czwartek, 19 grudnia 2013

Igrzyska śmierci - reality show czy realna rzeczywistość?




Niezwykły triumf święci ostatnio ekranizowana trylogia Susanne Collins "Igrzyska śmierci", opowieść o dwojgu nastolatkach pochodzących z Dwunastego Dystryktu fikcyjnego państwa Panem, którzy zostali zmuszeni do udziału w Głodowych Igrzyskach, corocznym turnieju organizowanym przez bezwzględne władze, transmitowanym na żywo przez telewizję. Arena staje się miejscem walki o przetrwanie, gdyż zwycięzca może być tylko jeden, ale także próbą charakteru: jakim okażę się człowiekiem? Czy system może mnie złamać? 


Jest jeszcze inna księga, która swoją popularność świętuje od tysięcy lat, opisująca równie ciekawą historię, a być może jeszcze ciekawszą, bo mającą miejsce naprawdę.

"I nastąpiła walka na niebie: Michał i jego aniołowie mieli walczyć ze Smokiem. I wystąpił do walki Smok i jego aniołowie, ale nie przemógł, i już się miejsce dla nich w niebie nie znalazło. I został strącony wielki Smok, Wąż starodawny, który się zwie diabeł i szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię, został strącony na ziemię, a z nim strąceni zostali jego aniołowie. Dlatego radujcie się, niebiosa i ich mieszkańcy! Biada ziemi i morzu - bo zstąpił na was diabeł, pałając wielkim gniewem, świadom, że mało ma czasu."
Ap 12,7-9.12 BT

Po tym, jak został wypędzony z nieba, szatan nieustannie próbował przedstawić w złym świetle charakter Boga. Zrobił tak w Edenie (zob. Rdz 3,1-5). Nawiązując kontakt z Ewą przez medium w postaci węża, otwarcie zaszczepił w jej umyśle ideę, iż Stwórca pozbawił ją i jej męża czegoś dobrego dla nich, ukrywając przed nimi to, co powinni byli posiąść. W ten sposób szatan podstępnie oczernił Boga, fałszywie przedstawiając jego charakter. Planeta Ziemia, wskutek decyzji pierwszych ludzi o poddaniu w wątpliwość charakteru Boga i złamaniu Jego zakazu niespożywania z drzewa poznania dobra i zła, dostała się pod panowanie szatana, przeciwnika Bożego. Od tej pory rozpoczęły się surowe igrzyska śmierci, w których ludzie stali się przymusowymi trybutami. Ich życie stało się "widowiskiem dla świata i aniołów, i ludzi" (1 Kor 4,9). 

"Zdarzyło się pewnego dnia, gdy synowie Boży udawali się, by stanąć przed Panem, że i szatan też poszedł z nimi. I rzekł Bóg do szatana: Skąd przychodzisz? Szatan odrzekł Panu: Przemierzałem ziemię i wędrowałem po niej.  Mówi Pan do szatana: A zwróciłeś uwagę na sługę mego, Hioba? Bo nie ma na całej ziemi drugiego, kto by tak był prawy, sprawiedliwy, bogobojny i unikający grzechu jak on. Szatan na to do Pana: Czyż za darmo Hiob czci Boga?  Czyż Ty nie ogrodziłeś zewsząd jego samego, jego domu i całej majętności? Pracy jego rąk pobłogosławiłeś, jego dobytek na ziemi się mnoży. Wyciągnij, proszę, rękę i dotknij jego majątku! Na pewno Ci w twarz będzie złorzeczył. Rzekł Pan do szatana: Oto cały majątek jego w twej mocy. Tylko na niego samego nie wyciągaj ręki. I odszedł szatan sprzed oblicza Pańskiego."
Hi 1,6-12 BT
Od początku Bóg nie pozostawił żadnych wątpliwości, iż obali oskarżenia szatana oraz dowiedzie swojej miłości i sprawiedliwości. Jego sprawiedliwość wymaga, by zapłacona została kara za grzech ludzkości. Jednak Pan w swojej miłości pragnie ocalić ludzi i odnowić swoją więź z nimi. Jak Zbawiciel mógł dokonać jednocześnie jednego i drugiego?
Charakter Boga, pełen miłości i sprawiedliwości, został objawiony w pełni przez śmierć Chrystusa. Ojciec umiłował nas i posłał swego Syna, by stał się pojednawczą ofiarą za nasze grzechy (zob. 1 J 4,10; J 3,16). Płacąc osobiście karę za złamanie prawa, Bóg okazał sprawiedliwość - wymagania prawa zostały zaspokojone w osobie Jezusa, przez Jego śmierć.  Jednocześnie przez ten akt sprawiedliwości Najwyższy objawił swoją łaskę i miłość, gdyż śmierć Chrystusa została poniesiona przez Niego za nas. On umarł za nas, zamiast nas, abyśmy nie musieli umrzeć na zawsze. 

