ludzi i odnowić swoją więź z nimi. Jak Zbawiciel mógł dokonać jednocześnie jednego i drugiego?
Charakter Boga, pełen miłości i sprawiedliwości, został objawiony w pełni przez śmierć Chrystusa. Ojciec umiłował nas i posłał swego Syna, by stał się pojednawczą ofiarą za nasze grzechy (zob. 1 J 4,10; J 3,16). Płacąc osobiście karę za złamanie prawa, Bóg okazał sprawiedliwość - wymagania prawa zostały zaspokojone w osobie Jezusa, przez Jego śmierć.  Jednocześnie przez ten akt sprawiedliwości Najwyższy objawił swoją łaskę i miłość, gdyż śmierć Chrystusa została poniesiona przez Niego za nas. On umarł za nas, zamiast nas, abyśmy nie musieli umrzeć na zawsze. 

"W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy." 
1 J 4,10 BT
Jak wskazuje Pismo Święte, sąd Boży jest dobrą nowiną dla tych z nas, którzy wierzą Najwyższemu, ufają Mu i są Mu wierni, nawet jeśli "nie możemy odpowiedzieć na oskarżenia szatana przeciwko nam". Jednak sąd jest przeznaczony nie tylko dla nas. Ma również przed całym wszechświatem oczyścić Boga z zarzutów przeciwko Niemu. 

"Dlatego mów do domu Izraela: Tak mówi Pan Bóg: Nie z waszego powodu to czynię, domu Izraela, ale dla świętego imienia mojego, które bezcześciliście wśród ludów pogańskich, do których przyszliście. Chcę uświęcić wielkie imię moje, które zbezczeszczone jest pośród ludów, zbezczeszczone przez was pośród nich, i poznają ludy, że Ja jestem Pan-wyrocznia Pana Boga-gdy okażę się Świętym względem was przed ich oczami. Zabiorę was spośród ludów, zbiorę was ze wszystkich krajów i przyprowadzę was z powrotem do waszego kraju, pokropię was czystą wodą, abyście się stali czystymi, i oczyszczę was od wszelkiej zmazy i od wszystkich waszych bożków. I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała. Ducha mojego chcę tchnąć w was i sprawić, byście żyli według mych nakazów i przestrzegali przykazań, i według nich postępowali." 
Ez 36:22-27 BT

Jako wyznawcy Chrystusa możemy przynosić Bogu chwałę albo wstyd - w zależności od sposobu naszego postępowania. Jako uczestnikom igrzysk, tego wielkiego boju między dobrem a złem, naszemu postępowaniu przyglądają się nie tylko inni ludzie, ale także mieszkańcy wszechświata. Jakie świadectwo im przedstawiamy? Czy przynosimy Bogu chwałę wobec oskarżeń, które na Niego przychodzą, czy znieważamy Jego imię? Czy nasze życie jest argumentem na rzecz Boga sprawiedliwego i miłosiernego, usprawiedliwiającego nas i przemieniającego nasz charakter? 


"Tak też światło wasze niech jaśnieje na oczach wszystkich ludzi po to, żeby widzieli wasze dobre uczynki i wielbili za nie Ojca waszego, który jest w niebie."
Mt 5:16 BWP

______________________________________________
komentarze do tekstów pochodzą z kwartalnika Lekcji Biblijnych 4/2013 Martina Proebstle "Świątynia", lekcja 12 "Kosmiczny bój o charakter Boga", wyd. Znaki Czasu. 

wtorek, 3 grudnia 2013

Nałóg a poszukiwanie pełni


Czemu popadamy w nałogową zależność od drugiego człowieka?