"W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy." 
1 J 4,10 BT
Jak wskazuje Pismo Święte, sąd Boży jest dobrą nowiną dla tych z nas, którzy wierzą Najwyższemu, ufają Mu i są Mu wierni, nawet jeśli "nie możemy odpowiedzieć na oskarżenia szatana przeciwko nam". Jednak sąd jest przeznaczony nie tylko dla nas. Ma również przed całym wszechświatem oczyścić Boga z zarzutów przeciwko Niemu. 

"Dlatego mów do domu Izraela: Tak mówi Pan Bóg: Nie z waszego powodu to czynię, domu Izraela, ale dla świętego imienia mojego, które bezcześciliście wśród ludów pogańskich, do których przyszliście. Chcę uświęcić wielkie imię moje, które zbezczeszczone jest pośród ludów, zbezczeszczone przez was pośród nich, i poznają ludy, że Ja jestem Pan-wyrocznia Pana Boga-gdy okażę się Świętym względem was przed ich oczami. Zabiorę was spośród ludów, zbiorę was ze wszystkich krajów i przyprowadzę was z powrotem do waszego kraju, pokropię was czystą wodą, abyście się stali czystymi, i oczyszczę was od wszelkiej zmazy i od wszystkich waszych bożków. I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała. Ducha mojego chcę tchnąć w was i sprawić, byście żyli według mych nakazów i przestrzegali przykazań, i według nich postępowali." 
Ez 36:22-27 BT

Jako wyznawcy Chrystusa możemy przynosić Bogu chwałę albo wstyd - w zależności od sposobu naszego postępowania. Jako uczestnikom igrzysk, tego wielkiego boju między dobrem a złem, naszemu postępowaniu przyglądają się nie tylko inni ludzie, ale także mieszkańcy wszechświata. Jakie świadectwo im przedstawiamy? Czy przynosimy Bogu chwałę wobec oskarżeń, które na Niego przychodzą, czy znieważamy Jego imię? Czy nasze życie jest argumentem na rzecz Boga sprawiedliwego i miłosiernego, usprawiedliwiającego nas i przemieniającego nasz charakter? 


"Tak też światło wasze niech jaśnieje na oczach wszystkich ludzi po to, żeby widzieli wasze dobre uczynki i wielbili za nie Ojca waszego, który jest w niebie."
Mt 5:16 BWP

______________________________________________
komentarze do tekstów pochodzą z kwartalnika Lekcji Biblijnych 4/2013 Martina Proebstle "Świątynia", lekcja 12 "Kosmiczny bój o charakter Boga", wyd. Znaki Czasu. 

wtorek, 3 grudnia 2013

Nałóg a poszukiwanie pełni


Czemu popadamy w nałogową zależność od drugiego człowieka?