Romantyczny związek miłosny jest tak silnym i powszechnie upragnionym przeżyciem, ponieważ zakochani mają wrażenie, że uwolnili się od głęboko zakorzenionego lęku, łaknienia, niedosytu i niedoskonałości - stanów, które są nieodłącznym elementem człowieczeństwa nieoświeconego, nie odkupionego. Mają one zarówno wymiar fizyczny, jak i psychiczny. W sferze fizycznej oczywiście daleko ci do pełni i nigdy jej nie  osiągniesz: jesteś mężczyzną albo kobietą, czyli połową, a nie całością.  Na tym poziomie tęsknota za pełnią - za powrotem do stanu jedni - przejawia się jako przyciąganie między męskością a kobiecością: to, że mężczyzna potrzebuje kobiety, a kobieta - mężczyzny. Jest to niemal niepohamowany pęd do połączenia z przeciwstawnym biegunem energetycznym. Ten fizyczny popęd ma swoje duchowe źródło w pragnieniu, żeby położyć kres dwoistości, odzyskać stan pełni. Na poziomie fizycznym najbliższe tego ideału jest zespolenie seksualne, toteż spośród wszystkich przeżyć,  jakich może dostarczyć sfera fizyczna, właśnie ono sprawia ludziom najgłębszą satysfakcję. Ofiarowuje im jednak zaledwie przelotną wizję pełni, moment błogostanu. Dopóki bezwiednie traktujesz je jako narzędzie zbawienia, usiłujesz położyć kres dwoistości na poziomie form - to zaś jest niewykonalne. W efekcie ukazuje ci się kuszące mgnienie raju, ale nie dostajesz zezwolenia na stały w nim pobyt i lądujesz z powrotem w swoim osobnym ciele.
Na poziomie psychicznym wrażenie niedosytu i niedoskonałości doskwiera jeszcze silniej niż na fizycznym. Dopóki utożsamiasz się z umysłem, twoje poczucie Ja" opiera się na zewnętrzności. Innymi słowy, swoje wyobrażenie o sobie czerpiesz ze spraw, które tak naprawdę nie mają nic wspólnego z tym, kim jesteś, takich jak rola społeczna, majątek, wygląd zewnętrzny, sukcesy i porażki, przekonania itd. To fałszywe, z umysłu zrodzone ,ja", czyli ego - kruche, niepewne siebie - szuka coraz to nowych rzeczy, z którymi mogłoby się utożsamić, bo tylko dzięki nim czuje, że istnieje. Nic jednak nie daje mu wystarczająco trwałego spełnienia. Wciąż dręczy je lęk, niedosyt i łaknienie.
I oto nagle pojawia się zupełnie wyjątkowy związek. Wygląda na to, że rozwiązuje on wszelkie problemy ego i zaspokaja wszystkie jego potrzeby. Przynajmniej z początku tak się wydaje. Wszystko, na czym dotychczas opierałeś swoje poczucie ,ja", staje się stosunkowo mało istotne. Skupiasz się odtąd na jednym jedynym zjawisku, które zajęło miejsce wszystkich dawniejszych spraw, nadaje twojemu życiu sens, ty zaś właśnie przez jego pryzmat określasz swoją tożsamość. Zjawiskiem tym jest osoba, którą „kochasz". Przestałeś być odrębną drobiną w obojętnym wszechświecie - przynajmniej na pozór. Twój świat ma teraz centrum: ukochaną istotę. Fakt, że owo centrum mieści się na zewnątrz ciebie - czyli nadal czerpiesz spoza siebie wyobrażenie o tym, kim jesteś - początkowo wydaje się błahy. Grunt, że ulotnił się tak typowy dla umysłu egotycznego, stale ci dotąd towarzyszący lęk, a wraz z nim wrażenie twojej własnej niedoskonałości, niedosytu i niespełnienia. Ale czy naprawdę się ulotniły, rozwiały? A może wciąż czają się pod cienką powłoką szczęścia?
Jeśli w twoim związku „miłość" przeplata się z tym, co jest jej zaprzeczeniem - napastliwością, przemocą emocjonalną itp. - należy się obawiać, że mianem miłości pochopnie określasz egotyczne przywiązanie i nałogowe lgnięcie. Nie można kogoś kochać, aby już za chwilę go atakować.
Prawdziwa miłość nie ma negatywnego odpowiednika. Jeśli twoja „miłość" ustępuje niekiedy miejsca swojemu przeciwieństwu, znaczy to, że nie jest miłością, lecz silnym popędem ego, które pragnie zyskać pełniejsze i głębsze poczucie „siebie", a partner chwilowo potrzebę tę zaspokaja. Ego osiąga dzięki temu namiastkę zbawienia, która przez krotki czas nieomal sprawia wrażenie autentyku.
W pewnym momencie partner zaczyna jednak postępować w sposób sprzeczny z twoimi potrzebami - a raczej z potrzebami twojego ego. Lęk, ból i niedosyt - stałe elementy świadomości egotycznej, które tylko prowizorycznie zamaskował „związek miłosny" - znów dochodzą do głosu. To tak, jak z każdym innym nałogiem: po odpowiedniej dawce narkotyku czujesz się świetnie, ale nieuchronnie przychodzi czas, gdy narkotyk już na ciebie nie działa. Kiedy powracają owe bolesne uczucia, doznajesz ich z jeszcze większą niż dawniej silą, a w dodatku uważasz, że druga strona związku jest ich sprawcą. Rzutujesz je więc na zewnątrz i ze wściekłą brutalnością, wyrosłą z twojego bólu, atakujesz partnera. Może to w nim zbudzić jego własny ból i skłonić do kontrataku. Ego na tym etapie wciąż jeszcze żywi nieświadomą nadzieję, ze jego napastliwość lub próby manipulacji okażą się wystarczającą karą, aby współuczestnik dramatu zmienił postępowanie i znów dal się użyć w charakterze parawanu, przesłaniającego twoją boleść.
Każdy nałóg bierze się stąd, ze człowiek nieświadomie wzbrania się przed stawieniem czoła własnemu bólowi i przejściem przez ten ból. Każdy nałóg od bólu się zaczyna i na nim też się kończy. Niezależnie od tego, co jest twoim narkotykiem -alkohol, jedzenie, legalnie lub nielegalnie kupowane psychotropy, czy wreszcie druga osoba - używasz czegoś albo kogoś, żeby ukryć swój ból. Właśnie dlatego, po przeminięciu początkowej euforii, pojawia się w związkach osobistych tyle nieszczęścia, tyle bólu. To nie związki są ich przyczyną. One tylko wydobywają na jaw nieszczęście i ból, które już wcześniej w tobie tkwiły. Działa tak każdy nałóg. W każdym nałogu następuje moment, gdy narkotyk już nie wywołuje pożądanego efektu, wtedy zaś boli cię bardziej niż kiedykolwiek. Między innymi dlatego ludzie nieustannie próbują uciec przed teraźniejszością i szukają takiego czy innego zbawienia w przyszłości. Jeśliby skupili się na obecnej chwili, pierwszą rzeczą, jaką mogliby napotkać, byłby ich własny ból, a przecież to jego najbardziej się obawiają. Gdyby tylko wiedzieli, jak łatwo jest tu i teraz odnaleźć potęgę obecności, która rozpuszcza przeszłość wraz z całym zmagazynowanym w niej bólem - jak łatwo jest odkryć rzeczywistość, w obliczu której topnieją urojenia. Gdyby wiedzieli, jak bliscy są własnej rzeczywistości wewnętrznej, bliscy Boga.
Unikanie związków też nie jest sposobem na to, żeby uniknąć bólu. Tak czy owak - boli. Trzy nieudane związki w ciągu trzech lat prędzej wyrwą cię z uśpienia, niż trzy lata na bezludnej wyspie albo w zamkniętym pokoju. Ale gdybyś umiał w tej samotności pozostać bez reszty obecny, to także okazałoby się skuteczne.