Romantyczny związek miłosny jest tak silnym i powszechnie upragnionym przeżyciem, ponieważ zakochani mają wrażenie, że uwolnili się od głęboko zakorzenionego lęku, łaknienia, niedosytu i niedoskonałości - stanów, które są nieodłącznym elementem człowieczeństwa nieoświeconego, nie odkupionego. Mają one zarówno wymiar fizyczny, jak i psychiczny. W sferze fizycznej oczywiście daleko ci do pełni i nigdy jej nie  osiągniesz: jesteś mężczyzną albo kobietą, czyli połową, a nie całością.  Na tym poziomie tęsknota za pełnią - za powrotem do stanu jedni - przejawia się jako przyciąganie między męskością a kobiecością: to, że mężczyzna potrzebuje kobiety, a kobieta - mężczyzny. Jest to niemal niepohamowany pęd do połączenia z przeciwstawnym biegunem energetycznym. Ten fizyczny popęd ma swoje duchowe źródło w pragnieniu, żeby położyć kres dwoistości, odzyskać stan pełni. Na poziomie fizycznym najbliższe tego ideału jest zespolenie seksualne, toteż spośród wszystkich przeżyć,  jakich może dostarczyć sfera fizyczna, właśnie ono sprawia ludziom najgłębszą satysfakcję. Ofiarowuje im jednak zaledwie przelotną wizję pełni, moment błogostanu. Dopóki bezwiednie traktujesz je jako narzędzie zbawienia, usiłujesz położyć kres dwoistości na poziomie form - to zaś jest niewykonalne. W efekcie ukazuje ci się kuszące mgnienie raju, ale nie dostajesz zezwolenia na stały w nim pobyt i lądujesz z powrotem w swoim osobnym ciele.
Na poziomie psychicznym wrażenie niedosytu i niedoskonałości doskwiera jeszcze silniej niż na fizycznym. Dopóki utożsamiasz się z umysłem, twoje poczucie Ja" opiera się na zewnętrzności. Innymi słowy, swoje wyobrażenie o sobie czerpiesz ze spraw, które tak naprawdę nie mają nic wspólnego z tym, kim jesteś, takich jak rola społeczna, majątek, wygląd zewnętrzny, sukcesy i porażki, przekonania itd. To fałszywe, z umysłu zrodzone ,ja", czyli ego - kruche, niepewne siebie - szuka coraz to nowych rzeczy, z którymi mogłoby się utożsamić, bo tylko dzięki nim czuje, że istnieje. Nic jednak nie daje mu wystarczająco trwałego spełnienia. Wciąż dręczy je lęk, niedosyt i łaknienie.
I oto nagle pojawia się zupełnie wyjątkowy związek. Wygląda na to, że rozwiązuje on wszelkie problemy ego i zaspokaja wszystkie jego potrzeby. Przynajmniej z początku tak się wydaje. Wszystko, na czym dotychczas opierałeś swoje poczucie ,ja", staje się stosunkowo mało istotne. Skupiasz się odtąd na jednym jedynym zjawisku, które zajęło miejsce wszystkich dawniejszych spraw, nadaje twojemu życiu sens, ty zaś właśnie przez jego pryzmat określasz swoją tożsamość. Zjawiskiem tym jest osoba, którą „kochasz". Przestałeś być odrębną drobiną w obojętnym wszechświecie - przynajmniej na pozór. Twój świat ma teraz centrum: ukochaną istotę. Fakt, że owo centrum mieści się na zewnątrz ciebie - czyli nadal czerpiesz spoza siebie wyobrażenie o tym, kim jesteś - początkowo wydaje się błahy. Grunt, że ulotnił się tak typowy dla umysłu egotycznego, stale ci dotąd towarzyszący lęk, a wraz z nim wrażenie twojej własnej niedoskonałości, niedosytu i niespełnienia. Ale czy naprawdę się ulotniły, rozwiały? A może wciąż czają się pod cienką powłoką szczęścia?
Jeśli w twoim związku „miłość" przeplata się z tym, co jest jej zaprzeczeniem - napastliwością, przemocą emocjonalną itp. - należy się obawiać, że mianem miłości pochopnie określasz egotyczne przywiązanie i nałogowe lgnięcie. Nie można kogoś kochać, aby już za chwilę go atakować.
Prawdziwa miłość nie ma negatywnego odpowiednika. Jeśli twoja „miłość" ustępuje niekiedy miejsca swojemu przeciwieństwu, znaczy to, że nie jest miłością, lecz silnym popędem ego, które pragnie zyskać pełniejsze i głębsze poczucie „siebie", a partner chwilowo potrzebę tę zaspokaja. Ego osiąga dzięki temu namiastkę zbawienia, która przez krotki czas nieomal sprawia wrażenie autentyku.
W pewnym momencie partner zaczyna jednak postępować w sposób sprzeczny z twoimi potrzebami - a raczej z potrzebami twojego ego. Lęk, ból i niedosyt - stałe elementy świadomości egotycznej, które tylko prowizorycznie zamaskował „związek miłosny" - znów dochodzą do głosu. To tak, jak z każdym innym nałogiem: po odpowiedniej dawce narkotyku czujesz się świetnie, ale nieuchronnie przychodzi czas, gdy narkotyk już na ciebie nie działa. Kiedy powracają owe bolesne uczucia, doznajesz ich z jeszcze większą niż dawniej silą, a w dodatku uważasz, że druga strona związku jest ich sprawcą. Rzutujesz je więc na zewnątrz i ze wściekłą brutalnością, wyrosłą z twojego bólu, atakujesz partnera. Może to w nim zbudzić jego własny ból i skłonić do kontrataku. Ego na tym etapie wciąż jeszcze żywi nieświadomą nadzieję, ze jego napastliwość lub próby manipulacji okażą się wystarczającą karą, aby współuczestnik dramatu zmienił postępowanie i znów dal się użyć w charakterze parawanu, przesłaniającego twoją boleść.
Każdy nałóg bierze się stąd, ze człowiek nieświadomie wzbrania się przed stawieniem czoła własnemu bólowi i przejściem przez ten ból. Każdy nałóg od bólu się zaczyna i na nim też się kończy. Niezależnie od tego, co jest twoim narkotykiem -alkohol, jedzenie, legalnie lub nielegalnie kupowane psychotropy, czy wreszcie druga osoba - używasz czegoś albo kogoś, żeby ukryć swój ból. Właśnie dlatego, po przeminięciu początkowej euforii, pojawia się w związkach osobistych tyle nieszczęścia, tyle bólu. To nie związki są ich przyczyną. One tylko wydobywają na jaw nieszczęście i ból, które już wcześniej w tobie tkwiły. Działa tak każdy nałóg. W każdym nałogu następuje moment, gdy narkotyk już nie wywołuje pożądanego efektu, wtedy zaś boli cię bardziej niż kiedykolwiek. Między innymi dlatego ludzie nieustannie próbują uciec przed teraźniejszością i szukają takiego czy innego zbawienia w przyszłości. Jeśliby skupili się na obecnej chwili, pierwszą rzeczą, jaką mogliby napotkać, byłby ich własny ból, a przecież to jego najbardziej się obawiają. Gdyby tylko wiedzieli, jak łatwo jest tu i teraz odnaleźć potęgę obecności, która rozpuszcza przeszłość wraz z całym zmagazynowanym w niej bólem - jak łatwo jest odkryć rzeczywistość, w obliczu której topnieją urojenia. Gdyby wiedzieli, jak bliscy są własnej rzeczywistości wewnętrznej, bliscy Boga.
Unikanie związków też nie jest sposobem na to, żeby uniknąć bólu. Tak czy owak - boli. Trzy nieudane związki w ciągu trzech lat prędzej wyrwą cię z uśpienia, niż trzy lata na bezludnej wyspie albo w zamkniętym pokoju. Ale gdybyś umiał w tej samotności pozostać bez reszty obecny, to także okazałoby się skuteczne.