Eckhart Tolle - Potęga teraźniejszości

Zanim powiesz "tak"


Kilka rad i pytań, które warto sobie postawić przy wyborze partnera na całe życie.

Miłość jest cennym darem, jaki otrzymujemy od Jezusa. Czysta i święta nie jest chwiejnym uczuciem, lecz zasadą. Ci, których pobudza prawdziwa miłość, nie są ani nierozsądni, ani ślepi. Pouczeni przez Ducha Świętego miłują boga nade wszystko, a bliźnich jak siebie samych. 
Osoby, które pragną zawrzeć związek małżeński, winny wziąć pod uwagę każdy pogląd i każdy rys charakteru partnera, z którym chcą połączyć swoje życie. Niech każdy krok prowadzący do zawarcia małżeństwa cechuje skromność, prostota, szczerość i poważny zamiar podobania się Bogu i uczczenia Go. Małżeństwo ma wpływ na życie zarówno w tym świecie, jak i przyszłym. Szczery chrześcijanin nie będzie układał planów, których by Pan nie mógł zatwierdzić.

(...)niech młoda dziewczyna przyjmie za towarzysza życia tylko tego, kto posiada szlachetne i męskie rysy charakteru, jest pilny, ambitny i uczciwy oraz kto miłuje Boga i boi się Go. Młodzieniec niech szuka tej, która u jego boku będzie dzieliła z nim ciężary życia i której wpływ uszlachetni go, a miłość da szczęście. 

(...) jeśli zauroczony chcesz związać swoje życie z młodą i niedoświadczoną dziewczyną, której brakuje wykształcenia w zwykłych, praktycznych i codziennych obowiązkach życia, popełniasz błąd. Ale ten brak jest niewielki w porównaniu z jej niewiedzą co do jej obowiązku wobec Boga. 

Nawyk przesiadywania do późna w nocy jest często spotykany, ale nie jest miły Bogu, nawet jeśli oboje jesteście chrześcijanami. Taka nieregularność godzin snu jest szkodliwa dla zdrowia i czyni umysł niezdolnym do podjęcia obowiązków kolejnego dnia, a ponadto ma pozór zła. 

Do małżeństwa we wczesnej młodości nie należy zachęcać. Tak ważnego i tak brzemiennego w następstwa związku, jakim jest małżeństwo, nie powinno się zawierać pospiesznie, bez należytej rozwagi, przygotowania oraz dostatecznych sił moralnych i fizycznych.

Młodzi przyjaciele, zaproście Boga i waszych bogobojnych rodziców do rady. Módlcie się w tej sprawie. Rozważcie każdą przesłankę i bacznie śledźcie rozwój charakteru osoby, z którą chcecie związać swoje życie. 

Jeśli ktoś ma zwyczaj modlić się dwa razy dziennie, zanim rozważa małżeństwo, powinien modlić się cztery razy dziennie, gdy poweźmie taki zamiar. 

Wielu zawiera związek małżeński, nie mając żadnej własności ani dziedzictwa. Nie mają siły fizycznej ani energii umysłu, by dorobić się czegokolwiek. Właśnie tacy ludzie najbardziej spieszą się do małżeństwa i biorą na siebie obowiązki, o których nie mają należytego pojęcia. Nie mają szlachetnych i wzniosłych uczuć ani bladego wyobrażenia o obowiązkach męża i ojca. Nie zdają sobie sprawy, ile wysiłku będzie ich kosztować troska o utrzymanie rodziny. W kwestii powiększania rodziny wykazują się taką samą lekkomyślnością, co w sprawach materialnych. (...) Przed powiększeniem rodziny małżonkowie powinni wziąć pod uwagę to, czy Bóg będzie uwielbiony, czy znieważony przez to, że wydadzą dzieci na świat. Powinni spokojnie rozważyć, jaki byt mogą zapewnić swoim dzieciom. Nie mają prawa wydawać na świat dzieci, które staną się ciężarem dla innych. 

Pytania, jakie chrześcijańska kobieta powinna sobie zadać:

Czy ten nowy związek okaże się źródłem prawdziwego szczęścia?
Czy będzie ci pomocny w chrześcijańskim życiu?
Czy będzie miły Bogu?
Czy twój przykład będzie bezpieczny do naśladowania przez innych?
Czy ten, z którym masz zamiar się związać, jest tego godny?
Jakie było jego dotychczasowe życie?
Czy sposób jego życia jest nacechowany czystością?
Czy miłość, którą wyraża, ma szlachetny i wzniosły charakter, czy jest jedynie emocjonalną skłonnością?
Czy ma on cechy charakteru, które uczynią cię szczęśliwą?
Czy możesz znaleźć prawdziwy pokój i radość w jego uczuciu?
Czy będziesz mogła zachować swoją indywidualność, czy też swój osąd i sumienie będziesz musiała podporządkować panowaniu męża?
Czy będziesz mogła szanować wymagania Zbawiciela jako najważniejsze?
Czy twoje ciało i dusza oraz myśli i zamierzenia zostaną zachowane w czystości i świętości?
Czy niewierzący mąż nie odwiedzie twoich myśli od Jezusa?
Miłuje on rozkosze bardziej niż Boga, a więc czy nie będzie usiłował mnie przekonać, bym lubiła to, co on lubi?
Czy mój wybranek ma matkę?
Jaki jest jej charakter?
Czy on uznaje swoje powinności wobec niej?
Czy szanuje jej życzenia i dba o jej szczęście?
Jeśli nie szanuje i nie czci swojej matki, czy będzie okazywał szacunek i miłość oraz uprzejmość i uwagę żonie?
Gdy minie atmosfera nowości związana z zawarciem małżeństwa, czy nadal będzie mnie kochał?
Czy będzie cierpliwy wobec moich błędów, czy też w sposobie bycia będzie krytykancki, władczy i dyktatorski?


______________________________
Cytaty pochodzą z książki E. White "Poselstwo do młodzieży", cz. XV "Małżeństwo i narzeczeństwo".
Zdjęcie z iStockphoto.

czwartek, 19 września 2013

Od urazy do pojednania

Bardzo znany jest nam tekst z ewangelii Mateusza 18, dotyczący napominania i dyscypliny zborowej. Czy wiecie, że oryginalnie jest napisany w zupełnie innym kontekście?

Mateusza 18:15 BG "A jeźliby zgrzeszył przeciwko tobie brat twój, idź, strofuj go między tobą i onym samym: jeźli cię usłucha, pozyskałeś brata twego."
Mateusza 18:15  BWP "Jeśli brat twój zawini przeciwko tobie, idź i upomnij go sam na sam. Jeżeli cię usłucha, zdobędziesz brata twego."

To, co Jezus chciał przekazać, to zasady postępowania wobec konfliktów i uraz, które się między ludźmi pojawią. Przede wszystkim należy rozwiązać konflikt indywidualnie, bez angażowania w to dodatkowych osób po jednej lub po drugiej stronie, po to, aby pozyskać na nowo brata. Dopiero później, kiedy nie uda się w ten sposób rozwiązać konfliktu, można poprosić mediatorów, którzy będą także dążyli do przywrócenia zgody i do pojednania.

"Nie pozwalaj, aby niechęć przeradzała się w złośliwość. Nie pozwól, by zadany uraz sprowokował cię do wypowiadania toksycznych słów zatruwających umysły tych, którzy cię słuchają. Nie pozwalaj, aby rozgoryczenie napełniało ciebie i tego, kto cię skrzywdził. Idź do brata, aby w pokorze i szczerości porozmawiać z nim o całej sprawie." E. White, "Słudzy ewangelii", s. 329.