Eckhart Tolle - Potęga teraźniejszości

Zanim powiesz "tak"


Kilka rad i pytań, które warto sobie postawić przy wyborze partnera na całe życie.

Miłość jest cennym darem, jaki otrzymujemy od Jezusa. Czysta i święta nie jest chwiejnym uczuciem, lecz zasadą. Ci, których pobudza prawdziwa miłość, nie są ani nierozsądni, ani ślepi. Pouczeni przez Ducha Świętego miłują boga nade wszystko, a bliźnich jak siebie samych. 
Osoby, które pragną zawrzeć związek małżeński, winny wziąć pod uwagę każdy pogląd i każdy rys charakteru partnera, z którym chcą połączyć swoje życie. Niech każdy krok prowadzący do zawarcia małżeństwa cechuje skromność, prostota, szczerość i poważny zamiar podobania się Bogu i uczczenia Go. Małżeństwo ma wpływ na życie zarówno w tym świecie, jak i przyszłym. Szczery chrześcijanin nie będzie układał planów, których by Pan nie mógł zatwierdzić.

(...)niech młoda dziewczyna przyjmie za towarzysza życia tylko tego, kto posiada szlachetne i męskie rysy charakteru, jest pilny, ambitny i uczciwy oraz kto miłuje Boga i boi się Go. Młodzieniec niech szuka tej, która u jego boku będzie dzieliła z nim ciężary życia i której wpływ uszlachetni go, a miłość da szczęście. 

(...) jeśli zauroczony chcesz związać swoje życie z młodą i niedoświadczoną dziewczyną, której brakuje wykształcenia w zwykłych, praktycznych i codziennych obowiązkach życia, popełniasz błąd. Ale ten brak jest niewielki w porównaniu z jej niewiedzą co do jej obowiązku wobec Boga. 