Zachęcam do wypróbowania  biblijnych zasad w życiu :)

niedziela, 15 września 2013

Odważni



Courageous
Casting Crowns

We were made to be courageous
We were made to lead the way
We could be the generation
That finally breaks the chain
We were made to be courageous
We were made to be courageous

We were warriors on the front lines
Standing, unafraid
But now we're watchers on the sidelines
While our families slip away

Where are you, men of courage?
You were made for so much more
Let the pounding of hearts cry
We will serve the Lord

We were made to be courageous
And we're taking back the fight
We were made to be courageous
And it starts with us tonight

The only way we'll ever stand
Is on our knees we're lifting hands
Make us courageous
Lord, make us courageous

This is our resolution
Our answer to the call
We will love our wives and children
We refuse to let them fall

We will reignite the passion
That we buried deep inside
May the watchers become warriors
Let the men of God arise

We were made to be courageous...

Seek justice
Love mercy
Walk on
Be with your God

In the war of the mind
I will make my stand
In the battle of the heart
And the battle of the hand / x 2

We were made to be courageous...
Lord, make us courageous


***


Film, który powinien obejrzeć każdy mężczyzna, nie tylko ojciec.

Odważni (Courageous) 2011
Czterech mężczyzn, jedno powołanie: służyć i chronić. Jako oficerowie broniący prawa, stawiają czoła zagrożeniu każdego dnia. Jednakże, kiedy tragedia uderza w ich rodziny, ci ojcowie zmagają się ze swoimi nadziejami, lękami i wiarą. Z tej walki rodzi się decyzja, która całkowicie odmienia ich życie. Film ze zwrotami akcji, trzymający w napięciu, ale też okraszony humorem. Czwarta produkcja Sherwood Pictures ukazuje Bożą obietnicę mówiącą o tym, że "serca ojców zwrócą się ku ich dzieciom, a serca dzieci zwrócą się ku ich ojcom". Film wstrząśnie emocjami i rzuci wyzwanie każdemu sercu - aby było... bohaterem!

Myślę, że rozumiecie, jak to działa. Cywilizacja czyni mężczyzn osłabionymi, ograbionymi z męskości, na dodatek narzuca im się zupełnie odmienne standardy męskości i czują się w tym pogubieni. A mi się wydaje, że to jest proste, chociaż z drugiej strony niezwykle wymagające: życie w zgodzie z naturą, z ludźmi, siła, uczciwa praca, pokonywanie słabości, bycie wzorem i autorytetem, mądre kierowanie innymi. Potrzeba takich mężczyzn, zawsze.

piątek, 13 września 2013

Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie.




"Nie możesz zabronić ptakom smutku latać nad twoją głową, ale możesz nie dopuścić, by uwiły sobie gniazdo w twoich włosach."
Billy Graham


Cytat trafny, ale jakże trudny do zrealizowania. Jak być dobrym i pogodnym w świecie, gdzie na każdym kroku widzisz smutek i zło? Jak mówić ludziom o lepszym życiu bez nałogów, kiedy to życie przeżywane na trzeźwo wydaje się jeszcze gorsze? 


Jedna znajoma umieściła u siebie na profilu taki obrazek. Nie trzeba tego specjalnie komentować. Nie ma przyszłości dla świata, który wybrał szatana jako swego pana. Nie można oczekiwać niczego dobrego po miejscu skazanym na zagładę, tak jak grzebiąc w śmietniku nie znajdziemy pięknie pachnących kwiatów.
A jednak na przekór tej przytłaczającej logice znajdujemy w Biblii słowa:
"Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie."
Mt 5, 13-16 BT 

"Czyńcie wszystko bez utyskiwań, zdecydowanie [i w taki sposób], byście byli spokojni w sumieniu i niewinni, jak przystało na nienaganne dzieci Boże, żyjące wśród ludzi zepsutych i przewrotnych. Macie być między nimi w świecie niczym gwiazdy rozświetlające przestworza."
Flp 2,14-15 BWP
Być jak sól, być jak światło. Co to znaczy? Dlaczego właściwie? Czy to cokolwiek zmieni?



Być może niektórzy z was pamiętają film "Podaj dalej" z 2000 roku.  Historia chłopca, który postanowił zmienić świat, wymyślając łańcuch pomocy, porusza każdego, kto się z nią zetknął. Bo któż nie marzy o tym, aby świat był odrobinę lepszy? A od takich działań właśnie się zaczyna.
Mój kolega ma w zwyczaju pytać: co słychać dobrego? Chce pobudzić przez to ludzi, żeby popatrzyli na pozytywną stronę życia, żeby dostrzegli Boże błogosławieństwa w każdej sytuacji, zamiast narzekać na to, czego się nie ma. Bo, jak mówi, nawet jak świat się kończy albo jakiś kataklizm, to można znaleźć pozytywy, a nie się zamartwiać, bo to nic nie daje.


"Celem wszelkiego ożywienia i reformacji jest pozwolenie, by światło miłości, łaski i prawdy Chrystusa jaśniało w naszym życiu. Światłość świeci pomimo ciemności. Jezus powołał swój lud do postępowania zdecydowanie odmiennego od tego w świecie - po to, by pokazywać wyższość Bożego sposobu życia."Mark Finley

Widzieć dobro w każdej sprawie to dostrzeganie światła. Czynienie dobra to bycie światłem i solą. Sól nadaje smak, światło ogrzewa i dodaje barw. Jesteśmy potrzebni temu światu, by poznał, czym może być prawdziwe, obfite życie w Bożym świetle. Jesteśmy po to, aby odbijać Jego chwałę, Jego wszechmoc, Jego miłość dla ginącego świata.




środa, 28 sierpnia 2013

Triumfalny pochód Boga

Lubicie psalmy? Dzisiaj rano przeczytałam psalm 68 i naprawdę mną wstrząsnął. Było w nim coś majestatycznego. Bóg kroczy tam jak bohater, zwycięski król, który pokonał wrogów w bitwie. Jego przeciwnicy drżą przed nim ze strachu, ale jego lud cieszy się z nim, bo mogą u Niego znaleźć ocalenie i zabezpieczenie wszystkiego. Niesamowity obraz. Polecam przeczytać tutaj
Ciekawe są też interpretacje muzyczne, jak ta poniżej. 



Dwa teksty, które były dla mnie szczególne tego dnia: "Bóg samotnym daje dom na mieszkanie" (w. 7)  i "Pan niech będzie przez wszystkie dni błogosławiony: ciężary nasze dźwiga Bóg, zbawienie nasze" (w. 20). Chciałabym mieć swój dom, mam to na liście modlitewnej, ale teraz mam obietnicę biblijną, więc mogę się na nią powoływać. I dobrze jest mieć kolejne zapewnienie, że to Bóg dźwiga nasze ciężary, że nie jesteśmy sami z tym życiem. 

czwartek, 25 lipca 2013

Przesadzony dla wzmocnienia


Moim ulubionym warzywem są pomidory. Kiedy przyjeżdżam w wakacje do domu, mam dostęp do najlepszych pomidorów w ciągu całego roku, ponieważ moja mama uprawia co roku pomidory w ogrodzie i tunelu foliowym. Dzisiaj podczas nabożeństwa porannego przeczytałyśmy opowiadanie o pomidorach.

- Chciałbym być rośliną - stwierdził Błażej pomagając dziadkowi podlewać ogród. - One mają szczęście. Mogą zostać w tym samym miejscu przez całe swoje życie. 
- Nie masz ochoty się wyprowadzać, co? - spytał ze współczuciem dziadek. 
Tata chłopca dostał pracę w innym mieście i wkrótce cała rodzina miała wyjechać. 
Chłopiec przestępował z nogi na nogę. 
- Będę musiał zaprzyjaźniać się z nowymi kolegami. I będę musiał przyzwyczaić się do nowej szkoły. 
Westchnął wylewając resztki wody z konewki.
- Chodź, pokażę ci coś - powiedział dziadek i zaprowadził wnuka do szklarni.
- Widzisz te rośliny? - zapytał wskazując rząd doniczek.
Błażej przytaknął. 
- To są pomidory - odpowiedział. - Ale dlaczego są w doniczkach różnej wielkości?
- Gdy rosną, przenoszę je do większych skrzynek - wyjaśnił dziadek. Wielu ludzi nie wie, że pomidory są jednymi z nielicznych roślin, jeżeli nie jedynymi, które doskonalą się przez przesadzanie. Przesadzam je dwa lub trzy razy, co powoduje, że stają się coraz silniejsze. Korzenie stają się mocniejsze i roślina wydaje więcej owoców.
Dziadek przerwał, a po chwili ciągnął dalej. 
- Może Bóg też przesadza twoją rodzinę, żeby was wzmocnić.
- Ale przecież ja nie jestem rośliną! - zaprotestował chłopiec.
- Nie - zgodził się dziadek - ale Bóg wie, że czasami wzmacniamy się przechodząc przez różne sytuacje. To wszystko sprawia, że zapuszczamy nasze "korzenie" coraz głębiej w Niego, dzięki temu później możemy wydawać więcej owoców.
Dziadek objął wnuka ramieniem.
- Nie uciekaj przed przesadzaniem - zachęcił go. - Pozwól Bogu, żeby przez ten proces nieco cię wzmocnił.