Nawyk przesiadywania do późna w nocy jest często spotykany, ale nie jest miły Bogu, nawet jeśli oboje jesteście chrześcijanami. Taka nieregularność godzin snu jest szkodliwa dla zdrowia i czyni umysł niezdolnym do podjęcia obowiązków kolejnego dnia, a ponadto ma pozór zła. 

Do małżeństwa we wczesnej młodości nie należy zachęcać. Tak ważnego i tak brzemiennego w następstwa związku, jakim jest małżeństwo, nie powinno się zawierać pospiesznie, bez należytej rozwagi, przygotowania oraz dostatecznych sił moralnych i fizycznych.

Młodzi przyjaciele, zaproście Boga i waszych bogobojnych rodziców do rady. Módlcie się w tej sprawie. Rozważcie każdą przesłankę i bacznie śledźcie rozwój charakteru osoby, z którą chcecie związać swoje życie. 

Jeśli ktoś ma zwyczaj modlić się dwa razy dziennie, zanim rozważa małżeństwo, powinien modlić się cztery razy dziennie, gdy poweźmie taki zamiar. 

Wielu zawiera związek małżeński, nie mając żadnej własności ani dziedzictwa. Nie mają siły fizycznej ani energii umysłu, by dorobić się czegokolwiek. Właśnie tacy ludzie najbardziej spieszą się do małżeństwa i biorą na siebie obowiązki, o których nie mają należytego pojęcia. Nie mają szlachetnych i wzniosłych uczuć ani bladego wyobrażenia o obowiązkach męża i ojca. Nie zdają sobie sprawy, ile wysiłku będzie ich kosztować troska o utrzymanie rodziny. W kwestii powiększania rodziny wykazują się taką samą lekkomyślnością, co w sprawach materialnych. (...) Przed powiększeniem rodziny małżonkowie powinni wziąć pod uwagę to, czy Bóg będzie uwielbiony, czy znieważony przez to, że wydadzą dzieci na świat. Powinni spokojnie rozważyć, jaki byt mogą zapewnić swoim dzieciom. Nie mają prawa wydawać na świat dzieci, które staną się ciężarem dla innych. 

Pytania, jakie chrześcijańska kobieta powinna sobie zadać:

Czy ten nowy związek okaże się źródłem prawdziwego szczęścia?
Czy będzie ci pomocny w chrześcijańskim życiu?
Czy będzie miły Bogu?
Czy twój przykład będzie bezpieczny do naśladowania przez innych?
Czy ten, z którym masz zamiar się związać, jest tego godny?
Jakie było jego dotychczasowe życie?
Czy sposób jego życia jest nacechowany czystością?
Czy miłość, którą wyraża, ma szlachetny i wzniosły charakter, czy jest jedynie emocjonalną skłonnością?
Czy ma on cechy charakteru, które uczynią cię szczęśliwą?
Czy możesz znaleźć prawdziwy pokój i radość w jego uczuciu?
Czy będziesz mogła zachować swoją indywidualność, czy też swój osąd i sumienie będziesz musiała podporządkować panowaniu męża?
Czy będziesz mogła szanować wymagania Zbawiciela jako najważniejsze?
Czy twoje ciało i dusza oraz myśli i zamierzenia zostaną zachowane w czystości i świętości?
Czy niewierzący mąż nie odwiedzie twoich myśli od Jezusa?
Miłuje on rozkosze bardziej niż Boga, a więc czy nie będzie usiłował mnie przekonać, bym lubiła to, co on lubi?
Czy mój wybranek ma matkę?
Jaki jest jej charakter?
Czy on uznaje swoje powinności wobec niej?
Czy szanuje jej życzenia i dba o jej szczęście?
Jeśli nie szanuje i nie czci swojej matki, czy będzie okazywał szacunek i miłość oraz uprzejmość i uwagę żonie?
Gdy minie atmosfera nowości związana z zawarciem małżeństwa, czy nadal będzie mnie kochał?
Czy będzie cierpliwy wobec moich błędów, czy też w sposobie bycia będzie krytykancki, władczy i dyktatorski?


______________________________
Cytaty pochodzą z książki E. White "Poselstwo do młodzieży", cz. XV "Małżeństwo i narzeczeństwo".
Zdjęcie z iStockphoto.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...