"Bądźcie mocni i mężnego serca, wszyscy, którzy pokładacie ufność w Panu!"
Psalm 31,25 BT



______________________________
opowiadanie pochodzi z książki "Każdy dzień z Jezusem. 365 historii dla dzieci i nastolatków"

piątek, 12 kwietnia 2013

Mesjasz z Dworca Zachodniego

Dzisiaj spotkało mnie pewne doświadczenie, które było dla mnie niczym uderzenie głową w słup.
Wracałam wieczorem  od koleżanki, z którą mam w piątki spotkania biblijne i tak się zagadałyśmy, że nie spostrzegłam, że uciekła mi kolejka do domu. Musiałam poczekać na dworcu zachodnim na następną. Miałam mieszane uczucia: zaczynał się szabat, a jedynym zacisznym miejscem była dworcowa poczekalnia. Nastawiłam się więc na przetrwanie pół godziny wśród pijaków i bezdomnych, martwiąc się, jak zachować w takim miejscu duchową atmosferę. To, co po chwili zobaczyłam, zaskoczyło mnie zupełnie: w poczekalni siedzi młody mężczyzna i rozmawia z bezdomnym z Biblią w ręku. Spojrzałam dalej i pojawili się kolejni ludzie, pochodząc do kolejnych bezdomnych, obejmując ich i rozmawiając. Nie wiedzialam, kim są, z jakiego kościoła, nie miałam odwagi podejść i zapytać o to, ale bardzo mnie to ucieszyło, co robili. Zawstydziłam się, przypominając sobie swoje zarozumialstwo. Ci ludzie stali się dla mnie ucieleśnieniem tekstu: "Jezus im odpowiedział: Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: (...) ubogim głosi się Ewangelię. (...) Dziś wypełniło się to Pismo w uszach waszych." Mat 11,4.5, Luk. 4,21. Tam, na poczekalni na dworcu zachodnim odbywało się nabożeństwo, było głoszone Słowo Boże, było rozszerzane Królestwo Boże na tych ludzi.
Pół godziny minęło niespodziewanie szybko i nagle spostrzegłam, że niedługo przyjeżdża moja kolejka. Nie chciałam stamtąd wychodzić. Zostałam dotknięta jak Jan Chrzciciel, zobaczyłam na własne oczy, że Mesjasz jest i działa, Jego misja trwa. Nie misja kościoła, nie misja moja czy tamtych ludzi, Jego misja. A to jest misja wśród ubogich i odrzuconych, tych, do których balibyśmy się nawet podejść.
Dziękuję Bogu za to doświadczenie. Nie jestem sama. Są ludzie, którzy żyją z Bogiem i są gotowi na szalone wyzwania.

piątek, 15 marca 2013

Czy z Nazaretu może być coś dobrego?




 

Mój przyjaciel Marek odwiedził miesiąc temu Ziemię Świętą i zmontował na miejscu kilka filmików do swojego videobloga "Kilka minut dobrych wiadomości". Najnowszy mówi o Nazarecie, miejscu, gdzie wychował się Jezus. Miejsce owiane złą sławą: "Czy z Nazaretu może być coś dobrego?"
Kiedy byłam dzieckiem, też dorastałam w małej wiosce, o której ciężko było powiedzieć, że może z niej być coś dobrego. Chodziłam do wiejskiej szkoły, gdzie ludzie byli pełni nienawiści do obcych i innowierców, poziom nauczania był niski, a zabobony wśród ludzi tak rozpowszechnione, że aż trudno było uwierzyć, że to już prawie XXI wiek. Gimnazjum w niedługim czasie zyskało opinię jednego z najgorszą dyscypliną, a kiedy wybierałam liceum, znajomi zachodzili w głowę, jak mogłam wybrać taką szkołę, mając do wyboru z moją średnią najlepsze licea w województwie. 
Jednak moim wzorem nie byli koledzy z klasy, którzy przeklinali co drugie słowo, nie stronili od używek i popuszczali moralnych cugli, ale Ten, który pozostał czysty w swoim mieście. To Jego przykład inspirował mnie do pracowania na dobre oceny, do mówienia bez przekleństw, do pomagania innym, nawet tym, którzy nie dawali niczego dobrego w zamian. Wiele razy, gdy było mi ciężko, musiałam odpędzać przygnębiające, kłamliwe myśli: "po co mi to, inni nie przejmują się tak bardzo życiem i mają więcej radości, przyjaciół i spędzają czas w ciekawszy sposób, niż ja". Jednak późniejsze życie tych ludzi pokazało, jak niewiele miało to wspólnego z prawdziwą radością. 
Może żyjesz gdzieś sam, w jakimś "podłym mieście" i czujesz, że tam nie pasujesz. Może bijesz się z myślami, tak jak ja i chciałbyś, żeby życie było prostsze. A może próbujesz się wyrwać z jakiegoś dołka, do którego wpadłeś. Gdziekolwiek się znajdujesz i kimkolwiek jesteś, możesz patrzeć na Jezusa, który przetrwał w najgorszym z miejsc, zachował godność, prawdziwą tożsamość i nie stał się taki jak inni. On nie tylko jakoś przeżył życie, On ZWYCIĘŻYŁ. A ty możesz zwyciężać przez Niego.
Odważ się i żyj z Nim!

Almost home







"Bóg chce prostych, pokornych ludzi, żyjących w harmonii z Nim, którzy będą głosić proste poselstwo na obecny czas, że Jezus powraca wkrótce."
myśl z wystąpienia pastora Teda Wilsona 11.03.2013 w Podkowie Leśnej


W tym tygodniu miało miejsce szczególne wydarzenie: do Polski przyjechał przewodniczący Generalnej Konferencji, instytucji kierującej Kościołem ADS na świecie, pastor Ted Wilson. Miał wystąpienie w Warszawie i Podkowie Leśnej, a także oficjalne wizyty z przedstawicielami władz polskich. Relacje z tych wystąpień są dostępne na oficjalnej stronie Kościoła www.adwent.pl .
Osobiście uczestniczyłam w spotkaniu w Podkowie Leśnej, a to, co szczególnie mi utkwiło w pamięci, to to, co tchnęło z jego mowy; była prostota, spokój i pełne przekonanie, że Bóg panuje i trzyma ster. Mówił o tym, że Bóg potrzebuje prostych, pokornych, zharmonizowanych ludzi, którzy będą głosili proste poselstwo i którzy nie będą dyskutować o różnicach opinii, ale będą trwali w jedności poznawania Boga i Jego woli.
Dla siebie samej po ostatnim weekendzie, czyli zjeździe młodzieży "Rewolucja" oraz wystąpieniu Teda Wilsona wyciągnęłam takie wnioski: jest zdecydowanie za mało kazań, które mówią o przyjściu Jezusa. Ja przez ostatni rok usłyszałam zaledwie dwa. Osobiście potrzebuję to rozumieć coraz więcej, żeby się nie pogubić w tym, co się wokół dzieje. Potrzebuję rozumieć wielki bój, potrzebuję oczyszczenia serca, wyznawania grzechów, weryfikowania tego, co wiem, przed Bogiem, potrzebuję uwolnienia od różnych zniewalających mnie nawyków i komplikacji naszych czasów i cywilizacji. 
Jest ogromna potrzeba zrozumienia, że Kościół Adwentystów jest naprawdę kościołem, który Bóg powołał, żeby w określonym czasie wykonał określone zadanie: ogłosił przyjście Mesjasza. Nie możemy o tym zapominać, kim jesteśmy i trzymać się tylko ogólnych sloganów. Jesteśmy rewolucjonistami i ta rewolucja musi się zacząć wewnątrz nas.
Takiej rewolucji życzę wszystkim tym, którzy strzegą przykazań Bożych i trwają przy świadectwie o Jezusie.  
___________________________
Książka do nabycia w wydawnictwie Orion Plus .

środa, 9 stycznia 2013

The Sheep Thief







Za dawnych czasów, w Anglii, dwaj bracia zostali skazani za kradzież owiec. Zgodnie z obowiązującym w tych czasach prawem na czołach ich zostały wypalone dwie litery: ST - Sheep Thief (złodziej owiec). Jeden z braci nie mógł znieść tego piętna. Uciekł do innego kraju, w którym próbował się ukryć. Tułał się po różnych krainach, w końcu umarł zgorzkniały i został pochowany w nieznanym grobie.
Drugi z braci żałował swego czynu, ale nie próbował uciec z domu. Mówił: "Nie mogę uciec z domu dlatego, że ukradłem owcę. Będę tu tak długo, aż odzyskam szacunek  sąsiadów i samego siebie."
Mijały lata i ten, który był wskazany na wzgardę, stopniowo odzyskiwał powszechne uznanie i cześć z uwagi na swą wielką prawość i uczciwość.
Po wielu latach jakiś obcy człowiek zobaczył w tej wiosce utykającego, starego człowieka z dwoma wypalonymi na czole literami - ST. Zaciekawiony, zaczepił któregoś z mieszkańców, pytając, co znaczą te litery. Po chwili zastanowienia wieśniak odpowiedział: "To było tak dawno, że zapomniałem szczegółów, lecz myślę, że litery te pochodzą od słowa święty" (saint).


Jest to cudowna Boża łaska, która sprawia, że skruszone i ufające serce może się zmienić i przekształcić charakter. Skazę grzechu przemienia w oznakę czci i piękna. My także możemy tego doświadczyć.

________________________________
opowiadanie pochodzi z książki H.M.S. Richardsa "Co mówił Jezus", s.98, "Znaki czasu" 2006.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...